Daję klapsa i mam spokój!

Ostatnio jestem taka nerwowa, że w ciągu kilku chwil dziewczynki są w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. I mam wrażenie, że one wykorzystują to jak się da i próbują przekroczyć wszystkie ustawione im granice. Zuza, jako ta starsza i sprytniejsza nadaje tonu zabawom, a Bianca dzielnie ją naśladuje. I potem stoją obie zadowolone na krzesełkach przed piekarnikiem... I szczerze, w takich sytuacjach resztkami rozsądku się hamuję przed daniem im klapsa...

Ale wiem, że to absolutnie niczego nie zmieni. A wręcz sama nauczę je że można bić, a przecież dokładnie to powtarzam miliony razy każdego dnia kiedy zaczynają się kłócić. No to jak to? Można czy nie można? W końcu w opinii społecznej klaps to nie bicie! Powiem Wam, że miałam ostatnio troszkę czasu żeby poczytać pewne artykuły i komentarze do nich! I chociaż już kilka razy ktoś ze starszego pokolenia zwrócił mi uwagę, że dałabym raz w tyłek i miałabym święty spokój. A za punkt honorowy podają "ja przecież tez dostałam/em pary razy od ojca/matki i od razu mi wszystkie głupoty wychodziły z głowy". Ja tez dostałam kilka klapsów w życiu i wiecie czego to nauczyło mnie i moje rodzeństwo? że kolejnym razem jak będziemy coś kombinować to albo zrobić to tak żeby rodzice nie widzieli albo zrzucić winę na drugiego. Czy taki był zamiar moich rodziców? Nie sadze. Bo chociaż z pozoru mogłoby się wydawać ze "nauczyliśmy się na błędach" i staliśmy się grzeczniejsi to był to jedynie strach! Strach przed kolejna kara i ewentualnym klapsem. A nie chcę tego samego uczyć moich dzieci. Nie chcę by czuły się w domu zastraszone i z tego powodu zachowywały się tak a nie inaczej. Chciałabym jak każdy rodzic, żeby były grzeczne i zachowywały się odpowiednio do sytuacji. Jednak nie można tego egzekwować biciem, co więcej myślę ze jest to także swojego rodzaju ograniczanie wyrażania emocji, które czuje dziecko. A żadna emocja nie jest zła, należy tylko wiedzieć jak ją okazywać. Ale zasady i reguły w domu powinny obowiązywać, bo z drugiej strony czeka na nas bezstresowe wychowanie, a mam wrażenie że to jeszcze gorsze... Oczywiście niestety nie jestem święta i zdarzyło mi się klepnąć obie, Bibi za to że prawie przegryzła Zuzi policzek, a Zuzię za to, że zrzuciła Fendi. Obie po tych zdarzeniach faktycznie przez jakiś czas były grzeczniejsze, ale podejrzewam że to dlatego, że były w szoku... A ja przez kolejne tygodnie musiałam uczyć je na nowo zasady, że przecież bić nie wolno. Bo tak! Klaps to JEST bicie! To nic innego jak oznaka słabości i braku argumentów dorosłego. Dorosłego, który sam sobie nie radzi z emocjami i złością, a oczekuje tego od kilkulatka. Niestety tak to wszystko jest skonstruowane, że dzieci dużo szybciej uczą się na podstawie tego co widzą, niż tego co próbujemy im wmówić, jednocześnie zachowując się całkowicie inaczej. I najgorszą karą jaką dostałam od razu po uderzeniu dziewczynek był strach w ich oczach i moje wyrzuty sumienia, które pogłębiły się jeszcze bardziej, kiedy Zuza przyszła i powiedziała mi wprost "mamo uderzyłaś mnie w pupę, a nie wolno bić Zuzi". Mimo, że od razu po zdarzeniu (i ochłonięciu) obie przeprosiłam za to co zrobiłam, to myślę, że w mojej głowie obraz ich oczu zostanie do końca życia. Teraz z kolei staram się ograniczyć krzyczenie, bo też niespodziewanie szybko przybrało na sile, nie tylko z mojej strony ale także dziewczynek wobec siebie. Oczywiście to normalne, że w niektórych sytuacjach podniesiony głos jest kluczowy, jednak kiedy krzyczy się prawie ciągle to w pewnym momencie przestanie on przynosić jakikolwiek efekt. Czyli idąc tym tropem następnie należałoby znaleźć coś innego co zrobi "wrażenie" na dziecku czyli idealnie prosta droga do bicia... I kiedy zauważyłam, że dziewczynki krzyczą do siebie o wszystko, używając przy tym niektórych moich haseł ("co ja do ciebie mówię?!" "ile razy mam powtarzać?" a już mistrzostwem jest usłyszeć z ust Zuzy z groźnym wyrazem twarzy i rekami na bokach "co mama powiedziała na ten temat, no pytam się co?!") to się przeraziłam. Chociaż za pierwszym razem jest to nieco śmieszne, to nie chcę myśleć co byłoby dalej. I tak wszyscy teraz oduczamy się krzyczeć na siebie i do siebie. Dlatego, za każde przewinienie dziewczynki idą usiąść na swoje łóżko i siedzą tak długo, aż same stwierdzą, że się uspokoiły i wracają do zabawy. A Zuza, która rozumie już coraz więcej, o dziwo nie stara się przyspieszyć "kary" i czasami gdy zapytam czy już się uspokoiła to sama odpowiada: "jeszcze nie, jeszcze jestem zła". I chociaż jest czasami ciężko, bo podniesiony głos póki co robi natychmiastowe wrażenie i "prośba" jest spełniana od razu to myślę, że to także nie jest odpowiednia droga do wychowania pewnych siebie, młodych kobiet, które będą potrafiły wyrażać swoje emocje w sposób adekwatny do sytuacji. Bo przecież one także kiedyś zostaną matkami...

A teraz kilka komentarzy, które mnie przeraziły po przeczytaniu artykułu...
Wszystkie komentarze pochodzą z portalu polki.pl spod artykułu na temat bicia dzieci.

P.S jaka jest Wasza opinia na ten kontrowersyjny temat?






1 komentarz

  1. Świadome i pełne refleksji podejście do wychowywania dzieci. Z taką mamą dziewczynki wyrosną na inteligentne emocjonalnie i zreflektowane istoty, potrafiące wejść w interakcję z każdym innym człowiekiem :) Pozdrawiam, MP

    OdpowiedzUsuń