Pink&Blue

Witajcie nasze Robaczki! Ostatnie tygodnie to było niezłe szaleństwo. Do samego końca nie wiedzieliśmy jak zorganizujemy chrzciny naszej najmłodszej. Dodatkowo przyjechali moi rodzice i rodzeństwo, więc w mieszkaniu panował harmider prawie jak u Kevina. Moje przyjaciółki śmiały się żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli Zojki zabrać na chrzest, bo może się zdarzyć jak w kultowej komedii. Oczywiście nie zapomnieliśmy ale 5 minut spóźnienia zaliczyliśmy. A przed samym wyjazdem okazało się że druga babcia na autostradzie złapała gumę i nie przyjedzie w ogóle...

Na szczęście dojechali na przyjęcie! Ale przyznam, że był to największy niewypał imprezowy jaki nam się zdarzył. Mimo wspaniałych gości i cudownej atmosfery, to jednak było to zdecydowanie zbyt późno, więc przyjęcie trwało zbyt krótko. Ale najważniejsze, że nasza Zojka została ochrzczona!
A do nas przyszła jesień, z całym jej nędznym i ponurym bagażem. Nie taka piękna i złota ale ta deszczowa i z całym nadmiarem chorób. I mimo że tydzień temu było iście letnio - temperatury powyżej 20 stopni- to teraz najchętniej zaprzyjaźniłabym się już z jakąś kurteczka zimowa. A jako, że do życia potrzebuje słońca to powoli przechodzę w stan hibernacji. Chociaż pewnie spowodowane jest to moimi szalonymi wybrykami w zeszłym tygodniu, kiedy śmigałam w krótkim rekawie. Mamo mam nadzieje, że tego nie czytasz ;) Dlatego teraz musiałam to odchorować i dostać w tyłek od losu za bezmyślność. Na szczęście tym razem okazałam się okrutną egoistką i nie zaraziłam dziewczynek! A co u nich? Szaleją od rana do wieczora... Drzemki kończą się już powoli nie tylko dla Zuzy ale także dla Bibi, chociaż ja z uporem maniaka staram się żeby przynajmniej godzinkę poleżały w łóżeczkach po drugim śniadaniu. Nasz najmłodszy szkrab już niedługo skończy pół roku, a ciągnie ją do raczkowania i siedzenia jak chyba żadnej z jej sióstr. Po kilku spacerach w siedzisku gondola odchodzi w zapomnienie... Chociaż jeszcze się nie poddam! Dodatkowo jest to chyba moje pierwsze dziecko, które tak namiętnie w tym okresie śpi na brzuszku! Pamiętam jaki wielki płacz był kiedy kładło się tak Bibi. Powolutku także rozszerzamy dietę o kolejne warzywa. Jako, że ma dopiero 5 miesięcy to robię to zdecydowanie bez pośpiechu. Jednak widzę jak chętnie probuje nowych smaków i ani trochę nie sprawia jej trudności jedzenie z łyżeczki. A mam wrażenie, że przy dziewczynkach zawsze było wylane morze łez, miałam brudne wszystko wokoło i cały zestaw ubrań do prania. Także albo ja wcześniej tak wszystko przeżywałam albo z każdym dzieckiem mamy coraz łatwiej...
Jako że do świat zostało - uwaga, uwaga - 58 dni (!), a w tym roku mamy wyjątkowo dużo osób do obdarowania - bo aż 15-ścioro ( no dobra 14-ścioro i psa ;)) to już zaczynam rozglądać się za prezentami. Nie cierpię tego robić na ostatni moment, bo mam wtedy poczucie że nie dałam z siebie wszystkiego. A nauczona własnym doświadczeniem, że tydzień przed świętami, to zostają w sklepach same ostatki, zabieram się do tego szybciej. Wstępna lista jest już zrobiona i teraz tylko powoli trzeba kupować zapisane tam rzeczy; nawet wczoraj udało mi się już jeden prezent odhaczyć. W dodatku w tym roku chciałabym jeszcze zakończyć dwa projekty, które znajdują się na mojej prywatnej wish liście więc czasu na prawdę nie zostało dużo...

P.S Czy chcielibyście, podobnie jak w zeszłym roku, listę przykładowych prezentów dla dzieci lub coś dla dorosłych? A może dekoracje świąteczne? Koniecznie dajcie znać!


Brak komentarzy