Test - gniazdko niemowlęce Sleepyhead


Pamiętacie mój tekst o SIDS? A pamiętacie nasze wyprawkowy hity i kity? Nie wiem czy wiecie ale najbardziej na świecie nienawidzę hipokryzji. A teraz sama siebie musiałabym tak określić. Na szczęście lubię też określenie; że tylko krowa nie zmienia zdania, chociaż ja w dalszym ciagu go nie zmieniam.

Kiedy będąc w ciąży z Leo w końcu uwierzyłam, że tym razem nam się uda i zaczęłam kompletować wyprawkę, zrobiłam listę rzeczy, które uważam za niezbędne i tych, które chciałabym przetestować. Początkowo bardzo nieśmiało wpisałam na tą listę gniazdko niemowlęce. Ciągle biłam się z myślami co zrobić, aż życie samo podsunęło mi rozwiazanie. Odkupiliśmy kokon od starszego kumpla Leo, a ja ucieszyłam się, że będę miała możliwość przetestowania tego wynalazku. I powiem Wam, że kiedy pierwszy raz miałam go w dłoniach, a było to chyba w styczniu, to pozytywnie zaskoczyło mnie jak twardy jest materacyk. Materiał naprawdę mocno przylega do wypełnienia, a jednym z najważniejszych dla mnie punktów jest to, że poszewkę da się ściągnąć i wyprać. Kokon przeszedł wszystkie testy bezpieczeństwa, jest wykonany z najwyższej jakości materiałów, wolnych od szkodliwych substancji i oddychających. I myślę, że to mnie przekonało, bo kiedy oglądałam gniazdka marek internetowych czy instagramowych, to one już nawet na zdjęciach wyglądały na tak miękkie, że aż strach. Wiadomo, że dziecko pierwsze swoje miesiące spędza tylko w takiej pozycji, więc warto zadbać nie tylko o jego komfort ale także zdrowie! Dodatkowo większość dla „upiększenia” doszywa falbanki, zawieszki i inne zagrażające elementy. Mimo pewności, co do jakości tego produktu miałam ogromne opory, żeby Leo spał w nim w naszym łóżku. Wiem, że tysiące rodziców tak robią ale jak naprawdę uważam, że takie kokony niosą ogromne ryzyko śmierci łóżeczkowej i wierzcie mi że tę kilka razy to były moje najgorzej przespane nocki. Na szczęście Leo dokładnie tak samo jak jego siostry początkowo spal na maminej klacie a później, kiedy wyczuwałam że jestem już zbyt zmęczona i może być to niebezpieczne to przesypiał nocki w koszu Mojżesza. Samo gniazdko zaczęło coraz więcej czasu leżeć na kanapie, na podłodze w kuchni, zawsze wtedy, kiedy chciałam mieć Bejbika na oku albo w jego łóżeczku kiedy robił drzemki. Teraz Leo coraz częściej bawi się zabawkami, które są zawieszone nad jego głową, bo w końcu dosięga do nich rączkami. Myślę, że ten gadżet posłuży nam jeszcze trochę, bo świetnie wspiera podnoszenie główki u niemowlaka. A w dodatku dzięki zapięciu na końcu można go nieco „powiększyć”, kiedy maluszek zacznie z niego wyrastać. Niedługo będziemy już na stałe przenosić Leo do jego dziecięcego łóżeczka i myślę, że wtedy po raz kolejny sięgniemy po gniazdko, bo jest mniejsze ryzyko „przemieszczania” się Leosia po całym łóżeczku, a w dodatku dzięki wyższym bokom Robaczek ma problem, żeby skopać z siebie kołdrę, bo podwijam ją pod kokon.

Musze przyznać że mimo mojego wysoce sceptycznego podejścia nie jest to taki głupi gadżet jak myślałam, ale jednak i tak dobrze zastanowiłabym się nad producentem takiego sprzętu, jego wykonaniem i koniecznie sprawdziła certyfikaty jakie przeszedł. Jednak ciesze się że udało mi się przetestować ten produkt i przede wszystkim, że nie były to pieniądze wydane na marne.


Plusy:
+ doskonała jakość
+ możliwość odpięcia i zapięcia gniazdka
+ całkowicie zdejmowana poszewka
+ możliwość dokupienia lub wymiany poszewki- mają kilkanaście wzorów do wyboru
+ dwa rozmiary gniazdek w ofercie
+ możliwość dokupienia pałąka z zabawkami
+ odpowiednio twardy materacyk
+ można stosować jako wkładkę do łóżeczka lub do spania z rodzicami, jako łóżeczko turystyczne, przewijak, baza do zabawy albo mobilne łóżeczko wszędzie tam gdzie aktualnie potrzebujesz

Minusy:
- cena
- ciężka dostępność
- każdy element trzeba dokupić osobno







Brak komentarzy