SOCIAL MEDIA

sobota, 3 czerwca 2017

801.

Wiecie co oznacza ta liczba? To liczba dni, a dokładnie dni w których miałam pod swoim sercem jeszcze jedno serce. Tak, dokładnie przez 801 dni byłam w ciąży. Nie każda z tych ciąży była idealna, książkowa za to każda jedna dostarczała czegoś nowego. Każda była wyjątkowa, uczyła pokory i tego, że człowiek to istota niesamowita. W (prawie) każdej też jak mantrę powtarzałam, że to ostatni raz; przez złe samopoczucie, przez stres związany z niewiedzą czy przez "słodkie" kopniaki, które pod koniec ciąży nie maja ze słodyczą nic wspólnego. A potem sama się z tego śmiałam, kiedy rozmawialiśmy na temat kolejnej pary bosych stopek w naszym domu.


Chociaż na dzień dzisiejszy nie uważam siebie za dobrą matkę, to powiem Wam, że czuję się trochę przysłowiową Matką Polką wszystkich dzieci, które są w moim otoczeniu. I bynajmniej nie chodzi o to, że uważam, że pozjadałam wszystkie rozumy na temat macierzyństwa, ale o to, że ja po prostu uwielbiam dzieci. Ich ekscytację, szczerość emocjonalną i to, że od każdego jednego takiego brzdąca możną się nauczyć czegoś nowego. Kocham fakt bycia mamą, szczególnie że miałam nigdy nie mieć możliwości posiadania swojego dziecka. A będąc już mamą trójki mam możliwość przeżycia wszystkiego trzykrotnie. Mimo, że każde dziecko jest inne to każde musi przejść przez te same etapy swojego życia. I tak np. ząbkowanie, "bunt dwulatki", naukę chodzenia przezywaliśmy już dwa razy i za każdym razem inaczej. Ale wiecie co w tym wszystkim jest najfajniejsze? Ze każdy kolejny raz jest spokojniejszy i bardziej naturalny od poprzedniego. Ale niestety nie ma to nic wspólnego z temperamentem dzieciaków ;) Podejście do moich dzieci mogę w skrócie określić jako 3xS

Zuza = stres
Oj taaak. Chociaż od początku podświadomie czułam co i jak powinnam robić to jednak zawsze na drugim ramieniu siedział ten mały, czerwony, z rogami i szeptał czy aby na pewno. Czytałam poradniki, analizowałam każdy odruch, zastanawiałam się czy to normalne czy już nie.
I paradoksalnie wtedy wydawało mi się wtedy, że jestem najlepszą i wszystko wiedzącą mama na świecie. Minusem pierwszego dziecka była chęć brania udziału w wyścigu "umiejętności" dzieci, dzięki Bogu nie było ich wtedy w naszym otoczeniu praktycznie wcale, także szybko stwierdziłam, że to nie ma sensu.

Bibi = szok
Już od samego zajścia w ciążę byłam nieustannie zdziwiona. Jak to możliwe, że drugie dziecko tych samych rodziców może być tak różne od pierwszego?! I nie tylko fizycznie, bo dla mnie dziewczynki są do siebie bardzo podobne, robią podobne miny i podobnie reagują na pewne rzeczy. Jednak dziwiło mnie to, że te same geny w zupełnie różnym momencie zaczęły mówić, chodzić, ząbkować. Siłą rzeczy nie porównywałam dziecka do obcych dzieci ale do starszej siostry. Ale właśnie ta ciąża i pojawienie się Bibi nauczyło mnie największej pokory. Udowadniając dzień po dniu jak niewiele jeszcze wiem na temat rodzicielstwa i sytuacji, które mogą nas spotkać. Mimo iż podstawową wiedzę i doświadczenie posiadałam to sytuacji nowych była niezliczona ilość. Czasami miałam wrażenie, że wszystkiego uczę się od początku, bo wcześniej było całkiem inaczej. I co ja do jasnej ciasnej robiłam z całym tym wolnym czasem przy pierwszym dziecku?

Zojka = spokój
Od samego początku jestem nastawiona, że nie będzie tak samo jak wcześniej. Wiem, że jeśli stworzę sobie jakikolwiek plan działania, to i tak za nic w świecie nie uda mi się go zrealizować. Porównywanie z innymi dziećmi w podobnym wieku, rodzeństwem? Nie tym razem! Teraz jesteśmy spokojni ale czujni, bo nowe doświadczenia zawsze spadają w najmniej odpowiednim momencie ale nie obawiam się nowego. Jednak wiemy czego możemy się spodziewać i co się z czym je. Nie jesteśmy tak zestresowani jak przy Zu i zaszokowani jak przy Biance. Bez oglądania się na innych, bez stresującego "bo moje dziecko to w tym czasie...". Mam w nosie kiedy zacznie siadać i chodzić. Bez znaczenia jest dla mnie, kiedy zacznie mówić. Cieszymy się każdym wspólnym dniem, a na razie mamy ich za sobą aż 4 :). Pełen relaks i przyjemność z macierzyństwa.


Na dzień dzisiejszy wiem, że jeśli będzie możliwość to może jeszcze się zdecydujemy na jedno dziecko. Jestem ciekawa jakie byłoby wtedy moje nastawienie, czy faktycznie zastosowanie ma pewna ciesząca się ogromną popularnością grafiką, która przedstawia poziom stresu w stosunku do ilości dzieci. Czy podejście jest wypadkową doświadczenia i czasu od kiedy jestem mamą. Czy to właśnie ten czas pozwala nabrać do tego dystansu i pewności siebie jako rodzica? Nie wiem. Zapytajcie mnie o to za 5 lat. Natomiast teraz cieszę się, że mogę oglądać po raz 3-ci wszystko od początku i przeżywać te niesamowite emocje.

P.S tutaj jeszcze w wersji "kulkowej", ostatniego dnia ciąży




2 komentarze :

  1. Bardzo zreflektowana i świadoma z Ciebie mama Klaudio! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, staram się chociaż czasami średnio to wychodzi :)

      Usuń