SOCIAL MEDIA

środa, 23 maja 2018

Najtrudniejsza decyzja.

Życie pisze tak nieprzewidywalne scenariusze że nigdy nie możemy osiąść na laurach. Dziękuję Wam kochani za tyle wiadomości od samego rana. Staram się odpisywać każdemu z osobna ale mogę nie dać rady. 



Zoja jest w domu, a nocna wizyta w szpitalu zakończyła się po kilku godzinach. Co prawda była to tylko moja nadgorliwość i próba zapobiegnięcia ewentualnych konsekwencji wysokiej gorączki. Ale od początku. Dwa dni temu około południa, nagle pojawiła się gorączka. Na mój instynkt i macierzyńskie wyczucie, był to raczej stan podgorączkowy, w okolicach 37/38 stopni- nic więcej. Do wieczora przez kilka chwil jeszcze się pojawiała i znikała ale Zoja, po za tym że chętniej drzemała, to była radosna i zadowolona jak zawsze. Dopiero wieczorem widziałam jak ciemiączko znowu podnosi się do góry, oczka są rozbiegane i zaczyna się pojawiać już konkretna temperatura. Jako, że do panikary mi daleko to w zasadzie nie zestresowało mnie to praktycznie w ogóle. Chcąc tylko przynieść jej kilka godzin snu oraz ulgi podałam jej czopek i położyłam spać. Mimo, że nie mamy problemów z położeniem jej spać to tym razem miałam wrażenie że zasnęła praktycznie w sekundę. W nocy pare razy marudziła i przebudzała się, więc czułam że gorączka na zmianę pojawiała się i znikała. Do samego rana spałam z ręką na jej karku, a drugą Zojka kurczowo trzymała w swoich rączkach. Dzięki Bogu za łóżeczko na kółkach! Ostatecznie nad ranem i tak wylądowała na moim brzuchu. Przynajmniej pospała więcej niż pół godziny. Wczoraj rano gorączki nie było i myślałam, że po prostu ją gdzieś przewiało albo coś, bo nie pojawiły się żadne dodatkowe objawy. Jednak po pierwszej drzemce znowu powtórzyło się wszystko z dnia wcześniejszego, tym razem z wyższymi wynikami. Ale jestem zdania, że gorączka jest oznaką walki organizmu z czymkolwiek, co się dzieje w środku, więc nie jestem zwolennikiem zwalczania jej na zapas. Dlatego do samego wieczora pozwalałam jej na foszki, noszenie się, zasypianie na 5-10 minut, a potem pojękiwanie. Temperaturę zwalczałam tylko zimnymi okładami i dużo przepajałam- chociaż zmartwiło mnie to, że niechętnie pije. Wieczorem ponownie dałam jej drugi czopek. Tym razem jednak Zoja obudziła się dużo wcześniej niż w środku nocy, bo praktycznie po 1,5-2 godzinach czyli teoretycznie środek powinien jeszcze działać. W dodatku temperatura była znacznie wyższa niż stan podgorączkowy. Wiedząc że nie może dostać drugiego czopka, zaczęłam robić jej chłodne okłady. Jednak jej oczka które nie tylko zrobiły się szklane to jeszcze zaczęły mi uciekać do tyłu kazały mi podjąć decyzje natychmiast - wzywamy karetkę. W głowie zaczęłam szukać informacji na temat zachowania przy drgawkach gorączkowych, bo już oczami wyobraźni widziałam co się będzie działo dalej. Tata Robak jednak zadecydował, że jedzie sam do szpitala, a nie będziemy czekać na karetkę. Poinstruowany jak się w razie czego zachować pojechał. Te kilka godzin, w których nie mogłam być z Zoją w szpitalu i jednocześnie dostawałam tylko szczątkowe informacje na temat tego co się dzieje- były najgorszymi w moim życiu. Decyzja, że on jedzie sam, a ja zostaję w domu była najtrudniejsza do podjęcia. Czułam się jakbym oceniła dzieci na lepsze i gorsze. Te bardziej warte mojej uwagi i te mniej jej warte. W szpitalu jednak okazało się że jest to najprawdopodobniej jej „styl ząbkowania”... Mimo, że wszystkie zęby, które się wybijały, to już są na zewnątrz, więc chyba wychodzą jej 8-ki albo cały komplet naraz skoro towarzyszy mu 40 stopni... Podali jej kolejny czopek, a jako że przez 2 godziny w środku nocy nie chciała zrobić siku to wypuścili ją do domu. Prawdę powiedziawszy jestem załamana, bo badanie moczu musimy wykonać sami ale najgorsze, że uważam że zdusili tylko objaw, a nie poszukali przyczyny. Czyli jestem tak samo mądra jak byłam, zanim pojechali do szpitala... Najśmieszniejsze, że jak tylko przyjechali to już czułam że znowu zaczyna się robić ciepła... Dlatego dzisiejsza noc także spędziłam w funkcji czuwanie, z ręka na jej karku. Obie jesteśmy wykończone, bo chociaż Zoja spała prawie do 8-ej to jednak niczego nieświadome dziewczynki o 6:15 już przyszły się przywitać. Na ten moment Zojka ma temperaturę, która jest w okolicach stanu podgorączkowego. Zobaczymy co będzie się działo dalej... Właśnie ubieram ją do pediatry po dalsze instrukcje i może bardziej prawdopodobną diagnozę. Dlatego przepraszam, jeśli nie odpiszę każdemu z osobna na wiadomość ale czekam na rozwój sytuacji.



Prześlij komentarz