SOCIAL MEDIA

poniedziałek, 7 maja 2018

Estée Lauder.

Ostatnimi czasy około 70% mojej toaletki zajmują produkty pielęgnacyjne. Chyba dojrzałam do tego etapu, by zrozumieć, że makijaż to tylko wisienka na torcie. Oczywiście najbardziej spektakularna i widoczna jednak to pod spodem jest najcięższa praca, ale także ta najbardziej opłacalna. 



Co prawda problemy wieku młodzieńczego już za mną, z trądzikiem na szczęście nigdy nie miałam przyjemności się poznać, zmarszczki jeszcze długo przede mną. Drobne niedoskonałości w konkretnych fazach cyklu to jedyne moje zmartwienie. Po tylu latach w końcu dobrze wiem jaki jest typ mojej cery i napewno nie jest to ten, o którym przez większość swojego życia myślałam. Na szczęście człowiek uczy się cały czas, więc drogą prób i błędów oraz obserwacji doszłam do tego punktu. Dlatego teraz przede wszystkim stosuję kosmetyki nawilżające, zmieniam ich konsystencję na bogatszą na noc i lżejszą na dzień. Oczywiście zmieniam także ich formę od kremów, mgiełek aż po serum. Każdy z tych produktów daje coś innego i inaczej działa na skórę. Ale razem tworzą wspaniale trio i odkąd je stosuję to zauważyłam przede wszystkim, że moja cera jest chyba pierwszy raz w życiu porządnie odżywiona i każdego dnia przygotowana na makijaż. Same kosmetyki kolorowe teraz nie obciążają jej tak jak było do tej pory. Niestety zgodnie z tym, że nie powinno się ciągle stosować tych samych produktów czeka mnie zapewne wkrótce wymiana na inną serię ale już mam na oku kolejnego kandydata!


Prześlij komentarz