Przepraszam - musiałam

Bardzo rzadko wypowiadam się głośno na temat tego co się dzieje wokół. Uważam, że każdy ma prawo mieć swoje zdanie, ulubioną partie, dokładnie tak samo jak ulubiony film czy aktora. Ale to co się dzieje w Polsce w związku z programem 500+ to jest jakaś paranoja. I wcale nie chodzi mi tutaj o bojkotowanie partii rządzącej (bo swoją drogą poglądowo z pewnością jest mi z nimi bardziej po drodze niż z opozycją). Mam na myśli zachowanie ludzi. Nie było nic - źle bo "bieda i państwo nie jest prorodzinne". Wszedł projekt ustawy - hurra! Ale zaraz potem: "dlaczego nie na pierwsze dziecko?", "czym różni się pierwsze od następnego?", "dlaczego pierworodne jest gorzej traktowane?", "bez pierwszego nie ma kolejnego”.

I tak, to wszytko prawda- wszystkie dzieci są równe i winny być traktowane tak samo. Jednak zaraz potem jak wyszło, że pieniążki (i to nie mało), dostanie także słynna matka 6-rga dzieci, która na koncie ma kilka zer więcej, to oburzenie narodu "jak to możliwe?!". I nagle okazało się, że jednak istnieje jakiś podział dzieci. "Czyli ten biedny, bezrobotny, nie odprowadzający podatków mający 6-ro dzieciaków tatuś (alkoholik?) dostanie tyle samo co pani xy? Jak to tak? Jemu to musi starczyć na wszystko, a jej pewnie tylko na waciki." Ale nikt nie zwrócił uwagi na to, że ten alkoholik dostanie te pieniądze z podatku wpłaconego do Skarbu Państwa właśnie przez panią xy. To są pieniądze dla dzieci, a nie na waciki lub przeżycie ich rodziców! Pieniądze, które winny być wykorzystane na poprawę jakości ich życia... A same dzieci nie powinny się rodzić po to, by na nich zarabiać. Skoro decydujesz się na dziecko powinieneś wiedzieć czy cie na nie stać i czy możesz mu zapewnić pewien poziom życia. Pracując w pewnej znanej sieci sklepów nie raz byłam świadkiem, kiedy przychodzili "rodzice" z kartą, której właścicielem był MOPS. W okresie kilku godzin kilkanaście razy słyszałam "skasuje pani tę wódeczkę, a i jeszcze papieroski do tego, ale dzisiaj te lepsze bo rodzinne przyszło". A dzieciak chcący gazetę z "super fajnymi naklejkami" musiał ją odłożyć, bo "nie ma pieniędzy na takie pierdoły". I te 500 złotych powinno być właśnie na takie "pierdoły" - mało ważne dla dorosłego, a dla dziecka będące zajęciem na cały dzień, a powodem do radości przez najbliższy tydzień. I jak myślicie kto lepiej wykorzysta to 500 złotych?
Wiecie, moim zdaniem każde dziecko powinno dostać "swoje" 500zl i całkowicie to popieram (bo w takim wypadku sama bym się na nie nie załapała- jako pierworodna, a mój mąż w ogóle nie mógłby o nim słyszeć- jako jedynak), to jednak zamiast cieszyć się, że w końcu zaczyna się coś poprawiać i Polska staje się krajem coraz bardziej prorodzinnym nie tylko na papierze ludzie doszukują się nowych problemów. Czyli wniosek z tego taki lepiej było zostawić wszystko tak jak było i nie byłoby też kłopotu. Całe szczęście, że nas osobiście to nie dotyczy.


Brak komentarzy