Test - Pucio

Po drugich urodzinach Bianeczki, kiedy nadal martwiło mnie to, że tak malutko mówi, zaczęłam interesować się pozycjami logopedycznymi. Niedługo trwało aż trafiłam na Pucia i jego rodzinkę. Początkowo niechętnie zaczęłam się przyglądać tej książce. Ostatecznie przekonała mnie pozytywna opinia Polskiego Związku Logopedów oraz fakt, że autorka popełniła już wcześniej inne książki w serii Uczę się mówić, wymawiać, opowiadać, a sama jest wykwalifikowanym logopedą oraz pedagogiem dziecięcym.
I po zakupie wpadłam w zachwyt. Pucio zachwyca swoją prostotą i najważniejsze, że skupia uwagę malucha, a przecież głównie o to chodzi. Dziewczynki, bo nie tylko Bibi, potrafią się na niej skoncentrować na dłuższy czas i podłapały już wiele dodatkowych słów. Jest łatwa w czytaniu i zdecydowanie oryginalna na tle innych książek dla dzieci, które są przesycone kolorami i prowadzą do oczopląsu. Część pierwsza zawiera mnóstwo wyrazów dźwiękonaśladowczych, które wspomagają poprawną wymowę poszczególnych głosek. Fantastyczne jest to że przedstawia sytuacje znane dziecku z jego życia czyli np. obiad, spacer, czas na zabawę. Seria całkowicie spełnia swoje zadanie i moje oczekiwania wobec niej. Co więcej(!) poważnie zastanówcie się nad kupnem, bo Bibi buzia się teraz nie zamyka, a książki tak polubiła, że 15 razy dziennie umie ja przeglądać i opowiadać co jest przedstawione na jej kartach. Z utęsknieniem czekam na jej drzemkę, żeby przez chwile delektować się ciszą. Z chęcią ogląda je już także Zoja na co Bibi reaguje raczej niechętnie. Za to najfajniejsza zabawa to szukanie na obrazkach przedmiotów w mini słowniczku drugiej części. Nie pytajcie jakie hasło sprawia najwiecej śmiechu. Myślę że "pupę" są w stanie zlokalizować nawet gdyby je wybudzić w środku nocy ;) Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że książki robią swoją robotę i uczą dziecko poprawnej wymowy, a nowe wyrazy wskakują do głowy w tak przyjemny sposób że później tylko głowimy się skąd dziecko zna takie słowo. Na ogromny plus składa się także samo wykonanie książki- sztywne kartki są dużo trwalsze i łatwiej dziecku korzystać z niej samodzielnie. Nawet pierwsze spotkanie z ząbkami Zojki nie zostawiło na nich śladu. Chociaż podejrzewam, że gdyby Bianca nie zareagowała tak szybko to jednak dwa ząbki króliczka mogłyby zostać odbite. Widać od razu po kim odziedziczyła szacunek do książek;) Myślę, że dużym ułatwieniem jest też pierwsza strona tłumacząca rodzicom jak powinno się korzystać z tej książki i w jaki sposób zachęcić dziecko do nauki słów. Dla kogoś kto kompletnie nie jest w temacie będzie to spore ułatwienie. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek wspomagających rozwój dziecka (i to już od około roczku) z dostępnych na rynku.

Z tego co się orientuję to jest już także trzecia część tej serii zawierająca kolejne ćwiczenia logopedyczne i pomagająca układać pierwsze złożone zdania. Jednak osobiście najbardziej interesuje mnie opcja, która jest w języku niemieckim! Przy najbliższej wizycie w Polsce z pewnością znajdzie się w naszym posiadaniu.


Brak komentarzy