SOCIAL MEDIA

środa, 6 stycznia 2016

Dieta? Jaka dieta?

Zu od rana nie w sosie. Ledwie otwiera oczy - "mama ciastko". Na odmowę serwuje 12-sto minutowy koncert wymuszonego płaczu. I dobrze, że nie wie, że gdyby powrzeszczała jeszcze z 3 minuty, to dostałaby wszystko co chce, byle tylko moje uszy mogły odpocząć od tego krzyku. Niecałą godzinę później: "mamuś łącz bonki"- "Nie Zuziu nie włączamy Minionków, idź pobaw się klockami albo porysuj w książeczce". "Nie ce!" - kolejny koncert. Tym razem tylko 9 minut, bo zauważyła leżącą w kącie piłeczkę.
Pół godziny później Bibi siedzi grzecznie na kanapie i bawi się książeczką, Zuzia wskakuje do niej i ciągnie ją za rączkę, nerwy przekraczają ostateczną granicę- "Zuzia nie wolno!" Kolejny wrzask. Moje uszy krwawią, a to dopiero 11:30, wiec do wieczora czeka mnie jeszcze z siedem aktów... Parę sekund później obrażona podchodzi do mnie: "mama uśtu daj!" I chociaż w pierwszym momencie mam ochotę ją udusić to ściągam huśtawkę z szafy i przez 10 minut huśtam ją. Później wyciągam ją tłumacząc, że mama nie może z nią siedzieć, bo trzeba dać Bibi drugie śniadanie. Kolejna muzyka dla mych uszu... Życie jak w operze moi państwo! Ale potem cichutko staje w drzwiach kuchni i czeka aż ją zauważę. Z tyłu głowy zapala się czerwona lampka i próbuję nastawić się na następne minuty krzyku. Szybko zaczynam się prześcigać w wymyślaniu powodów nowego występu. W końcu oddycham głęboko 2 razy i patrzę na to moje dziecię z pytającym wzrokiem. "Mamuś kociam Cie!" i rozpoczyna bieg o złoty medal w moim kierunku. Na koniec wiesza się na moją szyję, a ja już nie pamiętam o tym, że rano o mało nie zakleiłam jej buzi taśmą. Łezkę zbierającą się w kąciku oka szybko przecieram, daję jej buziaka i wypuszczam, bo już się wierci- no tak, co za dużo to nie zdrowo. Potem następuje cudowny moment - obie idą na drzemkę :) Ogarniam mieszkanie, trochę prania, trochę poodkładania rzeczy na swoje miejsce - siadam w końcu na kanapie, śniadanie w ręce. Patrzę na zegarek - 15:05, taaak... sama sobie panią- śniadanie w porze obiadu... Ledwie wkładam łyżkę z płatkami do buzi a tu słyszę ciche pomiaukiwanie- Bibi będzie jeść obiad. Szybko ewakuuje ją z pokoju żeby nie obudziła Zuzi. Zu budzi się po 15 minutach czyli dokładnie wtedy, kiedy jej młodsza siostra kończy jeść. Czyli teraz obiad dla starszaka. Po drodze dziabnie jeszcze trochę płatków z miseczki stojącej na stole... No tak, przecież w sumie mogę zjeść śniadanie na kolację, a co! Ale nie narzekam. "Kociam cię" zdarza się coraz częściej, koncerty trwają coraz krócej, a moja waga leci w dół, że nawet Robert zauważył, że coś mnie ubywa! A jutro może nawet pozwolę jej zjeść na śniadanie kilka ciastek to i ja załapię się na zjedzenie pierwszego posiłku szybciej niż o 18-stej. Ale jeśli ktoś potrzebuje radykalnej diety to polecam dwójkę dzieci z małą różnica wieku albo zapraszam do siebie. A ja w tym czasie pojadę sobie do pewnego fast foodu po podwójny powiększony zestaw. I od 3 lat pierwszy raz zjem go ciepły :) 


Prześlij komentarz