Maj.


Witajcie Kochani po prawie miesięcznej przerwie! Musze przyznać, że tego było mi trzeba, odciąć się od wszystkiego, wyczyścić głowę, zresetować się zupełnie i przewartościować pewne znajomosci i przede wszystkim zaplanować najbliższe miesiące. A zmieni się w naszym życiu dużo! 


Przede wszystkim Zuzia pójdzie do szkoły, Zojka do przedszkola (oby), no i mój baby Leo już nie będzie takim „baby”. I co najgorsze to wszystko stanie się w jednym miesiącu... Także musiałam troszkę nacieszyć ich obecnością w domu bo za chwile mi wyrosną i pójdą powoli kształtować swoją drogę życiową. Dlatego nawet cieszyłam się z tej kwarantanny i chociaż były momenty że chciałam iść do piwnicy i posiedzieć kilka godzin w ciszy- nawet w łazience nie było spokoju to jednak doceniłam to, że cofnęliśmy się jakby kilka lat wstecz, kiedy jadłyśmy wspólnie śniadanie, bez żadnego pośpiechu czy presji. Czuje się też kilka kilogramów lżejsza, że kolejne toksyczne osoby w moim życiu zostały „usunięte”, bo nie ma nic gorszego niż dowiadywać się o sobie rzeczy tak mocno przekoloryzowanych, że wyszła by z tego taka bogata biografia, że nic tylko zbijać kokosy na niej ;) Jednak szkoda, że w naszym życiu jest bardziej szaro-buro i tradycyjnie. Za to przyznaje się Wam szczerze i bez bicia, że pierwszy raz tak niecierpliwie czekam na wyjazd do Polski, że aż sama jestem zaskoczona. Wiadomo, że będąc tak daleko tęskni się za rodziną, ale ja mam tu też swoją własną i to ona dla mnie stała się centrum wszechświata. Jednak kiedy najpierw nie pojechaliśmy w lutym, pózniej przez zamknięte granice nie polecieliśmy na święta to teraz czekam na początek lipca z utęsknieniem. I chociaż będzie to dosłownie weekend to lista rzeczy „to do” jest niekończąca się. Ale jakoś ogarniemy!






Brak komentarzy