Mamo, duchy! cz.II

Kiedy myślę o swoim najgorszym przeżyciu to przychodzi mi do głowy tylko jeden moment. Pewien przepiękny dzień, chyba były to wakacje i miałam około 8/9 lat... a może trochę więcej? Nie pamiętam dokładnie niczego poza uczuciem, które wtedy mi towarzyszyło. Za to bardzo dokładnie pamiętam mój pierwszy lot samolotem.


Zestresowana, zlana potem, bo dojechaliśmy zbyt późno na lotnisko z dwumiesięczną Bibi na ręce i Zuzą pomiędzy naszymi nogami stałam przy odprawie jak na skazanie. W obu przypadkach bałam się w zasadzie chyba dlatego, że nie wiedziałam co mnie czeka. Nie mogłam się psychicznie nastawiać, bo nie wiedziałam jak zareaguje mój organizm. O tyle o ile w pierwszej sytuacji zadziałał instynkt i od razu jak zostałam wrzucona na środek jeziora to z marszu nauczyłam się pływać, a raczej "nie tonąć", to w drugiej chcąc uspokoić Zuzię podświadomie samą siebie też nastawiałam się pozytywnie. Jednak zależało mi na tym żeby nie domyśliła się tego, że mama boi się równie mocno jak ona, a być może nawet bardziej. Lot przetrwaliśmy, co więcej tak polubiliśmy ten typ podróżowania, że przez pewien czas lotnisko było prawie naszym drugim domem.
Jak napisałam we wcześniejszym poście lęk to wbrew pozorom dobra emocja, a na pewno naturalna i potrzebna, choć nie należy do najprzyjemniejszych.
Czego może obawiać się dziecko na różnych etapach jego życia i co jest normalne oraz naturalne:
roczne, dwuletnie
- głośnych dźwięków (karetka, burza, trzaśnięcie drzwiami)
- przeprowadzki, przemeblowania
- ciemności, cieni
- nowego, nieznanego otoczenia
- zwierząt, głównie tych dużych (koń, krowa, niedźwiedź)
- hałasów, których nie widzi źródła (szum wiatru, odgłosy zza ściany, łomot na zewnątrz)
- nieobecności rodziców
trzyletnie 
- złodziei, włamywaczy
- większości zwierząt, których nie zna
- samotności w domu
- ciemności dużo bardziej niż wcześniej np. ruszająca się na wietrze firanka tworząca dziwne cienie na ścianie to prawdziwy horror
- czarownic, potworów, smoków
- starych ludzi
- dziwnie wyglądających ludzi np. w przebraniu, maskach, kostiumach; lub z widocznymi odstępstwami od normy np. wytatuowani w nietypowych miejscach, ze zmianami chorobowymi
czteroletnie
- samotności w domu, szczególnie wieczornych wyjść rodziców
- dziwnych, tajemniczych odgłosów
- dzikich zwierząt
- ciemności, wraz z rozwojem wyobraźni pojawiają się lęki nocne, zrywanie się z łóżka z płaczem
pięcioletnie
- "złych ludzi" pijaków, żebraków
- bólu, skaleczenia
- ugryzienia, kopnięcia przez zwierze
- ciemności
- wieczornych wyjść rodziców z domu ponieważ strachy są coraz bardziej realistyczne
sześcioletnie
- duchów, upiorów
- samotności
- zgubienia się w zatłoczonym miejscu
- wyjść rodziców z domu, czuje się wtedy porzucone

Niektórym dzieciom pokonanie takich lęków przychodzi naturalnie, większości z nich pozbywają się wraz z wiekiem, oswojeniem do danej sytuacji lub przy łatwej pomocy (o tym we wcześniejszym wpisie tu) osoby zaufanej. Jeśli jednak zauważysz, że Twój maluch jest nadmiernie lękliwy to prawdopodobnie brakuje mu wiary w siebie. Zapewne nie docenia swoich możliwości a przy skłonności do wyolbrzymiania zagrożeń wydaje mu się, że problem jest jeszcze większy. Wciąż towarzyszy mu strach o to ze sobie nie poradzi. Być może problemem jest postępowanie dorosłego z otoczenia a może Twoje własne. Jeśli dziecko słyszy kilkanaście razy dziennie "uważaj bo spadniesz", "daj pomogę ci, będzie szybciej", "nie biegnij tak szybko bo się przewrócisz", "nie podchodź do psa, bo cie ugryzie", to nic dziwnego, że zaczyna wierzyć i przejmować te lęki. Wystarczy tylko samemu je przezwyciężyć i pozwolić dziecku także spróbować. Przecież nic się nie stanie jeśli kilka razy się przewróci lub zawiąże sznurówkę za 4-tym a nie pierwszym razem. Powinien czuć wsparcie i raczej usłyszeć "śmiało spróbuj","dasz rade, wierze w ciebie", "świetnie sobie radzisz". Takie zwroty powtarzane ze spokojem i uśmiechem dają dziecku więcej wiary we własne możliwości, pozwolą szybciej przezwyciężyć lęk i rzadziej mu ulegać. Oczywiście nie jest to jedyny typ dzieci nad wyraz lękliwych. Być może brakuje mu poczucia bezpieczeństwa, bo zawiodłeś jego zaufanie. Tak właśnie było ze mną. Mój tata chcąc szybko przezwyciężyć mój lek przed woda zaniósł mnie na środek jeziora i odszedł o dwa kroki za daleko. I chociaż pływać się nauczyłam, to do dzisiaj czuje dyskomfort w miejscach gdzie nie mogę stopami dosięgnąć podłoża. Jest jeszcze inny rodzaj oddziaływania lęku, który występuje bardzo często choć nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę. Dziecko zaczyna płakać, skarżyć się na ból brzucha, głowy czy innych części ciała w niedziele wieczorem? Większość rodziców powie, że to próba przekupstwa, albo nie nauczyło się na klasówkę. Ale istnieje coś takiego jako choroba ze strachu. Wierzcie mi. Moja młodsza siostra w czasie kiedy chodziła do przedszkola co niedziele od południa miała bóle brzucha, autentycznie wymiotowała i miała gorączkę. Dopiero po bardzo długim czasie i rozmowie z psychologiem wyszło na jaw, że była to wina tego, że dzieci w przedszkolu oraz pani zwracają się do niej Alicja. O co chodzi? A no w domu zwracaliśmy się do niej tak tylko kiedy coś przeskrobała, w innym wypadku była Alą, Alunią. Przez cały tydzień, w czasie gdy znajdowała się w przedszkolu miała poczucie, że kogoś zawiodła, ktoś jest z niej niezadowolony i na nią zły. Podobnie dzieje się z dorosłymi, czy przed ważnym spotkaniem nie dopada cie migrena, biegunka, ból brzucha albo żołądka? Ja pamiętam jak miałam umrzeć z bólu przed każdą matematyka w liceum, bo chociaż uwielbiałam ten przedmiot to czułam, że pani nauczyciel za mną nie przepada... I wystarczy, że rodzic zgodzi się na dzień wolny w przedszkolu lub dowiesz się, że nauczyciela nie ma to dolegliwości z miejsca ustają. Ale w takich sytuacjach nie ma miejsca na udawanie. To stres i lęk powodują, że organizm przestaje prawidłowo funkcjonować. W przypadku dziecka ważne jest żeby dokładnie sprawdzić co powoduje tak silny strach. Niestety nie zawsze można całkowicie wyeliminować okoliczności wywołujących lek. Lepiej się z nim zmierzyć i mimo, że sukces nie przyjdzie od razu to jednak warto, bo co nas nie zabije to nas wzmocni.


Brak komentarzy