"Stoi na stacji lokomotywa..."

Witajcie Kochani! U nas pogoda wreszcie coraz bardziej wiosenna i humory coraz lepsze. Mniej warstw do założenia robi swoje! Ale żeby zbyt idealnie nie było to dzisiaj moje Skarby od rana na zmianę zrzucają się z nocnika, bo chyba gdzieś załapały jakiegoś wirusa... No, a odpampersowanie idzie pełną parą i mam nadzieję, że podobnie jak z Zuzą, do 2-gich urodzin pożegnamy się z tym gadżetem na dobre!

Wczoraj nawet udało się przetrwać dzień bez żadnej wpadki! Ale pewnie z okazji zbliżającej się choroby dzisiaj może mi to oddać w nadmiarze ;) Ale nie wiem czy wiecie, że nasza panna B każdego dnia coraz lepiej się z nami dogaduje i już powoli żałuję, że jednak tak dużo gada. Coś czuję, że zanim dotrwamy do porodu to czeka nas jeszcze sporo wrażeń... Á propos samego porodu to skurcze już "regularnie" nas nawiedzają i są to raczej te skurcze typu "Uffff pamiętaj o oddechu, pamiętaj o oddechu, pamiętaj o oddechuuu... Cholera! Niech się to już skończy!". Ale póki co nie przekraczamy magicznej liczby "co 10 minut" także siedzimy jak na szpilkach i czekamy... I dokładnie tak jak sugeruje tytuł, czuję się jak lokomotywa w wierszu Tuwima, która tylko czeka na rozładowanie tego przepełnionego wagonu :)



Brak komentarzy