SOCIAL MEDIA

niedziela, 15 stycznia 2017

Dziecięce kaprysy.

Wiem, wiem, że wpis miał się pojawić wczoraj ale dzisiaj jest okrąglejsza data - już dokładnie od czterech miesięcy jesteśmy pełną, wzorcową rodziną 2+ 2+ pies. I powiem Wam, że bałam się czy taki układ się sprawdzi, tym bardziej, że w momencie "zakupu" byłam świadoma tego, że niedługo nasza rodzina się powiększy. I chociaż stresowałam się niesamowicie to widziałam, że jeśli już weźmiemy pieska to jedyną opcją żeby się go "pozbyć" byłaby bardzo mocna alergia którejkolwiek z dziewczynek. Innej możliwości nie ma.

Na szczęście, po wcześniejszym sprawdzeniu z wszystkimi możliwymi psami w rodzinie, żadna z nich tego nie wykazywała chociaż budząca się w obu skłonność do AZS mnie mocno przed dodatkowa sierścią w domu stresowała. Dlatego też nie mogliśmy pójść do pierwszego schroniska i kupić pieska (w Niemczech schroniska działają inaczej niż w Polsce, zwierzaki się kupuje za cenę mniej więcej rocznego podatku i przez pierwszy rok jest się od niego zwolnionym. Cena podatku zależy od wielkości rasy, weterynarze także nie należą do najtańszych dlatego tutaj nie uświadczycie biegających bezpańsko piesków, a schronisko i jakakolwiek hodowla przy podpisaniu umowy mają prawo odmówić sprzedaży ze względu na niewystarczające warunki mieszkaniowe). Musieliśmy więc dobrze zastanowić się nad rasą jako, że zależało nam na tym żeby piesek był malutki i nie potrzebował wielkiej przestrzeni do wybiegania się, nawet w dniu w którym będzie musiał siedzieć w domu. Chciałam też, żeby była to rasa skłonna do nauczenia się załatwiania potrzeb do kuwety, bo wiedziałam że przy dzieciach może się zdarzyć taki dzień, że nie damy rady aż do wieczora z nim wyjść. Kolejnym bardzo ważnym punktem dla mnie jako matki były włosy zamiast sierści jako, że są mniej alergizujące- chciałam maksymalnie zmniejszyć ryzyko oddania pieska. No i przede wszystkim ważne było zdanie dziewczynek, bo w końcu plan był taki, żeby nowy towarzysz pojawił się w domu w okolicach urodzin Zuzy. Trafiło się idealnie, bo Zu wybrała sobie chihuahua- oczywiście do wyboru miała już wyselekcjonowane rasy piesków, spełniające większość naszych "wymogów". A później działało już tylko serducho, chociaż pierwotnie chcieliśmy długowłosego, to Fendi jako najmniejsza z całego miotu urzekła nas niesamowicie. Wszystkie pieski miały nie więcej niż długość moich dłoni czyli około 15cm ale ona była prawdziwą kruszynką. Była też jedynym uparciuchem, który nie chciał do nas podejść się pokazać. Jako, że stwierdziliśmy że piesek powinien mieć charakter jak jego pani to ona pasowała idealnie do naszej Zu:) Ale kiedy w końcu do nas podeszła i Robert ją wziął na ręce to musielibyście zobaczyć jak mięknie facetowi serducho, wiem że udusi mnie za to zdanie, ale naprawdę od dawna nie widziałam tego wzroku pełnego delikatności, strachu i czułości jednoczenie. Wtedy upewniłam się na 100% że to dobra decyzja i nie ma co dalej wybierać, bo to właśnie jest nasz nowy członek rodziny. Układało się wszystko po naszej myśli, bo dzień odbioru miał być dokładnie w dniu organizowanej przez nas imprezy urodzinowej dziewczynek, kilka dni po faktycznych urodzinach Zuzy. Ona wiedziała już, że dostanie pieska dlatego pomagała kompletować wyprawkę i miała w niej duże szanse się wykazać. Obawiałam się jednak jak zareaguje Bianca. W domu moich rodziców psa wolała oglądać przez szybę, jednak jest to mieszanka bernardyna i labradora czyli dla niej to bardziej konik niż piesek. I to całkiem co innego mieć takiego zwierzaka przez tydzień w dodatku za szybą a mieć go cały czas przez najbliższe 15-ście lat. Na szczęście nie takie życie straszne jak je malują i chociaż czasami trzeba uważać żeby jej nie zagłaskały na śmierć albo nie zamieniły w dzidziusia z którym w wózku jeżdżą po całym mieszkaniu (dobrze, że jeszcze nie odkryły tego że mogłyby ją ubierać w lalkowe szmatki) to jednak pierwsze co rano robią to sprawdzają czy Fendi ma pełną miseczkę i czy załatwiła się już do kuwety żeby to sprzątnąć. Zuza już nie raz przyszła do mnie z tekstem: "Mamo wiesz Fendiczka to jest mój przyjaciel, ja kocham ją bardzo mocno!" Jak widać nie zawsze kaprysy dzieci z prezentami w postaci zwierzątek muszą kończyć się w jeden sposób. I teraz jedyne czego się obawiam to tego, co będzie za te naście lat, kiedy będziemy się musieli rozstać.



Prześlij komentarz