SOCIAL MEDIA

wtorek, 21 lutego 2017

Cesarka - zło konieczne!

Kiedy ktokolwiek mnie pyta o zdanie na temat porodów to bez wahania odpowiadam- lepiej siłami natury. Ale czy to aby nie cesarka zagwarantowała mojemu dziecku bezpieczne przyjście na świat? Dlaczego ciągle tak wiele kobiet uważa się za gorsze matki, bo wybrały operację z medycznych względów zamiast porodu naturalnego? Dla mnie osobiście to bohaterki, które już od początku pokazują, że dobro dziecka jest ważniejsze od ich własnych poglądów i chęci! A to co wydaje się być złudnym egoizmem i wygodnictwem okazuje się być prawdziwa walka o przetrwanie - szczególnie, kiedy zejdzie znieczulenie ;)

Było już tutaj kilka wpisów na temat porównania porodów i dlaczego mam takie, a nie inne stanowisko na ten temat, jednak dzisiaj cesarka od nieco innej strony. Tylko obiektywne plusy i minusy bez żadnych emocjonalnych przesłanek. Jednak niechętnie ale muszę przyznać, że to cc daje dużo większe poczucie kontroli. Szczególnie jeśli przed porodem musisz zorganizować jeszcze opiekę dla starszego dziecka... Mowa tu oczywiście o planowanej operacji ze znieczuleniem miejscowym, a nie takiej, która jest następstwem komplikacji początkowego porodu naturalnego.

Zalety CC:
+ znasz date narodzin dziecka (możesz nawet delikatnie wynegocjować konkretny dzień)
+ nie musisz się martwic o to, że twój poród będzie ciągnął się bez końca (zazwyczaj trwa to około 30 minut)
+ możesz odpowiednio przygotować się do tego dnia, zorganizować życie domowe pozostałych domowników
+ jest praktycznie w 100% bezpieczne dla dziecka
+ dziecko po cc jest śliczne- niewymęczone długim porodem, ze słodko zaokrąglonymi policzkami bez popękanych naczynek na buzi
+ główka dziecka nie zmienia kształtu, ponieważ nie musi się przeciskać przez wąski kanał rodny co często powoduje, że przez chwile na stożkowaty kształt lub przedgłowie
+ doba przed operacja, która najprawdopodobniej spędzisz w szpitalu ciągnie się strasznie, jednak to poczucie, że jutro przytulisz swoje maleństwo uskrzydla i nawet bezsenność i zgaga są jakby mniej odczuwalne ;)
+ obecnie jest to tak powszechny i bezpieczny zabieg, ze ewentualne powikłania zdarzają się bardzo, bardzo rzadko
+ o ile wszystko poszło zgodnie z planem, to pierwszy dzień życia to idylla, mam wrażenie, że dziecko chyba nie do końca orientuje się że już jest po drugiej stronie brzucha, Bianca przespała spokojnie 7 godzin, pozwalając odbić mi wcześniejszą noc, kiedy urządzała sobie chyba pożegnanie z brzuchem
+ szybciej poznają tatę - nie wiem jak dokładnie ta procedura wygląda w Polsce, ale tutaj mimo iż nikt nie może być obecny w czasie operacji, to od razu po mierzeniu i badaniu zdrowego noworodka dostaje pod swoje skrzydła tata. Czyli jest to pierwsza osoba, która zajmuje się dzieckiem (kiedy ty leżysz na sali pooperacyjnej), a którą pamięta jeszcze z życia płodowego. I mam wrażenie, że to pierwsze kołysanie, przytulanie i okazywanie czułości ma wpływ na dalsze uczucia w stosunku do taty. Także później pomoc taty jest nieoceniona, przy próbie przystawiania do piersi, podawaniu malucha czy kąpieli - Zuza zawsze była bardziej za mamą, a Bibi do dzisiaj jest tatusiową córeczką ;)
+ twoje drogi rodne pozostają nienaruszone, nic się nie rozciągnie, nie będzie nacinane ani pozszywane 


Wady CC:
- TO OPERACJA, a nie nic nieznaczący zabieg! Bardzo poważna operacja, chociaż i tak dowiesz się od jakiejś życzliwej mamuśki "co ty wiesz o porodzie, leżysz sobie i wszystko za ciebie robią", przecięcie 7 powłok brzusznych to nie wyrwanie zęba
- ta decyzja ma wpływ na późniejsze życie; jak chociażby to, że kolejna ciąża musi być w odstępie co najmniej roku, a mimo to i tak wzrasta ryzyko kolejnego rozwiązania w ten sam sposób
- czujesz co się z tobą dzieje - to nie jest tak, że przez znieczulenie kompletnie niczego nie czujesz, bo odczuwasz ruchy swojego ciała i później dziwna "pustkę", kiedy wyjmą maluszka z macicy (jeśli masz mniej szczęścia jak ja, to możesz dostać także zbyt małą dawkę znieczulenia i wtedy czujesz praktycznie wszystko, albo zbyt dużą i wtedy niech się dzieje co chce;))
- to boli, fakt sama operacja powinna być "bezbolesna" jednak to co się dzieje, kiedy znieczulenie zaczyna przechodzić to masakra! Fakt, możesz być ciągle na środkach przeciwbólowych, jednak jest to niekorzystne dla i tak trudnych początków laktacji. Ale wstawanie z łózka to przez kilka pierwszych dni/tygodni to prawdziwa akrobacja (uratowała mnie moja mama, która sprzedała mi pewną rade: obróć się na bok i przysuń maksymalnie do krawędzi, zrzuć nogi z łóżka i pomagając sobie łokciem spróbuj usiąść - faktycznie wykorzystanie mięśni brzucha jest wtedy ograniczone do minimum i boli dużo mniej niż w przypadku próby pionizacji ciała w sposób tradycyjny)
- organizm dłużej dochodzi do siebie niż w przypadku porodu naturalnego, rany muszą się dobrze zagoić a mięśnie brzucha należy maksymalnie oszczędzać
- cewnik... czy muszę dodawać tu coś więcej? To chyba najbardziej urodziwy dodatek każdej mamy po cc na oddziale, a pierwsza wizyta w toalecie to już wyższa szkoła jazdy ;)
- nie ma pierwszego kontaktu z dzieckiem, możesz poprosić o pokazanie czy nawet położenie noworodka na tobie ale to wszystko trwa chwilkę, bo musisz pamiętać, że operacja wciąż trwa- chociaż dla maluszka to koniec, to Ty jesteś dopiero w połowie drogi, a później zostajesz przewieziona na sale pooperacyjna i masz wrażenie, że każda minuta ciągnie się w nieskończoność, bo już tak bardzo chcesz przytulić dziecko
- dziecko nie jest gotowe do porodu, nie wybiera samo odpowiedniego momentu, tylko nagle zostaje wyrwane z dobrze znanego mu środowiska
- kilka sekund miedzy wyjęciem dziecka z brzucha, a zanim lekarz odessie dziecku wody płodowe z przełyku i usłyszysz pierwszy krzyk to najgorsze i zdecydowanie najdłuższe sekundy w życiu
- pierwsze karmienie to horror, blizna strasznie boli, prawdopodobnie i tak nie masz pokarmu, bo Twoje ciało także nie jest świadome, że już po wszystkim - dzięki Bogu, że (o ile uda wam się uniknąć żółtaczki) nie musisz się z tym spieszyć, bo maluszek ma zapas w brzuszku
- nie możesz podnosić cięższych rzeczy, dla matki starszych dzieci to jest bardzo ważny punkt, bo przez najbliższy czas nie będą mogły brać na ręce więcej niż waży noworodek, wzrasta więc ryzyko zazdrości o najmłodszego członka rodziny, bo nie dość że zabrało mamę na kilka dni to jeszcze wróciła i nie może się normalnie bawić, co w rozumieniu moich dzieci oznacza tańce, podskoki, fikołki i podrzucanie do góry
- chociaż blizna jest w zasadzie niewidoczna to czasami ciężko o niej zapomnieć, ja osobiście w jej okolicy nie mam w ogóle czucia, wrzątek i lód mi nie straszny (czasami jedynie strasznie swędzi) ale są kobiety, które podobno po sposobie jej bólu mogą przepowiadać pogodę :)
- jak dla mnie najmniejsza wada ale jednak - blizna na całe życie (należy pamiętać, że to dwie blizny- jedna na powłokach brzusznych, a druga na macicy)

Jednak mimo tych wszystkich plusów i minusów, każda matka stoi przed ciężkim wyborem i całkowicie naturalne, że nade wszystko najważniejsze powinno być dla niej zdrowie i życie maleństwa. Nieważne jest to w jaki sposób pojawi się na świecie najważniejsze, że pojawi się całe i zdrowe. Osobiście podziwiam każdą kobietę, która wydała na świat dziecko, czy to przez cesarkę w czasie której "leżała i nic nie robiła" czy w czasie 20-sto godzinnego porodu naturalnego. Każda z Was jest wyjątkowa, bo przez długie dziewięć miesięcy nosiła pod swoim sercem maleńki cud, który pielęgnowała ze wszystkich sił. A w momencie narodzin dopiero rozpoczyna się piękna i trudna droga, a przecież nie ważne jest to jak zaczynamy, ale to jak wszystko rozegramy i na jakiego człowieka wychowamy naszego szkraba!


4 komentarze :

  1. Ja się nie nastawiam póki co na nic ;) Co ma być to będzie. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Zarówno CC jak poród SN. Ważne aby mieć wsparcie i uwierzyć w siebie - że damy radę ! :)
    Bo mnie bardziej od porodu stresuje to, jak poradzę sobie z dzieckiem na sali - jak inne mamuśki będą mi patrzeć na ręce :D No i gdybym mogła to bym uciekła od razu do domu po porodzie . Ile dni po CC leżałaś w szpitalu ;>?
    I bardziej od zakładania cewnika stresuje mnie założenie wenflonu :D ! mam jakiś schiz z dzieciństwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania nic sie nie martw! Dasz radę bez problemu, ja paradoksalnie z Zuzą obchodziłam sie jak z jajkiem, pierwsza noc prawie wcale nie spałam z tej adrenaliny, a za to przy drugiej to jak dostałam spaghetti na obiad w szpitalu to chciałam nim nakarmić czterogodzinną Biancę :) na łyżeczkę i do buzi... taki codzienny odruch przy dwulatku... także nic sie nie martw wszystko przyjdzie Ci całkiem naturalnie, zobaczysz!

      Usuń
  2. Każda kobieta podejmuje najlepszą dla siebie decyzję, ja będę wolała rodzić naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest, szkoda że czasami sie jednak nie ma tego wpływu jak zaczynają sie komplikacje. Życzę Ci wiec z całego serca żebyś rodziła naturalnie :)

      Usuń