Monday morning

Uff znowu zniknęłam na kilka dni ale tylko dlatego że mieliśmy długi weekend. Dodatkowo, tutaj obchodziliśmy 5-go maja Dzień Ojca, a wczoraj 8-go Dzień Matki. Dlatego w czwartek wybraliśmy się do Holandii na długi spacer- oczywiście, ja-geniusz, zapomniałam naładować baterię w aparacie, dlatego zapomnijcie o jakichkolwiek zdjęciach.


W piątek mieliśmy kilka spraw do załatwienia, a później byliśmy na zakupach. No i naturalnie nie mogę nie wspomnieć o tym, że moje przeczucie kolejny raz mnie nie zawiodło i czekamy na małą Królewnę! Nie, nie nasza (Robert pewnie rzuciłby się pod pociąg), ale cieszymy się niesamowicie, że rośnie kolejna panienka do naszego towarzystwa. W sobotę zrobiliśmy więc mini domówkę, by nastawić przyszłych rodziców na to co ich czeka. O dziwo wyszli zadowoleni i w świetnych humorach- albo idealnie się kamuflowali :) W niedzielę poszliśmy na festyn- Zuzia miała ochotę wejść na każdą karuzelę i oczywiście razem z Bibi wybrały sobie po balonie-ale nawet to nie zapobiegło kłótniom który będzie dla której. Później, by wymęczyć dziewczyny odwiedziliśmy jeszcze plac zabaw. Dlatego wczoraj mieliśmy pierwszy od dawna spokojny wieczór, bo Zu sama od siebie poszła spać już przed 20-stą! Pogoda nam dopisywała przez te kilka dni dlatego staraliśmy się ją maksymalnie wykorzystać. Ale ponieważ dzisiaj R jest już w pracy, dziewczynki po weekendzie szaleństw wracają do normalności. A mama oczywiście do obowiązków no i blogowania!



Brak komentarzy