Life mood

Kochani jak zauważyliście w ostatnim tygodniu nie pojawił się żaden wpis...

Na nieszczęście dla niektórych nie zamykam bloga- jak już zdążyłam usłyszeć. Na złość im także się nie rozwodzimy;) Jeszcze ze sobą wytrzymujemy, a to że Tata Robak ostatnim czasem non stop pracuje w delegacji o niczym nie świadczy. Taka praca- co zrobić. Śmieszy mnie twierdzenie osób z zewnątrz, że doskonale wiedzą co się u nas dzieje. Życie w dzisiejszych czasach tak niesamowicie pędzi, że każdego dnia czeka nas coś nowego. Jeszcze tydzień temu mogłeś chwalić się firmą, a teraz możesz mieć nad sobą długi do spłacenia. Możesz też po kilku ciężkich miesiącach w końcu znaleźć lepszą/dodatkową pracę i odbić się od dna. Życie niesie ze sobą nieskończone możliwości. Dlatego ktoś kto patrzy na nas tylko z zewnątrz, w dodatku przez okulary zazdrości i nienawiści, nie ma pojęcia co się u nas tak naprawdę dzieje. Jeśli nie widujemy się z kimś regularnie, to nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy problemy z zeszłego tygodnia nadal są aktualne. Niestety nie działa to tylko na polu dóbr materialnych. Działa to także na płaszczyźnie zdrowia i życia naszych najbliższych. Przyznam się wam, że o tyle o ile na płaszczyźnie materialnej jest u nas (póki co) spokojnie to szala zdrowotna przechyla się coraz bardziej w dół. Początek roku tak boleśnie nas doświadcza, że boję się tego co będzie dalej. I wiadomo, że trzeba być dobrej myśli ale kiedy otrzymujesz telefon, że jedna z najbliższych ci osób mogła nie wrócić do domu, to automatycznie zaczynasz się zastanawiać nad sensem życia i wykorzystaniem danego nam czasu. Większość z Was nie wie jakie w życiu realnym mamy problemy ale nie czuję potrzeby Was tym obarczać. Bo po co? Jeśli ktoś chce oglądać dramaty to wystarczy załączyć jakąkolwiek telewizje. Programów o tym jak „trudne jest życie” jest wystarczajaco dużo, a jeszcze gorzej jest jak załączymy wiadomości. Jednak jak już wspomniałam kilkanaście razy- nie chcę przerzucać negatywnych emocji oraz trudności życiowych na bloga. Chcę aby to było nasze szczęśliwe miejsce i gdy powrócimy do tych wpisów za kilka lat to przypomną nam się same pozytywne wspomnienia z naszego życia. Dlatego ograniczam się do minimum w opisywaniu naszych małych i dużych dramatów. Ma być to pamiątka dla dziewczynek i dla nas samych, po to byśmy mogli zobaczyć jaką drogę już przebyliśmy. Ma być to miejsce radosne i podnoszące na duchu a nie przygnębiające tylko po to żeby była klikalność. Po to żeby Kryśka z Grażką mogły gadać- „słyszałaś że jej mąż odszedł do młodszej” albo „zobacz nie będą mieli w tym miesiącu na chleb, bo kupili nowy samochód”. Życie to jest życie, raz jest lepiej a raz gorzej. Najważniejsze to mieć porządek w głowie a wtedy wszystko układa się tak jak powinno być. Miałam etap w swoim życiu, gdy byłam nałogową pesymistką i zawsze nastawiałam się na najgorsze. Moim argumentem było jak 99-ciu% pesymistów, że wolę się pozytywnie zaskoczyć niż negatywnie rozczarować. Ale w pewnym wieku doszłam do tego, że to kompletna bzdura. Powtarzane (a także napisane) nawet 1000 razy kłamstwo nigdy nie stanie się prawdą. Tak samo jak biały nigdy nie będzie czarny. Teraz uważam że jedynym motorem napędowym w życiu jesteśmy my sami. Kiedy urodziły się moje dzieci to życie nabrało innych, jaśniejszych kolorów. Trzeba być dobrej myśli a wtedy wszystko przychodzi z łatwością. Miałam być uzależniona do lekarzy i comiesięcznych badań. A zrobiłam coś zupełnie innego, wbrew regułom i dostałam potrójną nagrodę. Dlatego nie zazdroszczę innym, bo nie ma czego. Każdy człowiek może osiągnąć wszystko to czego chce! Wystarczy trochę dać od siebie, włożyć w to pracę i cierpliwość, a wróci do nas to z podwójną siłą. I nie obracam się już za ludźmi, którzy obrabiają nam tyłek, bo chociaż brzmi to jak okropny frazes to chyba faktycznie nie mają co ze sobą w życiu zrobić skoro ciągle gadają o nas. Hejterzy to dla mnie zwykli nieudacznicy życiowi którzy po to żeby poczuć się lepiej chcą dowalić drugiemu. Zakładanie fikcyjnych kont na instagramie, fałszywych maili, a nawet kont na Facebooku?! Po co? Żeby sobie udowodnić, że jest się lepszym? Niestety to tak nie działa. Bo jedyne co jest udowodnione to numer IP tych osób. Tak, tak! Niestety w internecie nikt nie jest tak anonimowy jak myśli. Nie zmarnuję już więcej energii na takie osoby, chociaż nie zaprzeczam, że boli kiedy czytasz o sobie słowa, które nie mają nic wspólnego z prawda ale które mogą przeczytać inni. Szczególnie Ci którzy nas nie znają osobiście i na podstawie jednego kłamstwa mogą wypracować sobie o nas opinię. Moim zdaniem jednak każdy dorosły i myślący człowiek powinien sprawdzić jakie są fakty, chyba że jest ślepo zapatrzony w takiego hejtera- czy wręcz trolla internetowego. Dlatego od teraz będę „marnować” czas tylko na osoby które są warte mojego czasu, a wiem że jest Was tutaj wiele! Cieszę się że mimo iż nie ze wszystkimi znamy się osobiście to jesteście z nami i cieszycie się z naszych mini osiągnięć. A jako, że jestem osobą wdzięczną i zawsze staram się dać od siebie dwa razy bardziej niż otrzymałam (także jeśli nie jest to coś miłego) to bardzo bardzo bardzo dziękuję Wam za to! 
Chciałabym się jednocześnie dowiedzieć jaki Wy macie stosunek do hejtów i marnowania czasu na wypisywanie zaczepnych tekstów, po to by wywołać "gównoburzę" albo by sprawić komuś przykrość? Zdażyło Wam się kiedyś kogoś zhejtować? Zakończę ten tekst moją życiową dewizą, którą usłyszałam kiedyś od mojej mamy i którą więcej osób powinno wziąć sobie do serca- „jeśli nie masz do powiedzenia nic miłego to lepiej nie odzywać się wcale”!


Wpis inspirowany książką "Hejtocholik" Michala Wawrzyniaka oraz ostatnimi przykrymi wiadomościami. 


Brak komentarzy