Hit czy kit wyprawkowy?


Już za chwilę Skrzacikowi stuknie 3 miesiące, w związku z tym możemy powiedzieć co nieco o tym, co tym razem nam się przydało, a co okazało się kompletnym niewypałem. 


Chociaż muszę przyznać, że tych niewypałów to praktycznie nie było wcale. Bardzo racjonalnie podeszłam do tematu wyprawki tym razem, więc lista kitów to moje czepialstwo i ogromna drobiazgowość. Każda z tych rzeczy przydała się lub przydaje, nawet jeśli nie spełnia swojej głównej funkcji. I oczywiście po raz kolejny potwierdza się, że każde dziecko jest inne i to co przy dziewczynkach sprawdzało się idealnie, to dla Leo okazało się kompletnie nie pasować, więc pamiętajcie że to tylko moja subiektywna opinia i wybredność najmłodszego Robaczka.

Hity:

1. Bujak 4moms- mimo, że przy Zoi długo wahaliśmy się czy skorzystać z tego gadżetu, to po tym jak swietnie się sprawdził nie wyobrażałam sobie by teraz mieć inny. Różne tryby bujania w 5-ciu szybkościach, różne szumy powodują że każdy rodzic znajdzie coś idealnie pasujące dla jego malucha. W nowszej wersji kolorystycznej podoba mi się jeszcze bardziej i nowe piłeczki 

2. Butelka antykolkowa Mam- dużo butelek przerobiliśmy , wszystkie podobno miały smoczki antykolkowe, ale z butelka o takiej budowie spotkałam się pierwszy raz. W zasadzie nie mam pojęcia dlaczego wcześniej nie zwróciłam na nią uwagi bo bardzo cenie markę Mam. Co prawda na szczęście przy żadnym dziecku nie mieliśmy problemów z kolkami (niektórzy nawet twierdza że takie coś nie istnieje) ale mimo wszystko warto zniwelować połykanie powietrza żeby mały brzuszek się niepotrzebnie nie męczył.

3. Nosidełko ErgoBaby- przy Zoi próbowaliśmy hustonoszenia ale szczerze? Obie nas denerwowało to, że potrzeba na to było dłuższej chwili czasu, no i cóż- mój wzrost powodował że zwisającymi końcówkami materiału musiałam się obwiązywać wokół bioder, by po nich nie deptać i nie narazić siebie oraz Zojki na upadek. Dlatego tym razem udało nam się znaleźć idealne rozwiązanie- nosidełko- oboje z Leo je uwielbiamy, za jego łatwość w zakładaniu i to, że od urodzenia mogliśmy się nosić. Jest dostosowane od noworodka aż do 20-stu kilogramów, czyli w zasadzie bez problemu mogłabym nosić nawet Susanne. 

4. Ręcznik LaMillou- co niezwykłego może mieć w sobie ręcznik? Cóż, pewnie gdybym nie dostała takiego w prezencie to nawet nie wiedziałabym, że potrzebowałam go do życia. Tak genialny, a tak prosty element jaki jest wszycie skrawku materiału na zawsze rozwiązało problem jakim było jednoczesne trzymanie dziecka i sięganie po ręcznik. Teraz przez całą kąpiel mam go powieszony na szyi i dzięki temu chroni przed ochlapaniem a przy wyjmowaniu dziecka można go od razu przytulić do siebie i bez problemu owinąć. 

5. Krem ochronny dla niemowląt Linomag- nie jestem fanka smarowania dzieci czymkolwiek lub „zapobiegawczo" na zimę, na wiatr; na odparzenia i milion innych „na”- ale ten krem to jeden z niewielu kosmetyków, które stosuje u dzieci, kiedy trzeba i przyznaje że nigdy mnie nie zawiódł. Jego krotki skład sprawia, że wiem że nie faszeruje ich naturalnie idealnej skóry niepotrzebnymi elementami

6. Pampers 0- prawdę powiedziawszy pierwsza paczkę kupiłam, bo akurat nie było w sklepie „jedynek”. Różnica miedzy nimi co prawda nie jest ogromna ale przy tak drobnym stworzeniu robi znaczącą różnice. W szpitalnych jedynkach Leo po prostu się topie, a i po każdy siku miałam mokra nie tylko pieluszka ale także cały zestaw ubrań. Kiedy w domu założyliśmy zerówki to problem zniknął. Dopiero teraz jesteśmy na etapie jedynek.

7. Whisbear- a właściwie jego mniejszy kolega Lisek, ta mobilna wersja skradła moje serce od razu jak ją zobaczyłam. I przyznaje, że jest to jeden z najlepszych zakupów jakie popełniłam. Lisek towarzyszy nam zawsze kiedy wychodzimy a i w domu czasami zastępuje klasycznego szumisia. Jedyny minus, że nie posiada funkcji cry sensor, więc to do klasycznego Misia należy warta w nocy. 

8. Pieluszki bawełniane- to niezbędnik, który powinien znaleźć się w wyprawce każdego maluszka: przydają się w szpitalu, domu, czy podczas podróży. Ja osobiście najbardziej uwielbiam te z muślinu bawełnianego i flaneli, są nieco grubsze niż te tetrowe i dobrze chłoną ulewanie maluszka- można ich użyć jako podkładkę na łóżko, kanapę albo zabezpieczenie swojego ubrania i ochronę dla maluszka przed stykaniem się z ubraniami/zapachami/bakteriami ciotek, babek, wujków którzy chcieliby ponosić noworodka. A kiedy skończą swój żywot przy dziecku to wtedy są najlepszymi ściereczkami do wycierania kurzu albo polerowania szyb ;)

9. Rożek- i tutaj byłam w wielkim szoku, bo dziewczynki nienawidziły tego „sprzętu. Wolały być bardziej opatulone, a u Leo sprawdził się idealnie. Lubi mieć ciasno ale jego raczki muszą zawsze mieć swobodę. Aktualnie to jedyna rzecz która znajduje się w jego koszu Mojżesza i przynajmniej oboje śpimy spokojnie- ja wiem że nic mu nie grozi i nie skopie kocyka/kołderki z siebie a jemu jest ciepło i jest idealnie opatulony.

10. Gniazdko- tu sytuacja ma się podobnie jak w przypadku rożka, jest ciasno ale swobodnie i musze przyznać że mimo że byłam niesamowicie sceptyczna do tego rodzaju „badziewia” to tym razem chciałam spróbować żeby przekonać się na własnej skore czy faktycznie ma to sens. Cóż- no chyba jednak ma. Leoś korzysta z tego najczęściej, kiedy wszyscy siedzimy na kanapie ale chcę go nieco odseparować od szalejących dziewczynek. On gniazdko uwielbia szczególnie teraz kiedy „gada" sobie z dyndającym mu nad głowa zabawkami. Z tego co się dowiedziałam jest to też fajny sposób na ćwiczenie podnoszenia główki ale to juz zobaczymy niedługo. Oczywiście nie zmieniam swojego zdania co tego rodzaju gadżetów i mimo że ten model nie posiada pięknych dodatków; wstążeczek, metek, zamków czy innych niebezpieczeństw- powiedziałabym że jest nawet bardzo minimalistyczny i materiał ściśle przylega do wypełnienia (w dodatku można ściągnąć poszewkę i ją wyprać) to jednak zawsze mam Leo na oku kiedy w tym leży.




 Kity:

1. Bibs- uuu czuję, że tutaj narażę się tym wszystkim instagramowym mamusiom, które uważają go za hit nad hitami. Cóż, jeśli chodzi o Leo to mimo najmniejszego rozmiaru smoczka przez pierwsze półtorej miesiąca był mu za duży a teraz niby pasuje ale moim zdaniem jest odrobinkę za lekki i przez to bardzo często mu wypada. Nie zrozumcie mnie źle- przetestowałam miliony smoczków i jego kształt jest świetny, naturalny kauczuk z którego jest zrobiony to także plus ale ten smoczek trzeba porządnie poznać zanim się go kupi. Niestety większość insta-mamusiek nie ma pojęcia że ten smoczek najwyżej po 30-stu dniach powinien iść do kosza, naturalny kauczuk rozchodzi się pod wpływem ssania do kształtu kuli i najlepiej by było przez ten miesiąc naprzemiennie stosować dwa „bibsy”. Dzięki Bogu jego cena nie należy do mega wysokich, w porównaniu z innymi i faktycznie nie wpłynie aż tak bardzo na miesięczny budżet więc jeśli Wasz noworodek go pokocha to jesteście w stanie higienicznie podejść do tematu ;)

2. Wkładka 4moms- to jest chyba jedyny zakup z którym się „przejechałam”. Jak wiecie (jeśli nie, to zapraszam tu) to nasz drugi bujaczek od 4moms. I pamietam jak przeklinałam siebie w duchu że nie domowiłam do niego wkładki dla noworodka. Zojka przez pierwsze miesiące leżała w nim na kocykach. Tym razem postanowiłam przechytrzyć los i wkładkę zamówiłam. I co? Jajco- jakby to powiedziała Zu- wkładka poza tym, że jest śliczna to dla Leo i tak była za duża, więc poza wkładką i tak na bujaczek musiałam kłaść kocyk.

3. Śpioszki- temat ubraniowy to bardzo indywidualna kwestia dziecka ale przyznam się Wam szczerze że nigdy w życiu nie byłam bardziej skołowana niż wtedy, kiedy ubierałam na noc Zuzi śpioszki a ona zawsze rano budziła się z obiema nóżkami w jednej nogawce... Zachodziłam w głowę co robie źle, że się tak dzieje. Ale niestety problem pojawił się także przy Bibi, bo niestety moje dzieci po prostu były zbyt drobne i wtedy odkryłam pół śpioszki, które przy moich kruszynkach okazały się strzalem w 10-kę. Dlatego teraz tak naprawdę miałam jedna pare śpioszków i to tylko dlatego, że je dostaliśmy w prezencie.

4. Kura Babci Dany- absolutnie fantastyczna designerska poduszka pod głowę, niestety do tego żeby na niej karmić to trzeba troszkę ja przepracować. Boki kury które mają mniej wypełnienia powodują że dziecko zsuwa się przy każdym ruchu, trochę czasu mi zajęło by znaleźć odpowiednia pozycje do karmienia małego na niej. Ale za to jako poducha pod głowę sprawdza się swietnie, a także w momencie kiedy musze na chwile odłożyć Leo a jeszcze mu się nie odbiło, wtedy tę mniej wypchane końce są super sprawą.

5. Misiek DouDou- jako misiek sprawuje się świetnie i to tyle... jest śliczną przytulanką i „podtrzymywaczem” smoczka ale na tym się u nas jego funkcja kończy. Leo jest wybitnie przeczulony na podróbki i albo realna matka albo koncert arii.

6. Chusteczki 99% wody- przetestowaliśmy wszystkie firmy produkujące tego typu chusteczki, bo podobno „są najlepsze” ale akurat tutaj podobnie jak w przypadku Zoi w tym 1% jest zawarte coś co naszym dzieciom nie odpowiada bo od razu mają czerwony Tylek. Także ciesze się że moim wystarcza zwykłe „pampersowe”, bo i cena tamtych nie wyglada najlepiej dla portfela.

7. Gondola Balios M- już pisząc recenzje spacerówki, którą kocham niezmiernie pisałam że ten wózek jest twardy i nie wyobrażam sobie wozić w nim noworodka. I dzięki niezwykłej uprzejmości Cioci Kornelii mieliśmy okazje przetestować czy faktycznie tak jest. Niestety musze potwierdzić, że bez poduszeczek antywstrząsowych nie ma szans żeby tym wózkiem jeździć po każdej nawierzchni z noworodkiem w środku. Leo włożony nawet po dwóch godzinach od posiłku zwracał wszystko po 10 minutach spaceru. I tutaj znowu nie wiem czy to taki urok Bejbika czy faktycznie ten wózek jest trudny do użytku w ogóle.

8. Komplety ubranek- tu sprawa wyglada następująco- albo wszystkie moje dzieci są jakieś nieforemne ale Ci którzy dobierają rozmiary do kompletów nie mieli nigdy niemowlaka w rekach. Jeśli już jaka cześć z kompletu pasuje, dajmy na to body; to spodnie zazwyczaj są zbyt długie, a o czapeczce już nawet nie wspominając... Leo ma przesłodką pidżamie która mu właśnie teraz pasuje ale w zestawie była chusteczka na szyje którą przy dobrych wiatrach założy na roczek bo przymierzyła ja Zoi i nawet dla niej była zbyt duża.

9. Otulacze- i tu mamy właśnie kolejny przypadek że dla Zoi brakowało mi takiego elementu wyprawki, bo ona tylko porządnie tulona i owinięta kocykami się uspokajała, jednak Leo wybitnie nienawidzi mieć rak przy ciele. To chyba moje geny, bo można mi zrobić wszystko ale kiedy ktoś chciałby mi przywiązać ręce do tułowia do wtedy mam wrażenie że się duszę i zdecydowanie działa to na mnie gorzej niż przebywanie w maluch pomieszczeniach. Podchodziliśmy do tego tematu kilka razy i ostatecznie zrezygnowałam. Dlatego ciesze się bardzo że mamy tylko dwie sztuki i w zasadzie używamy jej jako dużej pieluszki, kiedy chcemy położyć Bejbika na kanapie lub łożku albo jako zabezpieczenie przed ewentualnym ulaniem się resztek posiłku.

10. Kombinezon- i to jest element który mieliśmy w każdej wyprawce i za każdym jednym razem wkurzałam się niemiłosiernie próbując założyć, a następnie ściągnąć go moim niemowlakom. Cóż poza elementami estetycznymi bo dzieciaki wyglądają w nich przesłodko, to moim zdaniem najgłupszy element garderoby jaki można było stworzyć. Noworodki są takie delikatne, a wpychanie tej malej nóżki tak żeby weszła do końca nogawki i przepychanie raczek w rękawy to jest jakaś parodia. Zdecydowanie jestem w teamie śpiworkowym!







Brak komentarzy