Kwiecień


Och kwiecień! I tak jak w przysłowiu troszkę nam poprzeplatał wszystkie sprawy. Pewne rzeczy się wyklarowały, pewne nabrały właściwego tempa i jestem pełna nadziei na dalsze miesiące. Chociaż nie dosłownie.


Oczywiście miesiąc zaczął się kiepsko, bo w związku z sytuacją na świecie musieliśmy odwołać naszą wizytę w Polsce. Osobiście dla mnie najtrudniejsze było to, że nie zobaczę rodziny, nie spotkam się z moimi wariatuńciami i nie wytulę brzuszka z Panną O. Jednak niema co narzekać- święta spędziliśmy rodzinnie w domu, a później już od razu przestawiliśmy się na tryb poświąteczny. Mój ukochany miesiąc pogodowo nas dopieścił, bo odczuliśmy przepiękną wiosnę, szkoda tylko że większość czasu musieliśmy siedzieć w domu. Oczywiście ostatni tydzień to moje urodziny i musze przyznać, że mimo całej tej sytuacji to jestem w szoku jak wiele osób stanęło na głowie dla mnie- szarego Robaczka, żebym się uśmiechnęła. Szkoda tylko że najbliższe mi kiedyś osoby po raz kolejny pokazały, że nie ma czego się spodziewać. Jest to trudne ale chyba czas pojąć, że pewne osoby trzeba zostawić w przeszłości, żeby nie zaśmiecać tego co nas jeszcze czeka. Oczywiście najważniejszym punktem całego miesiąca był moment, kiedy Leo odkrył do czego służą dwie dolne kończyny i zrobił nam prezent Wielkanocy wstając sobie na nóżkach. Niestety od tego czasu leci z tym tematem jak proca i myślałam, że Zojka w miarę szybko zaczęła chodzić ale coś czuje, że Leoś ją przebije- cóż został mu miesiąc żeby zacząć dreptać w tym samym okresie co matka, więc do roboty dzielny chłopaku!






Brak komentarzy