SOCIAL MEDIA

środa, 11 kwietnia 2018

Nie chcę się z tobą przyjaźnić!

Dzisiaj temat, który jest dla mnie bardzo ważny. Właściwie bardzo, bardzo ważny. Na poczatku przyklasnęłam w dłonie i moja odpowiedz była jednoznaczna, jednak z biegiem czasu i argumentówktóre sama sobie przedstawiam zaczynam zmieniać tryb myślenia na opozycyjny. Chociaż myślęże tak naprawdę jak we wszystkich aspektach życia jest tu potrzebne jedno - zdrowy rozsądek.


Chociaż początkowo ślepo twierdziłam, że to absolutnie cudowne przyjaźnić się z własnym dzieckiem to jednak im dłużej się nad tym głowię, tym więcej mam argumentów że powinno być odwrotnie. Dla każdego dziecka rodzice są pierwszymi autorytetami. Uczy się ono obserwując swoje najbliższe towarzystwo jakie powinno być jego zachowanie oraz odpowiedzi na kontakty z innymi. I chociaż chcę żeby mialo we mnie powiernika swoich tajemnic i sekretów, żeby dzieliło się ze mną wszystkim co je cieszy i trapi, to jednak nie muszę odwzajemniać się tym samym. Dziecko nie powinno wiedzieć jakie są problemy dorosłych. I nie chodzi o to żeby udawać że wszystko jest idealnie. Jednak moim zdaniem wiedza o problemach które nas nurtują do niczego mu się nie przyda, a jedynie może wpędzić je w pewne poczucie zakłopotania. I o tyle, o ile wyżalenie się przyjaciółce że coś niedobrego się u nas dzieje, nie jest niczym złym; to ten mały człowiek nie musi być obciążony naszymi problemami i dorosłymi sprawami. Idąc dalej tym tropem dochodzimy do momentu, kiedy to właśnie przyjaciel może nam udzielić porady, reprymendy lub jakiejkolwiek pomocy. Jest kimś, kto może podejmować decyzje na równi z nami. Jednak jak skrajnie nierozsądnym trzeba byłoby być, żeby mając ostatnie grosze w portfelu zapytać dziecko o zdanie co lepiej kupić: bułkę czy lizaka. Myślę że na życiowe dylematy ma jeszcze czas i oby jak najdłużej nie musiał stawać przed takimi wyborami. Natomiast przyjaciel to osoba, która powinna być mniej lub bardziej na podobnym poziomie życiowym. Ma zazwyczaj jakiś bagaż doświadczeń i to nimi może się z nami dzielić. Dziecko takich doświadczeń nie posiada dlatego jego pomoc raczej nie będzie adekwatna do całej sytuacji. Dziecko jest tylko dzieckiem na poziomie intelektualnym ale także emocjonalnym. I niech tak pozostanie. Na przyjacielu mogę polegać i wiem że mogę mu zaufać. Chociaż w relacji rodzic-dziecko też zabiegam o zaufanie dziecka i nim je obdarzam, to jednak nie czuję że powinnam je obciążać dodatkowo wielkolotnymi hasłami "nie zawiedź mnie nigdy, bo już ci więcej nie zaufam". Moje dzieci wiedzą, że mogą na mnie liczyć zawsze, poruszę niebo i ziemię by im pomóc, ale nie oczekuję od nich poświęcenia się i hymnów pochwalnych na swoją cześć. Natomiast w relacji przyjacielskiej, kiedy jest to osoba którą sami świadomie wybieramy, wzajemność jest jakby wpisana w definicję. Ja poświęcam tobie czas i ty też mi go nie żałuj. Ja oddam ci ostatnie spodnie, ale chciałabym żebyś ty przyszła otrzeć moje łzy. 

A teraz z kolei kilka sytuacji w których powinniśmy chociaż odrobinę widzieć w swoim dziecku przyjaciela. "Zostaw bo nie dasz rady!/Zostaw bo zrobisz sobie krzywdę!"- ile razy dziennie to powtarzasz? Nawet jeśli tylko raz, to o jeden raz za dużo. Uwierz w swoje dziecko, tak samo jak wierzysz, że twoja przyjaciółka nie oparzy cie kawą, ilekroć ci ją zaproponuje. A wręcz powinnaś prosić o pomoc dziecko kiedy tylko coś robisz. Jego duma, że pomogło rodzicom w "ważnym" zadaniu będzie ogromna, a poczucie własnej wartości wzrośnie diametralnie. To nic że ty będziesz w tym czasie milion razy się denerwować, że dawno by to już było skończone gdybyś wykonała to samodzielnie. To samo tyczy się wydawania poleceń, które są nieodzowną częścią rodzicielstwa. Czy wyobrażasz sobie żebyś mówiła do przyjaciela "Ubierz tę zieloną kurtkę, przed wyjściem zjedz śniadanie i koniecznie wypij kubek gorącej herbaty?", a na pytanie "Dlaczego?" udzieliła iście rodzicielskiej odpowiedzi "Bo tak!". Dziecko nie wszystko rozumie i część naszych poleceń wydaje mu się być totalnie bezsensowna. Dlatego zadaniem rodzica jest wytłumaczenie mu dlaczego to co mówimy jest dla niego lepsze. Z drugiej strony dziecko jest pełnoprawnym członkiem rodziny i musisz pozwolić mu decydować. Chociażby mial to być wybór koszulki do przedszkola. Jednak należy się liczyć z konsekwencjami wyboru (dlatego lepiej jest wybrać tylko dwie tak samo dobre opcje), bo ciekawe jaka byłaby twoja reakcja gdyby przyjaciel zapytał "Idziemy do kina czy na kawę?", a na odpowiedz, że wolisz "Do kina" odparłby "Mam to w nosie, bo i tak pójdziemy na kawę". Dlatego ważne by wybrać odpowiedni moment na własne wybory, bo kiedy zapytamy dziecko czy chcę z nami gdzieś pójść, ponieważ musimy coś załatwić, a ono się nie zgodzi, to oczywiste że i tak z nami pójdzie ale będzie miało poczucie niesprawiedliwości. Chcę aby dziewczynki potrafiły wyrażać i walczyć o swoje zdanie. Żeby wiedziały, że jest ono ważne, jednak nie pozwalam im nigdy przejść pewnej granicy. Granicy szacunku dla starszych, dlatego denerwuje mnie ogromnie kiedy niektórzy sobie na to pozwalają, a później mają pretensje. Nie rozumieją jednak jednej sprawy: że jeśli pozwolą by dziecko słyszało jak kpimy z innego dorosłego, mówimy negatywnie o sąsiadach i znajomych, pozwalamy sobie robić krzywdę (bo przecież to tylko dziecko) to dziecko rejestruje, że dorosły nie zasługuje na jego szacunek i sami siebie tego szacunku się pozbędziemy w bliższym lub dalszym czasie.

Uważam, że przyjacielskie wyjście z nastoletnim dzieckiem na piwo lub imprezę całkowicie zatraca autorytet, którym dziecko powinno darzyć rodziców do końca życia. Nie wyobrażam sobie żeby dziewczynki zwracały się do mnie po imieniu albo per "stara". Chcę być dla nich mamą, osobą na którą zawsze mogą liczyć i to dużo bardziej niż na przyjaciela, bo łącząca nas więź jest nierozerwalna! Co jednak nie zmienia faktu, że moje dzieci są traktowane jak pełnoprawni członkowie rodziny i ich zdanie także jest brane pod uwagę. Staram się już od najmłodszych lat kształtować w nich poczucie własnej wartości i ponoszenie "konsekwencji" własnych wyborów. Chociaż chcę być z moimi dziewczynami blisko, chcę żeby uważały mnie za swojego powiernika to zawsze będę przede wszystkim ich mamą a nie przyjacielem! 


Prześlij komentarz