Mój mąż mi nie pomaga i dobrze mi z tym


Chwilkę temu świętowaliśmy kolejną rocznicę naszego małżeństwa. Tym razem tą ważniejszą dla mnie. Jak pisałam całkiem niedawno (a jednak mam wrażenie, że to było w zeszłym życiu) nie zawsze bywa kolorowo. Tym bardziej kiedy jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie ale także za drugą osobę. A przecież w normalnym życiu rachunki nie chcą się same płacić, dzieci same wychowywać, a lodówka nie mieć dna. W tym całym szaleństwie i gonitwie dobrze jest mieć towarzysza, bo kiedy jedno dopadanie kontuzja, to to drugie dobiegnie za niego do mety. A przynajmniej powinno...


Ten pokrętny wstęp miał doprowadzić do tego właśnie miejsca. Miejsca, w którym oficjalnie chcę powiedzieć, że niestety ale mój mąż nie pomaga mi w domu i nie pomaga mi przy dzieciach. Tak, tak dobrze czytacie - Tata Robak wstaje rano do pracy i kiedy wraca po południu do domu, to albo robi zakupy albo wiesza pranie, ewentualnie realizujemy moje szalone pomysły wnętrzarskie. Zapytacie teraz czy mam jakiś problem z głową, bo "jak to?- On robi te rzeczy ale ja wredne babsko się czepiam, że mi nie pomaga?” Otóż już spieszę z odpowiedzią - ON MI NIE POMAGA, bo oboje robimy to wszystko dla nas. Mój Mąż nie jest tylko gościem do pomocy, bo na to stanowisko można zatrudnić pierwszą lepszą sprzątaczkę, kucharkę czy nianię. On jest pełnoprawnym członkiem naszej rodziny, więc wszystko co robimy, to robimy wspólnie dla nas. Dzieci są nasze w takim samym stopniu dlatego oboje zajmujemy się nimi wspólnie. I wiadomo, że kiedy wróci zmęczony z pracy to nie proszę go jeszcze o malowanie pokoju, mycie okien i zawieszanie firan, bo to potrafię zrobić sobie sama. Ale wierzycie lub nie - przez całe 7 lat odkąd jesteśmy że sobą, to byłam może z 2 (słownie : DWA) razy wynieść śmieci i to tylko dlatego, że Robert był akurat w delegacji. Ale on też odkązamieszkaliśmy razem ani razu nie stał nad deską do prasowania czy z płynem do mycia okien. Dzielimy się obowiązkami, bo jesteśmy w tym razem i razem dbamy o to co udało nam się już osiągnąć- zarówno tego materialnego jak i niematerialnego. Ja wstawiam pranie, Robert je wiesza; Robert gotuje obiad, ja po nim sprzątam (po obiedzie rzecz jasna, nie Tacie Robaku- chociaż...). I kompletnie nie mam pojęcia dlaczego w tych czasach, dalej tak często używa się określenia „pomagać żonie”. Co gorsza kiedy znajdzie się taki „pomagacz” to kobiety będą mu wieszały medale na szyi, że taki dobry dla żony, a ich faceci określą go raczej mianem „pantoflarza”. Ale zaraz, zaraz... czy ta żona go wołami ciągnęła do ołtarza, w ukryciu zrobiła sobie dziecko i za plecami kupiła mieszanie/dom żeby mu jeszcze dodać obowiązków? A "pomaganie przy dziecku”... czy kiedykolwiek usłyszeliście że mama pomaga zmienić pieluchę lub nakarmić dziecko? Kurcze no mnie się jeszcze nie zdarzyło. Także mężczyzna nie jest dobry dla zony lub dziecka, tylko sam dla siebie- bo nie jest niewolnikiem bez zdania lecz człowiekiem szanującym drugiego człowieka, osobą która wie że lepiej żyć w związku opartym na partnerstwie. Gdzie jest ten zapis w którym kobieta po slubie zostaje skazana na odkurzacz i garnki w kuchni? Skoro to nasza wspólna przestrzeń to dbajmy o to wspólnie bez „ja pomagam” - nie, ty po prostu dbasz bo to tak samo twoje jak i moje. Bez wymówek. Bo tylko my oboje wiemy jak ciężko na to wszystko zapracowaliśmy. 
Dlatego cieszę się że mój mąż nie jest moim facetem do pomocy tylko pełnowartościowym tatą, partnerem i członkiem naszej wspólnej rodziny. Wzajemne wsparcie i szacunek jakim siebie darzymy to jedne z najlepszych doświadczeń w moim życiu. Pomimo przeszkód i wiatru który czasami wieje w oczy wiemy że fundamenty naszej rodziny są silne, bo nie są oparte na chwilowych emocjach, namiętnościach lub szczęściu, tylko wypracowane wspólnie z pokorą i litrami wylanego potu. I docenia się to szczególnie właśnie w takich chwilach jak teraz, kiedy oboje śpimy po kilka godzin, a później i tak każde z nas musi sumiennie wykonywać swoje codzienne obowiązki. W takim momencie namacalnie czuć poza frustracją i niewyspaniem- ciepło w sercu, że ktoś jest w tym razem z tobą i wspiera c jak tylko może, mimo iż nie musi. 



Brak komentarzy