Ciężki temat

W czasie naszego urlopu w Polsce wiele osób znajomych lub z rodziny pytało mnie o sytuację z uchodźcami. I chociaż nie lubię się wypowiadać na takie tematy publicznie to zrobię dzisiaj wyjątek. Po pierwsze uważam, że świat nie jest tylko biało-czarny. W każdej dziedzinie życia mamy różnego rodzaju wyjątki i odstępstwa od normy.

Dlatego widząc jakiegokolwiek Turka bądź Turczynkę nie uciekam co sił w nogach, bo musiałabym nie wychodzić z domu nawet na balkon- nasi sąsiedzi też są Turkami. Oczywiście staramy się trzymać rękę na pulsie i unikać większych zgrupowań, ale nie jest to jednoznaczne z tym, że jesteśmy w stanie uniknąć niebezpieczeństwa. Na początku tego roku zdarzyło nam się pojechać do centrum i zostać poproszonym o wyjście z galerii ze względu na głuchy telefon z podejrzeniami o podłożeniu bomby. Jednak myślę, że co ma być to będzie. I choćbyśmy siedzieli cały dzień w domu, to i tak może zdarzyć się coś, co zmieni nasze życie. Co do samych uchodźców, to w mieście mamy bodajże 3 ośrodki gdzie są zakwaterowani. W jednym z nich Robert miał okazje pracować i stwierdził, że poza strasznie irytującym zachowaniem dzieci i młodzieży, nie było widać w nich żadnej agresji czy cwaniactwa przedstawianej w mediach. Jednak zauważył, że wielu z nich na pewno nie uciekało przed wojną, a raczej w poszukiwaniu lepszego życia. I byłabym straszną hipokrytką gdybym stwierdziła, że z tego powodu nie mają tutaj prawa pobytu, bo w gruncie rzeczy sama jestem imigrantką ekonomiczną. Oczywiście nie namawiam nikogo do zmiany poglądów na ich temat, bo sama też się obawiam jak to się dalej potoczy, ale mimo wszystko nie wrzucajmy ich do jednego worka. W przeciwnym razie nas Polaków też należałoby traktować jako pijaków i złodziei, bo przecież taka opinia kiedyś o nas krążyła. Jak oceniają polskie kobiety możecie się domyślić, ale przykre jest to, że niestety tak większość Polek na zachodzie się zachowuje. Zostawiają rodziny w Polsce, a tutaj bawią się niczym psy spuszczone ze smyczy! Za to teraz coraz więcej Niemców zaczyna nas cenić za pracowitość i dokładność. A wbrew pozorom to Polki uważane są przez nich za najlepsze kandydatki na żony. Dlatego uważam, że nikogo nie powinno traktować się jedną miarą! Ale wiecie co? Jest jedna rzecz której strasznie zazdroszczę tym wszystkim Turkom i Syryjczykom! Tego, że oni wszyscy trzymają się razem. Nie ma szans żebyś zaczepił Turka, a drugi widząc to nie zareagował! Niezależnie czy się znają czy nie. Mają niesamowite poczucie przynależności do swoich rodaków! I tego nam niestety bardzo brakuje. Tutaj drugi Polak utopiłby cie w przysłowiowej łyżce wody. Będziesz jego najlepszym przyjacielem dopóki będziesz od niego gorszy. Jednak kiedy zaczyna ci się powodzić to nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego w jaki sposób próbuje Cie zniszczyć. Mamy bardzo dziwna cechę, która jest szczególnie widoczna właśnie na emigracji. Jest to zawiść drugiemu rodakowi. Nie rozumiem tego, dlaczego nie potrafimy cieszyć się że komuś się coś udało, że coś osiągnął ciężka praca czy nawet że wygrał w lotto. Nie! Zawsze tłumaczymy od razu: bo on miał łatwiej, bo ma znajomości, bo się przespała z szefem,  doszedł do tego nieuczciwie, na pewno to ukradł... A potem się dziwimy, że tak nas tutaj traktują. Sami sobie robimy niedźwiedzią przysługę. Tak tworzą się fałszywe opinie, czy to na temat Polaków, Turków czy Niemców. Przez pryzmat jednej osoby, jednego konkretnego przypadku wydajemy osądy na temat całej nacji. I koło się toczy...


2 komentarze

  1. Nas też każdy się pyta, czy się nie boimy, ale jak na razie nic się nie dzieje, a złe rzeczy mogą nas spotkać wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze to samo pytanie, o uchodźców. Ostatnio w Polskich mediach wszelkie informacje z Niemiec dotyczą wyłącznie tego tematu, nic dziwnego, że Polacy drżą na samą myśl o islamie. Może to taka celowa polityka, żeby ograniczyć emigrację. Trudno krytykować polskie media, że nie trąbią o dobrych warunkach pracy, opiece medycznej i socjalnej w Niemczech, bo każdy kto może, wyjechałby z kraju. A tak to Polacy mogą czuć się bezpieczniej, bo w ich kraju nie ma uchodźców i są "mądrzejsi" niż ich koledzy emigranci pchający się w objęcia potencjalnych zamachów.
    To logiczne, że przestępczość jest zawsze większa w biedniejszych dzielnicach, a że wielu emigrantów czy uchodźców to ludzie biedniejsi niż przeciętny Niemiec, tak więc prędzej można się od nich spodziewać rabunku czy innego czynu zabronionego niż od rdzennych mieszkańców Niemiec. Ale większą szansę na utratę życia czy pieniędzy mamy w biedniejszej dzielnicy Nowego Yorku niż np. w Berlinie. Warszawa też ma takie dzielnice, które lepiej omijać. I to jest słowo klucz - omijanie. Jeżeli wiemy, gdzie łatwiej znaleźć guza, to tam nie chodźmy. Minimalizujemy ryzyko. W biały dzień w przeciętnej części miasta szansa na kłopoty jest porównywalna ze strony dzikich muzułmanów, Polaków spod granicy przyjeżdżających na drobne rabunki oraz wszelkich innych mieszkańców świata.

    OdpowiedzUsuń