Mikołaju święty...


Dzisiaj z okazji Mikołajek zaczęłam się zastanawiać jak długo uda się utrzymać jeszcze magię tego święta, jak długo dziewczynki będą wierzyć że to siwobrody dziadek rozdaje grzecznym dzieciom prezenty i moje „on wszystko widzi” będzie miało sens. Czy może źle zrobiłam że wprowadziłam je w ten świat fantazji, dziecięcych życzeń i magicznych tajemnic? 


Ale im dłużej się zastanawiam nad tym i wracam myślami do swojego dzieciństwa tym bardziej przekonuje się że warto pozwolić dzieciom żyć chociaż chwilę w pięknej krainie baśni i Bożonarodzeniowej magii. Być może za rok lub dwa będziemy tłumaczyć że tak naprawdę świętego Mikołaja w tym dniu zastępują najbliżsi ale nie chciałabym zabierać im tej tajemniczej aury. Boje się jednak że kiedy dowiedzą się prawdy poczują zaskoczenie, rozczarowanie, złość a może nawet utratę zaufania do rodziców. Chociaż tą otoczka, którą w dobrej wierze budujemy wokół świąt niestety kiedyś i tak pryśnie to jest warta tego wszystkiego. Radość, kiedy dziewczynki widzą prezenty, które w "tajemniczy sposób" się pojawiają jest warta wszystkiego, a za jakiś czas po prostu wytłumaczymy im że Mikołaj jest w każdym z nas i każdy może oferować drugiemu coś co go uszczęśliwi- drobny upominek, buziaka albo chwilę czasu i zainteresowania. Co Wy myślicie na ten temat? Macie już tą trudną rozmowę za sobą czy narazie Wasze dzieciaki są grzeczne żeby „Aniołek ich odwiedził"?



Brak komentarzy