Hurra... Grypa


 Organizacja czasu z chorymi dziećmi wymaga nie lada gimnastyki. Nie jest to czas, kiedy chcą się bawić, rysować czy po prostu zająć same sobą. Trudno się temu dziwić, człowiek dorosły też w takim okresie nie ma na nic ochoty. W moim przypadku ta sytuacja jest teraz pomnożona razy cztery... a licząc jeszcze siebie, to aż pięć. 

Najgorsze, że w obecnej sytuacji muszę sobie radzić sama, więc swój czas i odpoczynek traktuje po macoszemu (zreszta jak przez całe życie). I kończy się to tym, że biegam po mieszkaniu sfrustrowana, niewyspana i próbująca udawać, że coś robię. Po dwóch nocach ze znikomym snem, bieganiem z koszyczkiem leków i chusteczek powiedziałam dość. Stwierdziłam, że dzisiaj jedyne czym się zajmę to przygotowaniem posiłków dzieciom (chociaż Zuzia rośnie nam na mistrzynię sztuki kulinarnej w dziedzinie śniadania), a resztę zrobie jutro. I jak powiedziałam, tak (o dziwo) zrobiłam. Prasowanie czeka na jutro, nasze łóżko mam niepościelone chyba pierwszy raz w życiu, a o odkurzaniu nie wspomnę. Za to obejrzeliśmy 3 cudowne bajki, wypiliśmy 4 dzbanki gorącej herbaty z miodem i mlekiem, a jak tylko położę dzieci spać, to mam plan by na pół godziny zamknąć się w łazience. Mam nadzieję, że jutro wszyscy obudzimy się w lepszych nastrojach, z mniejszą gorączką i wiekszą siłą do walki z chorobą. A ja dla siebie musze wyciągnąć lekcję dbania o siebie i brać przykład z moich maluchów, które jak potrzebują snu i regeneracji, to zasypiają o każdej porze i w każdej pozycji. 


P.S Czy mam już płakać, że jest 17-sta a Leo właśnie ucina sobie drzemkę 😯





Brak komentarzy