SOCIAL MEDIA

poniedziałek, 12 marca 2018

Test - Lancome, Teint Idole Ultra Wear.

I czas na kolejny podkład. Ten podkład wywołuje u mnie sprzeczne uczucia, bo jednocześnie go uwielbiam i nienawidzę. Mimo, że zużyłam już dwie buteleczki to nadal ciężko jest mi jednoznacznie stwierdzić czy jest to produkt dla mnie czy nie. Panie i Pan..ie oto recenzja - 

TEINT Idole ultra wear, lancôme

odcień - N°45, (gama 40 odcieni) pięknie wyrównuje koloryt jednak oksyduje jak żaden inny
wykończenie- matujący, satynowe wykończenie bez pudrowego efektu
krycie- mocne krycie
wydajność- około 2,5 miesięcy przy codziennym używaniu
trwałość- według producenta aż do 24h
konsystencja- średnio gęsta, trzeba szybko na nim pracować żeby nie zrobić sobie krzywdy w postaci plam
zapach- bardzo delikatny i przyjemny
nakładanie- producent zaleca opuszkami palców lub pędzlem, dla mnie najlepszy efekt przy użyciu gąbeczki

Werdykt- dobry podkład dla osób, które chcą uzyskać pełne krycie ale które mają wprawę. Bardzo szybko zasycha, więc trzeba się wspomagać primerem lub bardzo szybko go rozprowadzać. Moim zdaniem idealne rozprowadzenie go za pomocą opuszków palców bez zrobienia sobie plam graniczy z cudem. Na szczęście lubi się z kremami i bazami do twarzy innych marek. Nie podkreśla suchych skórek, a wręcz powiedziałabym, że nawilża cerę. Chybotliwa buteleczka, na szczęście na tyle trwała, że kilkukrotny lot na podłogę nie skończył się rozbiciem. Dobór odpowiedniego odcienia powinno się dokładnie przemyśleć, bo bardzo mocno się utlenia, po kilku godzinach kolor ciemniej nawet o ton, na szczęście nie ma problemów z wymieszaniem go z innym podkładem. Nie zbiera się w załamaniach, nie podkreśla porów - idealnie stapia się z cerą. Co do trwałości to przy całodziennym makijażu daje radę, jednak gdy dużo majstrujemy przy buzi- albo ktoś nam majstruje, to niestety szybko się ściera. Na większe wyjścia obowiązkowy, jednak warto go spooooro przypudrować by chociaż częściowo zapobiec oksydacji.


Prześlij komentarz