Czerwiec


Czerwiec, och czerwiec! Nieźle mi koleżko dałeś do wiwatu! 


Nie tylko zdrowotnie, chociaż zawsze lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć, ale przede wszystkim psychicznie i fizycznie. Pod koniec zeszłego roku wiedziałam, że ten będzie wyjątkowo ciężki w naszym życiu ale przysięgam, że nie sądziłam, że w ciągu zaledwie kilkunastu dni będę musiała zakuwać najwięcej w swoim życiu... Naprawdę! Chyba nawet przed maturą tyle się nie uczyłam... zaraz, zaraz- właściwie, to przed maturą ja się w ogóle nie uczyłam. Także wierzcie mi, gdyby nie dobrodziejstwa makijażu, to bym nie wychodziła z domu, bo pod spodem wyglądam jak średnio dożywione zombie- niedospana, przećpana kawą i z lekkim niedoczasem do wszystkiego. A w dodatku moja mania pefekcjonizmu każdy z problemów, który wchodzi mi na głowę powiększa o stokroć. I takim sposobem każdego dnia ledwo przytomna budzę się rano, żeby wieczorem zasypiając nie pamiętać jak się nazywam. Ale póki co zwalę to wszystko na złe wyniki badań, a co ;) Także trzeba szybciutko wziąć się w garść (głównie zdrowotnie), bo jak nie- to za chwilę nawet Rybnik mi nie pomoże.





Brak komentarzy