Rok - Green Suit

Dokładnie rok temu pojawił się tutaj ostatni wpis z tej kategorii. I w zasadzie chociaż miałam w planach trochę postów z stylówkami ciążowymi to jednak w całym tym rozgardiaszu mieszkaniowym najzwyczajniej w świecie o tym zapomniałam. Ale skoro teraz nie ma juz wymówek, no może poza tymi cholernymi 2-ma kilogramami które wybitnie nie chcą się zutylizować, to mogę wrócić do tego co tak bardzo lubię. 


Przynajmniej w jakimś stopniu. Bo wiele jeszcze trzeba pracy (i kasy) włożyć, by było dobrze. Także projekt "idealna szafa" czas zacząć. Ale pierwsze kroki już zrobione, wszystko w czym nie chodziłam przez ostatnie półtorej roku poszło do kosza, bo moja półka. pt "może kiedyś się przyda, może jeszcze w to wejdę" zaczynała bezczelnie rozpychać się na cała szafę. Czystka zrobiona, wiec teraz będzie trzeba systematycznie ja zapełniać. Jednak przewartościowałam pewne rzeczy i teraz duzo bardziej niż kiedyś stawiam na jakość a nie ilość. Szczególnie jeśli chodzi o nieśmiertelna klasykę. Lepiej zdobyć coś lepszej jakości (nie mylić z marka), co będzie nam służyć przez kilka(naście) lat, albo przynajmniej dopóki się nam nie znudzi, niż kupować co sezon nowe. Tym bardziej jeśli od kilku lat moja waga raczej się nie zmienia - nie licząc okresów bycia w ciąży ;) Tym bardziej że styl nie dzieli się na sezony. Coś takiego jak czytanie składu produktów, co jeszcze niedawno mnie śmieszyło, teraz wydaje się być naprawdę racjonalnym i ekonomicznym(!) podejściem- szkoda, że nie umiem tego nawyku przenieść także do kuchni. W czasie zakupów, szczególnie tych internetowych, zakładka "skład" to obowiązkowa lektura przed kliknięciem "dodaj do koszyka". To, że coś w momencie zakupu ma niższą cenę nie znaczy że jest tanie, bo jeśli powiedzmy taki zimowy płaszcz kupimy za x ale w jego składzie nie ma nic porządnego, co nas grzeje a w dodatku jest typowym "trendem"z milionami naszywek, to wiadomo że w przyszłym sezonie będzie trzeba kupić coś innego. Wiec lepiej do tego 'x' dołożyć jeszcze 'y' i mieć klasyczna dyplomatkę w neutralnym kolorze z prawdziwej wełny. Zawsze przeliczam koszt zakupu na ilość wyjść i z tego prostego rachunku jasno wynika, że nie stać nas na tanie rzeczy, bo te zazwyczaj założę kilka razy zanim wylądują w koszu. A koszt tych które mam od kilku lat i wydałam na nie miliony monet wynosi już jakieś groszowe sprawy, bo chodzę w nich nagminnie i kompletnie nie zanosi się na to żeby cokolwiek się z nimi stało. Dlatego zaczęłam dużą wagę przywiązywać do rzeczy i chociaż pozwalam sobie czasem na kilka szalonych egzemplarzy (jak ten zielony garnitur) to jednak chcę całkowicie od postaw zbudować swoja szafę, zgodna z tym co mi w duszy gra ale co pasuje do mojego typu sylwetki i rodzaju urody.

garnitur- Topshop, t-shirt- Tally Weijl, buty- Zara


Brak komentarzy