Time after time


Długo zastanawiam się czy tu wracać. Czy znajdę na to czas, ochotę i na tyle inteligentne słowa. 


Z jednej strony brakowało mi tego miejsca ale z drugiej strony to uczucie, że nic nie muszę jest niezwykle przyjemne. Jednak gdzieś w środku kłuło mnie to, że po raz kolejny coś zaczęłam i nie jestem w stanie tego ciągnąć. Nie pomagał mi fakt, że lista moich obowiązków jest tak diametralnie rozrośnięta, że faktycznie ciężko znaleźć chwile dla siebie, a co dopiero czas żeby coś sensownego napisać. Przez ten (ponad) rok czasu działo się w moim życiu tak wiele, że nie jestem w stanie tego opisać. Wiele rzeczy było wspaniałych i będę je niezwykle milo wspominać ale działy się też takie, które na zawsze zostawią ślad w moim potrzaskanym sercu. Chyba właśnie w tym okresie, najbardziej w ciągu mojego 30-stoletniego życia, byłam w stanie przekonać się jaka paskudna jest ludzka natura i jak niektórzy z pełną perfidią i hipokryzją potrafią wmawiać ci kłamstwa i czekają, aż ten wątpliwej trwałości most runie, żeby mogli pomachać z uśmiechem i patrzeć jak toniesz, zamiast ci pomóc. Ale rekompensowały to takie wydarzenia jak roczek Leo, pierwsze kroki w szkole Zuzi i pierwszy rok przedszkola Zojki. Po raz kolejny przekonałam się, że najlepiej działam na wysokich obrotach ale tylko wtedy kiedy jestem na własnych zasadach. Im więcej mam dobrych rad z zewnątrz, „pomocnych dłoni” tym szybciej traci grunt pod nogami, bo wraz z zaufaniem oddaje się komuś kontrole. Teraz jestem na etapie odzyskiwania tej kontroli. Myśle że więcej w tym temacie postaram się nagrać w niedalekiej przyszłości. 








Brak komentarzy