SOCIAL MEDIA

sobota, 13 lutego 2016

Camel coat.

Zauważyłam po kilku pobytach w Polsce, że nasza torba na drogę powrotną zawsze jest mocno przeładowana. O ile nie robi to różnicy kiedy jedzie się samochodem, to jednak lecąc samolotem oznacza to kolejne koszta. Dlatego teraz postanowiłam zapakować walizkę tak, by już nic w niej nie zmieścić. Jednak już po godzinie od przylotu polowa moich ubrań się rozpłynęła- a to w łapkach mojej Siostry, a to Mamie wpadło coś w oko.

Także z postanowienia, że nie robimy w Polsce zakupów nici, a dziewczynki dostały kolejną partię ubranek ;) Wylatując zostawiliśmy tutaj 14 stopni i szczerze spodziewałam się też mniej więcej podobnej pogody w Polsce. Przeliczyłam się i to mocno. Co prawda nie było -10 ale bynajmniej ciepło też nie było. Na chwilę pojawił się nawet śnieg ku uciesze dziewczynek... Dlatego płaszcz był obowiązkowy! Chociaż ciężko mi się było do niego przekonać (przy moich 160cm we wszystkim dłuższym niż do kolan czuję się jak krasnoludek), to jednak uratował moje nerki kilkakrotnie w ciągu tego tygodnia, więc chyba spojrzę na niego życzliwszym wzrokiem.

płaszcz- Zara, sweter- Stradivarius, spodnie- Zara, buty- H&M, torebka- Michael Kors


2 komentarze :

  1. dlaczego taka poważna mina? uśmiechnij sie bo ładnie ci z uśmiechem na twarzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki- bardzo nie lubię siebie na "uśmiechniętych" zdjęciach ale postaram sie :)

      Usuń