Test - Glow Recipe


Och czekałam na przetestowanie tych produktów tak długo, że kiedy tylko mały brzdąc się urodził, to praktycznie niezwłocznie zaczęłam opróżniać ich pojemniczki. Jak wiecie (jeśli nie to zapraszam tutaj) w ciąży zakazane są wszelkiego rodzaju kwasy owocowe, nie wspominając o wszechobecnej witaminie A czyli potocznie- retionolu. Dlatego w czasie ciąży dmuchając na zimne odłożyłam wszelkie kosmetyki, które nawet na końcu składu miały tę substancję. Niestety jak to bywa, mimo, że moja cera w ciąży stała się normalna w kierunku suchej, to po porodzie szybciutko wróciła do dawnego „zwyczaju”. Na szczęście skoro teraz nie mam ograniczeń w stosowaniu jakichkolwiek składników, to na zimę przewiduję porządne złuszczenie za pomocą kwasów.


Ale wracając do codziennej pielęgnacji to bardzo polubiliśmy się z marką Glow Recipe. Początkowo myślałam, że będzie to dla mnie marka jednego produktu, bo w zasadzie od razu po urodzeniu Leo sięgnęłam po arbuzowa maseczkę. Jako, że temperatury nas rozpieszczały a ten specyfik fajnie trzymać w lodowce to muszę przyznać, że stało się to moim ulubionym wieczornym rytuałem. Różowa galaretka daje efekt chłodzenia, nawilżania, delikatnego wygładzenia i udoskonalenia skóry. Oddychająca maska ​​do spania została specjalnie zaprojektowana, aby zapewnić skórze odświeżające nawilżenie przez noc. Genialna formuła wygładza i uwydatnia cerę dzięki bezolejowej, lekkiej konsystencji, która łączy kojący ekstrakt arbuza z nawilżającym kwasem hialuronowym i delikatnymi AHA. Powierzchnia skóry jest wygładzona, martwe komórki usunięte, a rysy twarzy delikatnie napięte. Maska zapewnia skuteczne, trwałe nawilżenie. Rezultatem jest niezwykle miękka, promienna cera, która jest doskonale odżywiona. Można stosować ją jako maseczkę całonocną lub dla skóry wrażliwej na początku jako maseczkę zmywalną, co także jest genialnym rozwiązaniem. Ale nie myślałam że inne produkty tej marki zrobią na mnie jakiekolwiek wrażenie.

Ponad miesiąc temu dokupiłam owocowy, głęboko oczyszczający żel do mycia buzi. Jego bardzo gęsta konsystencja na początku wywołała u mnie przerażenie i pomyślałam że po 2/3 tygodniach będę musiała kupić nowy, bo na umycie buzi wycisnęłam aż 3 pompki! A jak wiadomo, żeby przetestować coś na swojej skórze warto dać produktowi przynajmniej miesiąc. Ale okazało się że jedna pompka (a nawet pół) wystarczy w zupełności, a jego gęstość to ogromny plus. Bo ten żel to nie tylko żel do mycia! Blueberry Bounce Gentle Cleanser jest naprawdę wszechstronny: może być stosowany jako środek do mycia twarzy, demakijażu i maska! I to naprawdę genialny środek! Poddałam go najcięższej próbie i poradził sobie idealnie nawet z testowanym przeze mnie podkładem Esteé Lauder. Po innych żelach następnie oczyszczając buzie tonikiem było jeszcze nieco podkładu na waciku- a tutaj szok, wacik był praktycznie czysty! Niezwykle delikatna formuła głęboko oczyszcza skórę i działa rewitalizująco. Jest wzbogacony o przeciwutleniające jagody, kwas hialuronowy i AHA. Skóra jest optymalnie nawilżona, pory wyglądają na zamknięte, a odżywcze olejki usuwają makijaż przy minimalnym wysiłku. Rezultatem jest czysta, elastyczna i odświeżona skóra oraz promienna cera.

Musze przyznać że chociaż nieco opierałam się wszechobecnej fascynacji na koreańskie produkty, to ich jasny skład i widoczne efekty naprawdę zachęcają do wejścia głębiej w ten temat. A z pewnością przetestuje jeszcze produkty z lini awokado tej marki!





Brak komentarzy