SOCIAL MEDIA

środa, 31 sierpnia 2016

Przepis na idealne dziecko!

Zanim jeszcze zaszłam w ciąże miałam idealny obraz mojego macierzyństwa. Miało być pięknie, kolorowo, z grzecznymi dziećmi i idealnie posprzątanym domem. Miało być bez podnoszenia głosu, bez słodyczy, smoczka, chodzików i najgorszego zła jakie istnieje na świecie- jedzenia w słoiczkach! Oczywiście dotykanie telefonu, telewizja i bajki absolutnie zakazane do lat 3-ech co najmniej!

Jak urodziła się Zuza to pierwszym co poszło nie tak było karmienie piersią. Mimo próśb, błagania i płakania nie udało się i już. Jakoś przetrawiłam swoją pierwszą porażkę. Dodatkowo przez pierwsze dwa miesiące Susanne zasypiała na moich rękach kołysana i całowana. Wszystkie dzienne drzemki i całe noce spała na moim brzuchu. Za to od dnia, kiedy stwierdziłam, że jest coraz bardziej ruchliwa i zaczyna to być nieco niebezpieczne postanowiłam ją odkładać na noc do łóżeczka. A ona, bez żadnego płaczu zasypiała samodzielnie i skończyły się kołysania i tulenia. Nie ukrywam, że było mi wtedy żal i zrozumiałam nieodwracalny bieg czasu! Z Bianką było dokładnie tak samo, jedna noc i dziecko nie potrzebowało żadnego kołysania! W tym miejscu możecie zauważyć, że temat "przyzwyczajania do..." jest też mocno naciągnięty, chyba, że je kołyszecie i nosicie do 3-go roku życia :) Co do chodzika to możecie przeczytać osobny wpis na ten temat ale w telegraficznym skrócie jego magia urzekła mnie dosłownie na chwilę. Za to przy Biance absolutnie się nie złamałam i mam wrażenie, że chodzi dużo stabilniej niż Zu w jej wieku. Jestem z tego bardzo dumna!
Dziewczynki bardzo często chodzą w domu z plamką na koszulce lub spodniach, zgodnie z menu serwowanym w danym dniu, nie mam obsesyjnej mani czyszczenia ich od razu jak się pobrudzą. A z praniem to bym do końca życia się nie wyrobiła, gdybym miała im zakładać po 7/8 zestawów dziennie. Tym bardziej, że moje dziewczyny jedzą kiedy czuja głód, czyli w przypadku Bianki ciągle musi coś trzymać w ręce... Więc nieuniknione są okruszki bułki bądź przeżute kawałki marchewki zabunkrowane pod stołem w kuchni. Przynajmniej jestem spokojna, że gdyby coś mi się stało to nie umrą z głodu do czasu powrotu taty z pracy- żartuje oczywiście :) A swoją droga u Was tez czyste lustra maja w sobie magiczną sile przyciągania? Czy tylko u mnie zapala się na nich radar kiedy są czyste? Za to kiedy jest już na nich kilka warstw odciśniętych usteczek to wtedy się do niego nie zbliżają nawet i przez miesiąc, ale odejdź na krok jak je tylko wypolerujesz! To w dwie sekundy znajdzie się tam czyjś odcisk paluszka!

Ale przyznam Wam się do mojej kolejnej wychowawczej porażki, która ostatnio najbardziej leży mi na sercu. Ponad miesiąc temu cieszyłam się jak szalona, że Bianka bez problemu porzuciła smoczek, a w planach układałam sobie już jak będzie wyglądać kolejny krok do samodzielności czyli odstawianie pampersów. U Zuzy trwało to jakiś tydzień zanim się przyzwyczaiła do nowej- "bezsmoczkowej" sytuacji, dlatego że było to później (około 17-ego miesiąca), a podobno w tej sytuacji każdy dzień to dodatkowy ciężar. Ale kiedy kilka dni temu o mało co nie przegryzła starszej siostrze policzka stwierdziłam, że jednak ten zniesławiony smoczek to jednak nie takie zło. Oddałam wiec i póki co poczekam aż jej się wybija dwójki... Chociaż na szczęście obie moje dziewczyny smoczka używały/ją tylko w czasie spania. Może też dlatego nie mieliśmy tak dużych problemów przy wyrzuceniu jak niektóre mamy mi opowiadają. 
Jest wiele aspektów wychowania w których siebie zawiodłam. Zdążył się klaps, zdarza mi się krzyczeć, zdarzyło mi się szarpnąć jedną i drugą. Mimo wszystko dziewczynki żyją, mają się dobrze, a ja nie uważam siebie za wyrodną matkę. Obie każdego ranka wchodzą do mojego łóżka żeby się przytulić czyli myślę, że nie ma tak źle. Jestem człowiekiem i też mam swoje granice cierpliwości, wytrzymałości i odpowiadania na każde "mamooooo". Chociaż przyznaje, że czasami kiedy je wołam setny raz to na ich "mamo cooo?" chciałoby się odpowiedzieć "gów..o!" 
Podsumowując można mieć w głowie idealny, wypracowany i dokładny obraz macierzyństwa, wychowywania dzieci i miliony teoretycznych koncepcji. Ale później  zjawia się mały brzdąc, który stopniowo wszystko przekreśla grubą, czerwoną linią i to co tak starannie planowałaś możesz sobie włożyć w nos! Dla niego najważniejsze jest to ze okazujemy mu nasza miłość i szacunek. A to, ze pozwolisz mu zjeść dwie kostki czekolady a nie jedna jak zakładałaś to myślę, że jest warte tego słodkiego czekoladowego buziaka, który dostaniesz w nagrodę (no i oczywiście ulubiona koszulka do prania).

P.S My już powoli szykujemy się do jesieni i zimy, chociaż ostatnio temperatura przekracza 30 stopni!


1 komentarz :

  1. O tak, z moim pięciolatkiem to ostatnio nie da sie wytrzymać a tez zawsze myślałam ze moje dziecko bedzie ułożone i bardzo grzeczne. Ale kocham go najmocniej na świecie.

    OdpowiedzUsuń