SOCIAL MEDIA

środa, 13 czerwca 2018

Bunt część I.

Czasami się tak zastanawiam jak to jest możliwe, że każde moje dziecko robi wszystko we własnym tempie, ale w książkowych przedziałach. Natomiast kiedy chodzi o bunt to są szybsze niż w jakiejkolwiek możliwej pozycji literackiej...



Od kilku dni Zojka zrobiła się takim małym rozkapryszonym misiem pandą, że nic tylko by się nosiła i nosiła. Spać tylko na rękach, chodzić tylko za rączkę, a już nie daj Pani Boże żeby ktokolwiek usiadł obok mnie. Jak któraś z dziewczynek przychodzi się przytulić to jest ogromna histeria, a o Tacie Robaku to już nie wspomnę... Najgorzej, bo przez część dnia muszę z nią siedzieć na kolanach, na kanapie jak właśnie odbywa drzemkę... No dobra chociaż w duszy to trochę miód na moje serce, że jest taka zazdrosna, to jednak w okoliczności wyjścia do ubikacji już przestaje mnie to tak zachwycać... Coś czuję że niedługo zostanę oficjalną mistrzynią w załatwianiu się z dzieckiem na rękach. Chociaż jakby nie patrzeć to wiedziałam że taka będzie. Wiedziałam, że będzie wykorzystywać swoją pozycję najmłodszej jak długo się tylko da. Teraz czekam tylko aż osiągnie wiek 18-stu miesięcy i potrzeba trzymania się maminej spódnicy przejdzie u niej w następna fazę. W zasadzie to powinnam wykorzystać to przytulanie na zapas, bo lada chwila i będzie "zostaw, sama, nie dotykaj". Może i dobrze że jeszcze chwilę da mi się nacieszyć tym byciem rodzicem bobasa. A tym czasem idę gotować obiad, z dzieckiem na ręku, a jakże! Miłego dnia!


Prześlij komentarz