Ostatnia prosta!

Czasami, kiedy sama gdzieś wychodzę z dziewczynkami, to widzę dziwne spojrzenia w naszym kierunku. No wiecie taka młoda (chociaż 26 wiosen to nie tak mało), a tu już dwójka dzieci i brzuch raczej też nie od obiadu. Ale ja naprawdę jestem szczęśliwa mogąc ciągnąć za sobą te 20 kilogramów szczęścia i kolejne 8 na kręgosłupie. Nie potrzeba mi robić wielkiej kariery, niezliczonego towarzystwa przyjaciół czy wyjazdów na Karaiby dwa razy do roku.


Czuję się spełniona, kiedy wieczorem siedzimy z moim najlepszym kumplem aka mężem i oglądamy kolejny odcinek "Kuchennych rewolucji", projektując w głowach nasz wspólny dom, który kiedyś uda nam się mieć. I chociaż średnio 300 razy dziennie mam ochotę wystrzelić się w kosmos, żeby wszyscy dali mi święty spokój i pospać chociaż z 3 godziny bez przerwy, to nic nie rozczula mojego serducha bardziej niż moment, kiedy 15-sty raz w nocy wstaję do ubikacji i oglądam po kolei te trzy spokojnie śpiące mordeczki i zakrywam je kołdrą, bo wybitnie odziedziczyły to po tacie żeby spać obok pościeli. Nic nie uspokaja mnie bardziej niż myśl, że są na świecie 3, no może 4 osoby, do których mogłabym zadzwonić w środku nocy i powiedzieć, że właśnie mam ochotę na kakao ale jestem zbyt leniwa żeby je wstać i sobie zrobić. I absolutnie nie jest mi potrzebne do szczęścia sześć zer na koncie, zastęp pracowników pod sobą i wielka kariera, żeby poczuć się dowartościowana. Dla mnie wartościowsze niż te miliony są wspólne poranki, kiedy wiesz że możesz sobie leżeć w nieskończoność (czyli do momentu, aż któraś zakrzyczy cię na śmierć, że jest głodna) i oglądać jak dzieci fikają koziołki na łóżku. Kiedy wiem, że jestem dla nich w stu procentach, a one też to wiedzą i czują. I codziennie mam ochotę je przywiązać do kaloryferów, kiedy o 6.30 przybiegają razem z psem drąc się wniebogłosy "mamooooooo obudź się" to jednak pobudki pt "zasyp mamę buziakami" nie zamieniłabym na nic innego. Doceniam to co mam i dlatego wiem, że dzieci są całym moim życiem. Myślę, że mam takiego fioła na ich punkcie właśnie dlatego, że mogłam tego nigdy nie mieć. Wraz z jedną głupią diagnozą mogłam nie doświadczyć nigdy tych uczuć, które towarzyszą mi każdego dnia. Dlatego jestem tak przewrażliwiona na ich punkcie i wolę teraz siedzieć z nimi w domu niż iść do pracy. Na szczęście mam jeszcze ten komfort wyboru. Ale kiedy słyszysz "no raczej nie będzie pani mogła mieć dzieci" to w twojej głowie pojawia się tylko jedno słowo- DZIECKO. I kiedy nie tylko udaje ci się zajść w ciążę, donosić ją i urodzić absolutnie zdrowego brzdąca to masz ochotę pokazać wszystkim środkowy palec i powiedzieć "wypchajcie się, a jednak mam!". Dlatego są one dla mnie tak ważne i tyle w moim życiu znaczą. A z pojawieniem się na świecie każdego kolejnego dziecka mam wrażenie, że i ja zaczynam kolejny raz żyć na nowo. Niedługo ten szczęśliwy chaos rozpocznie się po raz trzeci a z nim i ja narodzę się na nowo. Jako matka trzech dziewczynek, jako kobieta z trójką dzieci i jako ta, która mogła ich nigdy nie mieć, a oszukała przeznaczenie.


2 komentarze

  1. Wielu ludzi po prostu nie docenia wartości jakie daje rodzicielstwo, możliwość wprowadzenia nowych istot w nasz świat. Jak powiesz im, że bycie matką Cię uszczęśliwia, dzięki temu czujesz się spełniona to oni i tak tego nie zrozumieją... żyjemy w takich czasach gdzie szczęścia nie daje uśmiech dziecka na twarzy a zera na koncie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak, szczególnie, że coraz więcej kobiet ma podejście iż ich zadanie kończy się na porodzie...

      Usuń