Brr, it’s cold outside!

Oj przyszła jesień, zakatarzone nosy, zimne stopy i fryzura made by wiatr - czas start. Chociaż kocham jesień bezgranicznie, to jej chłodniejsze oblicze doprowadza mnie do rozpaczy. Jednak mimo wszystko ciesze się na zimę, autentycznie- pierwszy raz w życiu czekam na zimę, bo jak małe dziecko nie potrafię w tym roku doczekać się świat. W zeszłym roku mój maleńki Bożonarodzeniowy prezent stresował mnie co niemiara, a teraz czuje się spełniona i szczęśliwa, że wszystkie moje skrzaty będą siedzieć wokół choinki popijając gorąca czekoladę- no dobra prawie wszystkie.


Tydzień temu mieliśmy wizytę pani z urzędu miasta. Powiem Wam szczerze, że kiedy dostaliśmy pierwszy raz to pismo to myślałam że zejdę na zawał. Myślałam, że niczym inkwizycja będą dokładnie sprawdzać warunki w jakich będzie żyć noworodek; czy ma swój pokój, jaki fotelik samochodowy wybrali rodzice, co ile kąpią noworodka i w jakiej temperaturze, jak często maluch je i czy aby napewno dokładają wszelkich starań w opiece. A nastraszona jeszcze dodatkowo historiami o jungendamcie i traktowaniu obcokrajowców prawie nic nie spałam w noc poprzedzającą jej przyjście. Ale teraz wiedziałam "z czym to się je" i muszę przyznać, że to nawet bardzo fajne, że jest ta „kontrola”. Co prawda panie przychodzą bardziej w celu informacyjnym i upewnić się że wszystko w porządku, niż sprawdzania czy szafie ubrania poukładane są według kolorów ale jednak widać, że oczko im ucieka na boki. Ale dla bezpieczeństwa malucha myślę, że to genialne rozwiazanie; z jednej strony rodzice mogą się dowiedzieć wielu cennych informacji, a z drugiej strony miasto ma pewność, że maluchowi nic nie grozi lub zauważyć ewentualne niebezpieczeństwo. Nie sprawdzają w jak „wartościowych” warunkach żyją maluchy ale raczej patrzą czy jest czysto i bezpiecznie. W dodatku zawsze oprócz broszur przynoszą skromne prezenty dla maluszka co jest niezwykle miłe.

Kurcze powiem Wam, że jeszcze chwile temu marzyłam, by Leo już był po drugiej stronie brzucha- żebym mogła go poznać, przytulić i żeby odciążyć moje plecy. Jednak teraz, patrząc na tę zdjęcia, to trochę mi tęskno do tych kopniaków po żebrach i jedzenia o 2 w nocy - oczywiście młodego a nie mojego.


Brak komentarzy