So much to do...

Przygotowania świąteczne idą pełną parą. W mieszkaniu już mamy wszystkie świąteczne akcenty, bo wiem że kiedy wrócimy tu po świętach, to będę chciała zatrzymać tę atmosferę możliwie najdłużej. Jednak w tym roku wyjątkowo z tym nie przesadziłam. Kilka figurek, trochę lampionów i wystarczy. Lista z prezentami do kupienia już prawie cała odhaczona i to mnie chyba cieszy najbardziej. Już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć reakcję bliskich kiedy otworzą prezenty! 

Jednak do samych świąt zostało ponad miesiąc czasu. My musimy jeszcze zrobić pierniczki czyli zapewne wszystkie przedświąteczne porządki będzie trzeba powtórzyć. Dziewczynki już z niecierpliwością czekają na Mikołaja i chyba w tym roku będę musiała wymyślić coś, żeby mogły go zobaczyć. Ale ponieważ będziemy w Polsce to myślę, że nie powinno być z tym większych problemów. Najwyżej zatrudnimy, któregoś z wujków do tej roli. No i najważniejsze- czeka nas ponad 10-godzinna podróż samochodem. W dodatku będzie to pierwsza taka podróż dwojga najmłodszych członków naszej rodziny. Paradoksalnie najbardziej obawiam się o ta kudłatą, bo dziewczynki zdecydowanie mają zaszczepiony gen mamy jeśli chodzi o podróżowanie. Już biegają i na zmianę przynoszą ubrania do torby oraz zabawki żeby niczego nie zapomnieć. Ale jak zareaguje to najmniejsze stworzonko tego nie wie nikt. Mimo wszystko cieszę się że pojedziemy samochodem, bo w końcu będę mogla nadrobić moje zaległości książkowe i chociaż skończyć kilka pozycji, które cierpliwie czekają na półce. I już czekam na kubek gorącej herbaty w cieplutkiej kuchni, a za oknem pruszący śnieg... Wiecie że ta podpijana z kubka mamy smakuje lepiej? Ciesze się proogromnie na ten czas, bo to pierwsze święta dziewczynek w Polsce, a moje pierwsze Boże Narodzenie odkąd się wyprowadziłam. No i może w końcu będą mogły ulepić bałwana!

P.S ujawniam tajemnice ostatniego prezentu urodzinowego Susanne- huśtawka jest przepiękna i my rodzice korzystamy z niej równie często jak nasze dziewczynki- no dobra chyba nawet częściej ;)



Brak komentarzy