12/2019


Czas na podsumowanie roku- na podsumowanie najpiękniejszego roku w moim życiu. Roku, który pokazał jak nieprzewidywalny i zaskakujący może być los. Roku, który pokazał kto jest naszym przyjacielem a kogo warto wysprzątać z naszych kątów. Ale tak już jest że jedni musza odejść by zrobić miejsce dla innych osób. I przede wszystkim roku w którym poznaliśmy nasze słabości ale także to że razem możemy wszystko. I daliśmy radę.



Styczeń.
Zaczynamy od imprezy Sylwestrowo-Noworocznej razem z naszymi przyjaciółmi (1), chociaż prawdę powiedziawszy jedyne o czym wtedy marzyłam to położyć się spać i obudzić za tydzień. Wy wtedy jeszcze nie wiedzieliście (2) ale pod moim serduchem już wtedy mała istotka w 12-ym tygodniu wskazywała, że tym razem się uda. Byłam szczęśliwa chociaż zestresowana co niemiara. W styczniu zrobiliśmy także urodziny/baby shower (3) dla najbardziej tajemniczego Bobo w naszej ekipie. No i na sam koniec stycznia mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w ślubie cywilnym mojej najpiękniejszej panny młodej (4)


Luty.
To był dla mnie jeden z trudniejszych okresów- jeszcze ciagle poranki w ubikacji, dziewczynki się rozchorowały (1), a Zuzia miała testy do szkoły. Za wszelka cenę staraliśmy się o to, żeby mogla jeszcze rok chodzić do przedszkola. Następnie moja druga chrześnica kończy roczek (3). I chwile później rodzi się baby showerowa niespodzianka (2), która okazuje się być maleńkim chłopczykiem. Nie ukrywam że wtedy z nutka zazdrości biorę tęgo maleńkiego brzdąca na ręce. Nie mogę się doczekać do usg połówkowego i już teraz dodatkowo place za usg z nadzieja że dowiemy się kto tam siedzi. Ginekolog daje nadzieje na chłopczyka ale nie jest pewna w 100%. Rozmawiam o tym z jedynymi osobami z którymi mogę (czyli dziewczynkami) "kogo by wolały" i Zuzia odpowiada mi w taki sposób, że miękną mi nogi. A moje dziewczynki mają swój pierwszy przedszkolny bal przebierańców w życiu(4).


Marzec.
Świętujemy urodziny Lenki (1). Oficjalnie dzielę się z Wami historią zeszłego roku i potwierdzam tym samym że jestem w ciąży (2). Boje się niesamowicie pisać to publicznie, bo ciagle się stresuję, że coś się wydarzy. Drugi raz idę na dodatkowe usg i teraz w 100% już wiem że siedzi tam mały chłopczyk. Nie potrafi się powstrzymać i nie chcąc nikomu psuć niespodzianki dzwonie do mojej mamy żeby jej powiedzieć. Z całej siły i radości, która rozsadza mnie od środka staram się nikomu nie wygadać i doczekać do zaplanowanego na kolejny miesiąc baby shower. A ja w ukryciu przed Robertem zaczynam planować zmiany w pokoju Zoi, żeby przystosować go do pokoju chłopca (3). Ciesze się że zaczynaja mnie opuszczać ciążowe dolegliwości i zaczyna się całkiem przyjemny okres, a maluszek powoli zaczyna zaokrąglać mi brzuch (4).


Kwiecień.
Cały miesiąc przygotowuje się do czegoś- najpierw do baby shower (1), później do Wielkanocy, a na końcu mam urodziny. Oczywiście już wtedy zaczynam kupować pierwsze drobiazgi dla Leo (2), tak by nikt się nie domyślił że to chłopak. Nadchodzi dzień baby shower i w końcu mogę oficjalnie się pochwalić że to chłopak, mój Robert w to nie wierzy, bo jeszcze dzień wcześniej mu mówiłam że to jednak dziewczynka (3). Korzystamy z przepięknej pogody i Wielkanoc spędzamy bardzo... spacerowo. Oczywiście na swoje urodziny, mimo że najlepszy prezent mam pod sercem, dostaje jedno z moich ubraniowych marzeń (4).


Maj.
Maj to z kolei przygotowania do wyjazdu do Polski, na wesele. Co za tym idzie trzeba było załatwić wszystkie formalności by w ciąży lecieć samolotem (1). Calkiem spontanicznie wychodzą powoli zmiany w pokoju „już nie Zoi” (2) i zaczyna nabierać bardziej chłopięcego charakteru. Garderoba najmłodszego rośnie w takim tempie że mam wrażenie że żadna z dziewczynek nie miała tyle ubranek na start (3). Zoja i Bibi mają urodzinki, które odbijamy już w Polsce a ja zastanawiam się czy najpierw spakować torbę na wyjazd czy do szpitala(4).


Czerwiec.
Oczywiście zaczynamy go od ślubu mojego brata w Polsce (1). Odpoczywamy ile się da w czasie tego szybkiego urlopu, ja wychodzę na kawkę z moimi Ankami (2), a dziewczynki szaleją na ogrodzie babci. Jak zwykle z Polski wracamy z nadbagażem. Zaczynamy probe odpieluchowania Zoi i namawiam Roberta na chociaż kilka zdjęć ciążowych (3). Wizyta u ginekologa po przylocie nie należy do najprzyjemniejszych, bo musze zacząć brać środki na podtrzymanie, żeby chociaż donosić malucha do 36 tygodnia. Jest rozwarcie na 1cm i szyjka mocno skrócona. Mam ogromne wyrzuty sumienia, że się zdecydowałam polecieć do Polski. Ale brzucho na szczęście rośnie... (4)


Lipiec.
Szaleństwo wyprawkowe! Zaczynaja przychodzić większe i mniejsze paczki z rzeczami dla Leo (1). Chociaż wiem, że nie powinnam ich ruszać to moja ekscytacja nie pozwala mi by czekać z wszystkim na Roberta. Po wizycie u ginekolog dostaje absolutny zakaz podnoszenia czegokolwiek (2). Na szczęście przyjeżdża do nas na wakacje najlepsza ciocia dziewczynek i na ten czas mam dzieciaki z głowy. Od rana do wieczora meczą moją siostrę o wszystko, a ona sama zaskakuje mnie niezwykle dojrzałością i wyrozumiałością (3). Modle się żeby doczekać jeszcze do 1-go sierpnia, żeby wróciła z urlopu moja położna ale po drodze zaliczamy kilka wizyt w szpitalu (4).


Sierpień.
No cóż... Oczywiscie najważniejszy punkt tego miesiąca to 5-ty sierpnia czyli urodzenie się Leo- poród w godzinę i już od razu chciałam wracać do domu (1). Kiedy w końcu wracamy do domu to mam wrażenie że jestem na jakimś haju. Wszystko układa się wspaniale; Leo ma tylko jedno wymaganie- ciagle być przy mamie, ale poza tym jest idealnie(2). Ciagle nie możemy uwierzyć, że oto mamy naszego syna. Ciagle jest u nas moja siostra i jako najlepsza ciotka ever daje z siebie dużo by dziewczynki ani trochę się nie smucili że pojawil się mały złodziej czasu i uwagi mamy. My same swietnie się bawimy co wieczora kiedy opowiadam jej historie jak ona sama była takim maluchem albo jeszcze wcześniejsze (3). Oczywiście pojawienie się małego robaczka absolutnie nie przeszkadza mi w kolejnych zmianach w naszym mieszkaniu. Cóż zrobić- ten typ tak ma (4).


Wrzesień. 
Zaczyna się nieprzyjemnie- po wizycie u pediatry okazuje się że Leo ma problem z nerkami. Jest nadzieja, że samo się to „naprawi”, ale 3 miesiące stresu i obserwacji. Jednak mały Skrzat daje nam tyle szczęścia i radości że jedyne co nam psuje tą idyllę to powrót do przedszkola dziewczynek (1). W mojej głowie oczywiście klaruje się wyraźniejszy obraz pokoju dziewczynek (2) i zmiana w pokoju Leo. ja za to mam ogromna radochę że lato się kończy, bo moje ciało nie jest jeszcze takie jakbym sobie tego marzyła (3). Urodziny Zuzi spędzamy rodzinnie, a my organizujemy baby shower dla 3-ej Panienki cioci Dominiki(4).


Październik.
Najnudniejszy miesiąc w roku zaczął się doc przyjemnie, bo od chrztu kolegi Leo- Antosia (1) i wymiany telefonu (2). Jako że październik przyniósł cudowna aurę to zrobiliśmy nasze pierwsze rodzinne zdjęcia (3) i coś z czym miałam ogromne opory, czyli zaczęłam więcej gadać na InstaStory (4) Co spotkało się z niesamowicie ciepłym przyjęciem z Waszej strony.


Listopad.
Oczywiście miesiąc zaczął się bardzo rodzinnie (1)-Leoś przyjął chrzest święty. I przez chwile mieliśmy prawie całą rodzine u nas. No i tym miesiącu zostałam uznana za świra roku bo musiałam już wyjąć za wczasu choinkę (2). Skończyliśmy też pokój Leo, tak że w końcu wszystko do siebie pasowało (3) I oczywiście był to czas iście zimowych stylizacji i oczekiwania na śnieg, który nie spadł (4)


Grudzień. 
Najpiękniejszy czas w roku zaczyna się od wizyty u pediatry i diagnozy Leo. Na szczęście okazuje się że wszystko się ładnie wchłonęło i póki co nie ma powodu do stresu (1). Jest to też czas fajnych spotkań i spontanicznych akcji (2) Ale przede wszystkim to czas, spokoju, miłości i rodziny wokół choinki (3,4).





Brak komentarzy