Featured Slider

07/2019 via phone


Witajcie Robaczki! Chociaż byłam psychicznie przygotowana, że to właśnie w podsumowaniu lipca będziemy Wam przedstawiać naszego najmłodszego, to jednak Skrzat postanowił się z nami podroczyć i wyjść dokładnie w dniu, w którym podejrzewałam, że się urodzi. 


Jak spać w ciąży, żeby nie zabić dziecka


Leo nie odpuszcza... Uparcie trzyma się serducha matki i nasze noce to jest jakiś rollercoaster. Ale za to jeszcze jestem z na bieżąco z tematami brzuszkowymi. I wiecie co- najgorsze, że w dalszym ciągu słyszę jak wiele jest kontrowersyjnych tematów, które w ogóle nie powinny mieć miejsca, bo ich zalążek to nic innego jak zabobony. Chociaż nie ukrywam, że nawet ostatnio niektóre z nich udało mi się usłyszeć i brzmiały w ustach osoby, która je wypowiadała jako coś autentycznie prawdziwego. Ja całkowicie rozumiem że kiedyś, kiedy dostęp do medycyny był ograniczony a takie cuda jak usg to były szczyty marzeń, więc wróżono sobie z kształtu brzucha np. płeć. Wyprawkę tworzono dopiero po narodzeniu dziecka i zazwyczaj wyglądało to tak, że wszystkie ciotki zbierały swoje ubranka po dzieciach i przynosiły młodej mamie. I ja to szanuje, jak dla mnie ma to nawet swój urok. Ale w dzisiejszych czasach, kiedy prawie wszystko można wyjaśnić na podstawie racjonalnych badań to pewne ciągle powtarzane (nawet przez młode osoby) zabobonne dyrdymały po protu mnie śmieszą, choć jednocześnie wprawiają w konsternacje, bo nie wiem czy dana osoba sobie z tego kpi czy poważnie w to wierzy. I dlatego chcę dzisiaj poruszyć chyba jeden z najbardziej bolesnych wierzeń o którym ciagle się mówi i ciągle wkłada do głowy młodym mamom, jak to że na kształt pępka ma wpływ zawiązanie go przez położną lub lekarza ;)

Piłam w ciąży!


Piłam alkohol w ciąży. I wcale nie mam tutaj na myśli pół łyczku szampana na weselu mojego brata czy o „lampce czerwonego wina poprawiającego krążenie” (mam nadzieje że wiecie że nieistnieje(!) coś takiego jak dozwolona ilość alkoholu w ciąży!) tylko o konkretnej ilości procentów w czasie Sylwestra. W dodatku przyjmowałam też tabletki (nie razem z alkoholem rzecz jasna) na stwierdzoną u mnie padaczkę miokloniczną. 

O porodzie raz jeszcze- naturalnie po cięciu cesarskim.


Niedużo czasu zostało do godziny zero i w związku z tym coraz większe nerwy ale też i ekscytacja. Nie wiem czy pamiętacie jak ponad dwa lata temu byłam niesamowicie nastawiona na naturalny poród. Po bardzo dobrych wspomnieniach z porodu naturalnego z Zuzą i tragicznej cesarce nie wyobrażałam sobie by dać się jeszcze raz położyć na stół. Bardzo dużo z Was, a nawet moja własna mama nie wyobrażały sobie tego żebym po cesarce mogła rodzić naturalnie. Ona sama zmusiła wręcz lekarkę to zrobienia mi usg w czasie skurczów, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie istnieje ryzyko rozejścia się blizny. I wiecie co- absolutnie nie mogła zaakceptować, że minęło dopiero 2 lata od cesarki, a ktokolwiek się godzi na moją chorą próbę porodu naturalnego. Wiecie tekst w stylu „bo w Polsce to...”. No ale nie dość, że ryzyka rozejścia nie było, a robienie usg w czasie skurczu to zdecydowanie nie jest najmilszy pomysł, to jeszcze Zoja urodziła się w świetnym tempie i w miarę bezproblemowo, chociaż wiadomo, że leżenie na plaży z drinkiem w ręku to to nie jest.

Ikea Duktig


Och jak dawno nie tworzyłam takiego wpisu! Ale syndrom wicia gniazda jest o tyle cudowny, że pomimo zmęczenia i obiecywania sobie, że każdy kolejny dzień spędzę leżąc na kanapie, to w przeciągu kilku sekund wymyślam sobie mniej lub bardziej kreatywne zajęcie i kolejny dzień przelatuje jak przez palce.