4 lata

W ciągu kilku lat odkąd jestem z Robertem już kilkanaście razy usłyszałam jakim to mój mąż jest pantoflarzem. Poważnie? Tylko dlatego, że jest w stanie mi zaufać w ciemno. Tylko dlatego, że czasami bez okazji przyniesie mi kwiatki czy śniadanie do łóżka. Tylko dlatego, że woli wolny czas spędzać ze swoją rodziną niż kumplami. Tylko dlatego, że staramy się kompromisem, a nie dyktaturą, osiągać kolejne etapy w naszej relacji. I w końcu tylko dlatego, że jeszcze jesteśmy razem. 

Wszyscy, którzy mnie znają wiedza, że mam trudny charakter i jak się na coś uprę to nie ma szans żebym zmieniła zdanie. Decyzję o małżeństwie podjęliśmy po kilku miesiącach znajomości ale ja wiedziałam, że jeśli piszę się na coś takiego to tylko raz i na całe życie. Konsekwencją włożenia dwóch skrajnych osobowości do jednego mieszkania są oczywiście spięcia ale wszystko zależy od naszego nastawienia i chęci. I uwielbiam te wszystkie rady, które dostawaliśmy od "życzliwych" nam osób, jak powinniśmy postępować w danych sytuacjach. Myślę, że czasami taka rada mogłaby być pomocna gdyby nie to, iż sami radzący nie potrafią się uporać z własnym życiem, nie mówiąc już o jakichkolwiek związkach... I tak potem właśnie dowiadywałam się, że powinnam być tylko cichą myszką, robiącą pod dyktando męża. A my utrzymujemy nasz związek małżeński na zasadzie partnerstwa. Ale potem te momenty, kiedy mój mąż ufa mi całkowicie i pozwala mi robić według mojej wizji są określane mianem braku męskości. Są pewne aspekty życia, które dla Roberta nie mają większego znaczenia, a za to dla mnie są bardzo ważne i doceniam to, że w takich chwilach pozwala mi przejąć pałeczkę. I do tego należy na przykład wygląd naszego mieszkania. Robert nasłuchał się jaki to on jest biedny, że przez 3 tygodnie, w czasie gdy my się świetnie bawiłyśmy na urlopie, on siedział i po pracy remontował pokój. Ale my już się na to uodporniliśmy i wiemy, że te wszystkie zawistne osóbki starają się jak najwięcej namieszać w naszym związku. Z mottem wręcz wypisanym na czole "dlaczego wam ma być dobrze, skoro może być tak źle jak mnie". I staramy się jak najbardziej odseparować od takich wampirów energetycznych, bo nie tylko nic nie wnoszą swoją znajomością to jeszcze zabierają nam radość życia. Na szczęście poznajemy coraz więcej młodych par, które są na podobnym etapie jak my i także przyjmują zasadę, że o związek muszą dbać obie strony równie mocno! 

P.S dzisiaj mija dokładnie 4 lata odkąd się pierwszy raz spotkaliśmy i nadal jestem w szoku, jak zwykły przypadek potrafi zmienić życie.

Brak komentarzy