O porodzie raz jeszcze- naturalnie po cięciu cesarskim.


Niedużo czasu zostało do godziny zero i w związku z tym coraz większe nerwy ale też i ekscytacja. Nie wiem czy pamiętacie jak ponad dwa lata temu byłam niesamowicie nastawiona na naturalny poród. Po bardzo dobrych wspomnieniach z porodu naturalnego z Zuzą i tragicznej cesarce nie wyobrażałam sobie by dać się jeszcze raz położyć na stół. Bardzo dużo z Was, a nawet moja własna mama nie wyobrażały sobie tego żebym po cesarce mogła rodzić naturalnie. Ona sama zmusiła wręcz lekarkę to zrobienia mi usg w czasie skurczów, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie istnieje ryzyko rozejścia się blizny. I wiecie co- absolutnie nie mogła zaakceptować, że minęło dopiero 2 lata od cesarki, a ktokolwiek się godzi na moją chorą próbę porodu naturalnego. Wiecie tekst w stylu „bo w Polsce to...”. No ale nie dość, że ryzyka rozejścia nie było, a robienie usg w czasie skurczu to zdecydowanie nie jest najmilszy pomysł, to jeszcze Zoja urodziła się w świetnym tempie i w miarę bezproblemowo, chociaż wiadomo, że leżenie na plaży z drinkiem w ręku to to nie jest.

I ponieważ znowu większość rozmów z moimi znajomymi zaczyna coraz częściej schodzić na temat porodu („boisz się co?”, „ale jak będziesz rodzić?”, „a nie wolisz cc? wtedy przynajmniej sobie wszystko zaplanujesz”) to pomyślałam że lepiej będzie napisać wpis o tym, że nie jestem jedynym szaleńcem na świecie, który decyduje się po operacji cięcia cesarskiego na poród naturalny. I dopóki moja pani ginekolog nie powie mi że mamy konkretne zagrożenie lub inne wskazanie medyczne to ponownie jestem nastawiona na poród naturalny. Chociaż nie powiem, że z punktu widzenia logistycznego cesarka nieźle kusi. Problem jest taki, że to co się wycierpi w czasie porodu naturalnego to potem 4 razy dłużej cierpi się po cesarce. A to już nie jest taka „wygoda” jak wszyscy uważają- no chyba że jest się wtedy non stop na środkach przeciwbólowych. A cesarka + zaawansowana anemia + środki przeciwbólowe = tragiczne szanse na karmienie. Jednak żeby którakolwiek mama mogła mieć takie wewnętrzne rozterki jak ja właśnie teraz, to musi spełniać szereg warunków. I prawidłowo ułożone dziecko to wbrew pozorom najmniejszy problem z tego wszystkiego. Niestety w dalszym ciągu w Polsce, ale nie tylko, jako wskazanie do kolejnej cesarki podaje się... wcześniejszą cesarkę. Wiadomo, że jeśli wcześniejszym wskazaniem było coś co nie uległo zmianie/poprawie to wtedy nie ma dyskusji ale jeśli chodziło np tylko o ułożenie pośladkowe to dlaczego nie wskazać szeregu zalet jakie niesie poród siłami natury? Dlaczego nie dopingować wystraszonej lub niepewnej mamy?
Ryzyko pęknięcia macicy o którym trąbią wszyscy jako główny powód przeciwko VBAC to zaledwie 0,5%-1% przypadków. W dodatku rzadko kiedy mówi się wprost o tym, że wystarczy zaledwie 18 miesięcy pomiędzy porodami by podjąć próbę porodu siłami natury. Ale tak sobie pomyślałam żeby przedstawić kilka argumentów przeciwko cesarce, a następnie jakie warunki trzeba będzie spełnić żeby kolejna ciąża mogla zakończyć się w sposób naturalny. Może w ten sposób chociaż kilkoro z Was przemyśli chęć zakończenia swojej ciąży przez cesarkę, bo ona naprawdę poważnie rzutuje później na każdą kolejną ciążę.

Minusy cesarki:
- sama operacja (chociaż w teorii) powinna być bezbolesna to jednak kiedy schodzi znieczulenie zaczyna się dopiero zabawa i przeklinanie własnego losu- a nawet najprostsza czynność jak wstanie z łóżka wydaje się być nie lada osiągnięciem
- po cięciu macica obkurcza się dużo gorzej, a może nawet nigdy nie wrócić do swojego "przedciążowego” kształtu- faktycznie różnica w tej kwestii po Bibi i po Zoi to niebo a ziemia- podobno w niektórych sytuacjach jedynym ratunkiem jest usunięcie macicy
- no cóż faktycznie w kolejnej ciąży blizna może się rozejść chociaż to ryzyko wynosi od 0,5 do 1-go procenta
- z kolejną ciążą trzeba poczekać conajmniej 9 miesięcy, co dla tych którzy chcą mieć jak najmniejsza różnicę wieku miedzy dziećmi to może stanowić problem
- kolejna ciąża może zagnieździć się w bliźnie i jest to wtedy medycznie uznawane za ciążę pozamaciczną, mimo że fizycznie znajduje się ona w macicy
- łożysko w kolejnej ciąży może wrastać w bliznę po cesarce i z tego co słyszałam to w takich przypadkach może także będzie trzeba usunąć macice
- może wystąpić endometrioza w bliźnie
- i coś co nas osobiście dotyczy- nawet teraz czyli aż 4 lata po cesarce w sytuacji kiedy nasz najmłodszy ustawiłby się pupą do wyjścia to niewielu lekarzy podejmie się próby porodu pośladkowego czyli jesteśmy skazani na kolejne cięcie

Jeśli jednak miałaś cesarkę z przyczyny, która już jest nieaktualna i chcesz urodzić kolejnego malucha siłami natury to pamiętaj że żeby do tego doszło musisz spełnić takie warunki:
- wcześniejsze cesarskie cięcie, powinno być cięciem poprzecznym, w dolnym odcinku macicy (takie umiejscowienie blizny jest najmniej ryzykowane, biorąc pod uwagę „pracę” macicy podczas planowanego porodu sn)
- blizna po cc powinna być odpowiednio gruba (minimum 3,5 mm). 
- odstęp pomiędzy kolejnymi porodami musi wynosić co najmniej 18 lub 24 miesięcy- źródła podają tu różne wartości
- ciąża powinna być pojedyncza- ciąża mnoga stanowi przeciwwskazanie do VBAC
- waga dziecka powinna wynosić poniżej 4 kg
- zalecane położenie główkowe dziecka, przeciwwskazanie stanowi miednicowe i poprzeczne
- nie wystąpiły powtarzalne wskazania, które zadecydowały o cc w poprzedniej ciąży
- nie wystąpiło łożysko przodujące
- poród w terminie: ciąża jest donoszona i zarazem nie jest przenoszona
- BMI matki nie powinno przekraczać 30 (otyłość)
- przeciwwskazaniem jest również wiek matki, lecz ciężko znaleźć konkretną „granicę wieku”

Dlatego wszystkie przyszłe Mamy, które jesteście całym sobą za operacją cesarki z „powodow osobistych”- proszę Was przemyślcie sobie to wszystko raz jeszcze. Niestety nie jest to łatwy zabieg jak zwykło się mawiać, tylko poważna operacja, która niesie za sobą ryzyko niezwykle wielu powikłań. I nic nie wścieka mnie bardziej niż głupio-mądre internetowe „madki”, które uważają, że kobieta po tym rodzaju porodu nie powinna siebie nazywać matką, ponieważ nie wie co to ból porodu. Wie. Wierzcie mi, że wie- nawet czasami bardziej niż te, które rodziły naturalnie (a już szczególnie przy pomocy znieczulenia). Z wszystkich porodów, które miałam do tej pory to właśnie cesarka i miesiąc po niej były najbardziej bolesnym doświadczeniem w moim życiu. Dlatego okażcie wsparcie nie tylko tym mamom, które właśnie podejmują taką decyzje ale i szacunek dla tych, które są już dzki Bogu po tej operacji i wszystko jest w porządku zarówno z mamą jak i maleństwem



Brak komentarzy