Piłam w ciąży!


Piłam alkohol w ciąży. I wcale nie mam tutaj na myśli pół łyczku szampana na weselu mojego brata czy o „lampce czerwonego wina poprawiającego krążenie” (mam nadzieje że wiecie że nieistnieje(!) coś takiego jak dozwolona ilość alkoholu w ciąży!) tylko o konkretnej ilości procentów w czasie Sylwestra. W dodatku przyjmowałam też tabletki (nie razem z alkoholem rzecz jasna) na stwierdzoną u mnie padaczkę miokloniczną. 

Cała sytuacja miała miejsce 6 lat temu i dlaczego teraz o tym pisze? Bo wiem, że nie jestem jedyną osobą, która była w takiej sytuacji i przez pierwsze tygodnie wyrzucała sobie głupotę, lekkomyślność i każdego dnia drżała o tą małą istotkę, którą już wtedy nosiła pod sercem. No dobra, jak wiadomo przez pierwsze dwa tygodnie ciąży nawet nie jesteśmy w ciąży. Ale później przychodzą kolejne dwa, kiedy teoretycznie możemy nie wiedzieć że już pod sercem rośnie nam drugie życie. I co wtedy, kiedy w naszej błogiej nieświadomości zaszalejemy? Wypijemy kilka kieliszków szampana, zrobimy sobie zabieg z użyciem silnych kwasów a może pójdziemy na solarium? No cóż- nic. Kompletnie nic. Wiele mam, które dowiadują się że właśnie spodziewają się dzidziusia robi sobie szybki rachunek sumienia i zalewa się łzami, że mogło skrzywdzić swojego maluszka ponieważ było nieświadome Jego istnienia. Ale na szczęście ktoś u góry jest mądrzejszy niż my wszyscy razem wzięci i wyposażył nas (a właściwie to te bezbronne istotki) w bardzo dobry system obronny. Tym samym przez pierwsze dwa tygodnie ciąży (a właściwie drugie dwa), kiedy jeszcze możemy o niej nie wiedzieć to żadne nasze działania nie mają najmniejszego wpływu na dzidziusia. Dzieje się tak dlatego że fizycznie nie jesteśmy jeszcze połączeni z tym rosnącym w nas życiem. W tych 14 pierwszych dniach to malutkie istnienie rozwija się w myśl zasady zwanej (jakże poetycko) „wszystko lub nic”. Jeśli jakiekolwiek czynniki zagrażają rosnącemu zarodkowi- a zaliczają się do nich np leki na padaczkę lub inne które mają długi proces wchłaniania przez organizm, to najprawdopodobniej dojdzie do ciąży biochemicznej i tak naprawdę przyszła mama raczej nigdy nie dowie się że była w ciąży. Dostanie nieco spóźnionej miesiączki i życie będzie toczyło się dalej. Implantacja czyli zagnieżdżenie się zarodka w macicy i pierwszy kontakt z mamą następuje dopiero w okolicach 7-12 dnia od zapłodnienia. Co więcej, mimo iż od tego momentu dziecko ma „fizyczny” kontakt ze swoją żywicielką to do 16-tego dnia (prawie) żadne substancje nie zagrażają zarodkowi. Ponieważ podział (tylko zdrowych) komórek jaki następuje jest tak intensywny, że albo będziemy w ciąży ze zdrowym dzidziusiem albo po prostu nie będziemy wcale. To właśnie znaczenie zasady wszystko albo nic. Jednak bardzo bardzo ważne jest właśnie od 16-go dnia dbanie o siebie ze szczególną ostrożnością. Bo kilka najbliższych tygodni są szczególnie ważne dla rozwoju naszego przyszłego bobasa. Dlatego jeśli podejrzewamy lub wiemy że istnieje cień szansy na to że przez najbliższe 9 miesięcy miesiączka do nas nie zawita, to warto profilaktycznie wypić o jeden kieliszek szampana mniej lub udać się na badania krwi, a następnie do neurologa z wynikami i pytaniem jakie leki możemy przyjmować w czasie ciąży. Bo przecież nie ma niczego czego mama pragnie bardziej niż tulić w ramionach swoje zdrowe dziecko. 




Brak komentarzy