Samotna chociaż nie sama


Wiele razy jestem pytana o moje inspiracje, skąd czerpię pomysły na zdjęcia; gdzie szukam tematów na wpisy. I wiecie co? Odpowiedz jest jedna- wszędzie. Do napisania moich przemyśleń, wypocin inspiruje mnie życie. Czasami teksty są lekkie, łatwe i przyjemne, a czasami poruszają tematy nieco cięższego kalibru. I tak będzie tym razem. A zdjęcia, to jedyne przedstawiajace focha, które znalazłam, więc bądźcie łaskawi ;)



Widzieliście już te memy-„statystyki”, że po kwarantannie Chińczycy odnotowują coraz niższy procent zachorowań ale coraz wyższy rozwodów? Pewnie tak. I najgorsze jest to, że chociaż wszyscy się z tego śmieją, to zapewne gdyby faktycznie zamknąć ze sobą na dłużej niektóre małżeństwa, to skończyłoby się to najprawdopodniej złożeniem pozwów rozwodowych. Dlaczego się tak dzieje? Czy aż tak bardzo się zmieniliśmy od czasu, kiedy stojąc przed sobą ze łzami w oczach, mówiliśmy sobie sakramentalne/urzędowe/zaręczynowe „tak”? Ale jak to możliwe? Przecież w kłótniach zawsze się wypieramy „ja się wcale nie zmieniłam/zmieniłem”! Jednak wszyscy zgodnie musimy przyznać, że się zmieniamy z wiekiem. Dojrzewamy, zmieniamy nasze priorytety, szukamy nowych celów albo spełnienia. Czasami na początku związku widzimy wszystko przez różowe okulary, a po kilku latach codziennego wynoszenia brudnych skarpetek coś w nas pęka i okulary spadają. Wtedy pojawia się złość, rozgoryczenie i smutek. U jednych szybciej, u innych nieco później. U jednych ten smutek będzie głęboki egzystencjonalny, a u innych po prostu będzie to chwilowe uczucie osamotnienia. Czy to oznacza koniec związku, koniec szczęścia?

Każdy z nas bywa samotny, czuje się czasami niezrozumiany czy zlekceważony. Często jesteśmy zaskoczeni, że będąc w związku odczuwamy emocje, których myśleliśmy że już nigdy nie zaznamy. To nieprawda, że kiedy będziemy mieć drugą połówkę to uczucie osamotnienia zniknie bezpowrotnie. Wyobrażenie, że tak będzie jest z pewnością naiwne. Chociaż każdy z nas potrzebuje poczucia przynależności, to niektórzy jednak myślą, że to poczucie będzie stałe, kiedy tylko znajdziemy się w jakimkolwiek związku. Jednak każdy człowiek całkowicie inaczej odczuwa samotność lub jej brak. Dla każdego człowieka inne komunikaty będą oznaczały, że nie jest samotny. Jedna osoba poczucie bliskości będzie utożsamiała z tym, że partner pomaga mu na co dzień, dla innej bliskość będzie oznaczać szacunek lub akceptację takiego jakim jest. I myśle, że to właśnie tutaj pojawiają się problemy. Dla każdego z nas ważne jest poczucie przynależności do drugiego, ale niestety często mijamy się w sposobie okazywania go. Musimy nie tylko jasno komunikować o jaki sposób okazywania uczucia i zrozumienia nam chodzi, ale także pamiętać o tym, że osoba z którą jesteśmy, może ten sposób mieć całkiem odmienny. Bardzo często ludzie sami budują sobie samotność, bo każde z nich jest w sytuacji kryzysowej nastawione na drugą osobę i ma konkretne wyobrażenie jak ta osoba powinna się zachować. Ale to wyobrażenie się nie spełnia, bo każdy z tych dwojga ludzi reaguje w sposób w jaki sami chcieliby, aby ktoś ich potraktował. W tym momencie zaczynają się zranienia lub obrażanie, które tylko pogłębiają naszą samotność. Każdy czuje się wtedy zdany sam na siebie. I w tym momencie pojawia się w naszej głowie zdanie „ on mnie wcale nie rozumie, bo przecież powinien mnie przytulić zamiast tylko kiwać głową”, które jest prostą drogą do zdania "on mnie nie kocha". Aby do tego nie doszło to trzeba zrozumieć punkt widzenia drugiej osoby. Czy dla niego bliskość w związku to patrzenie sobie w oczy, czy być może patrzenie w jednym kierunku. Czy w sytuacji kiedy codziennie wracamy do domu i widzimy zmęczoną, rozżaloną drugą połowę, która zamiast buziakiem to wita nas krzywą miną, będziemy chętni do pomocy jej, wsparcia i zrozumienia? I być może zdarzy się tak, że ktoś podejmie próbę wsparcia mówiąc „nie rób tego, skoro cię to tak męczy”, ale wcale nie jest powiedziane, że akurat tego oczekiwała ta druga strona. Czy wysłaliśmy jej pusty komunikat „wysłuchałem cię”, czy tez daliśmy jej poczucie zrozumienia? Tak rodzą się problemy w związku- przez brak dialogu i niezrozumienie. Każdy z nas ma wyobrażenie o drugiej osobie, o tym jak się powinna zachowywać, jak powinna reagować na różne sytuacje. Problem jest w tym, że ta druga osoba ma dokładnie tak samo w stosunku do nas-a każdy z nas mierzy to swoja miarą. I jeśli wyobrażenia przesłonią nam rzeczywistość, a nie porozmawiamy o tym szczerze, to niestety nasz związek się szybko zakończy. Teraz, w dobie kiedy wszystko jest przede wszystkim „fast” to ciężko znaleźć związki, które trwają i mimo kłótni czy różnicy w zdaniu czują się ze sobą szczęśliwe. Bo przecież wiadomo że kiedyś w końcu trafimy na jakieś przeszkody i problemy. W lepszym przypadku po kilku latach dojdzie do rozwodu z powodu „różnicy charakterów", a w najgorszym przez całe życie tkwić będzie w związku gdzie są sfrustrowani, zmęczeni i nieszczęśliwi partnerzy. A problem tkwi w tym, że nie potrafimy że sobą rozmawiać, nie umiemy jasno komunikować tego co nam potrzeba. Wytłumaczenia drugiej osobie, ze kiedy nam się coś wali, to potrzebujemy przytulenia lub całkiem odwrotnie- potrzebujemy przysłowiowego kopa w tyłek lub nawet paradoksalnie żeby poczuć się zaopiekowanym i kochanym potrzebujemy chwili samotności. Najważniejsza jest rozmowa. Wartościowa rozmowa. A nie wyrzucanie sobie wszystkich brudów, byle jak najmocniej „dowalić". Rozmowa, która może zmienić wiele, bo pokaże nam czy dla drugiej osoby jesteśmy ważni my, czy ważniejsze są własne ambicje.
Jednak kiedy kłócimy się z partnerem, to daje głowę, że zazwyczaj nie mówimy „czuje się zraniona, bo...” tylko „zraniłeś mnie, bo...”. To taki drobny niuans ale zmienia wszystko. Gdy nauczymy się kłócić w mądry sposób i przestaniemy zarzucać drugiemu co robi źle, a zaczniemy mówić to, co czujemy, to nasze życie stanie się łatwiejsze. Kiedy zaczniemy mówić w klarowny sposób czego potrzebujemy żeby czuć się wysłuchanym, kochanym i potrzebnym to znacząco zmieni to nasza relacja. Warto czasami zrobić krok do tylu, schować dumę do kieszeni i powiedzieć wprost „jest mi ciężko, chciałabym żebyś zrobil ..., bo właśnie tego teraz potrzebuje”. Jeśli jesteśmy po drugiej stronie i nie możemy spełnić potrzeb drugiej połówki to warto chociaż wspomnieć że "nie mogę ci teraz dać tego czego potrzebujesz ale pamiętaj że cie kocham”. Niestety w większości to domena kobiet, że kiedy nie spełnia się ich potrzeb i oczekiwań, a zostawimy to bez słowa to od razu odbieramy to jako brak uczucia i słynne „on mnie już nie kocha”. Ważne jest żeby ciagle mieć na uwadze że związek to zestawienie dwóch światów, dwóch temperamentów ale także dwóch różnych rytuałów i tradycji i przyzwyczajeń. I kiedy spadną nam już różowe okulary zakochania, to powinnismy to przedyskutować, wprowadzić nowe wspólne tradycje lub dojść do kompromisu z tymi istniejącymi. Chęć rozmowy i ciekawość poglądu drugiego człowieka jest moim zdaniem gwarancją pomyślności dobrego dialogu. Nie bójmy się różnic w związku, odmiennego zdania- to może być całkiem ciekawe doświadczenie jeśli tylko zachowamy otwartość umysłu, możemy się sporo nauczyć i wiele rzeczy przemyśleć. Pamietajmy tylko by mówić wprost czego potrzebujemy, a nie czego oczekujemy! Bo ważne jest by starać się ocalić bliskość, zamiast budować między sobą coraz wyższy mur. A każda niewypowiedziana potrzeba będzie jak cegiełka, którą sztuka po sztuce będziemy budować ścianę miedzy sobą. Aż dojdziemy do momentu, kiedy nie będziemy widzieć już siebie, tylko to co nas oddziela. I w tym momencie poczujemy się tak okropnie osamotnieni, że już nie będziemy w stanie tego zburzyć. Pretensje sięgną zenitu, więc będziemy tylko siedzieć i płakać, że tak naprawdę sami to sobie zrobiliśmy. Także szanujmy się nawzajem i mówmy otwarcie o naszych potrzebach, a wtedy nie tylko będziemy się czuć szczęśliwi w naszych związkach ale także w dobie wszystkiego co jest na chwile, będziemy wiedzieć, że jest osoba na której zawsze możemy polegać.





Brak komentarzy