Merry Merry!

Po ciężkich 3-ech tygodniach siadam w końcu przed komputerem i pisze post. Ręce mi opadają, bo jeszcze przed chwilą musiałam umyć wylizane przez Zu ( 7-my raz od wczoraj) okno. Ale w końcu zaczynamy święta. Prezenty już od tygodnia kusza, żeby w nie zajrzeć, pierniczki pachną i uśmiechają się : "zjedz mnie, dietę zaczniesz od poniedziałku", nasza maleńka żywa choinka roztacza swój mały czar i zapach(!) na wszystkich wokół, a głośników cichutko graja kolędy.


Darowanemu... bla bla bla

No dobra, będę wredna. Nawet bardzo wredna ale czasami nie da się inaczej. Po przeczytaniu pewnego tekstu (dziękuje Aniu!) naszła mnie refleksja na temat podziału ludzi ze względu na przynoszone przez nich prezenty. A jako, że coraz większymi krokami zbliża się Boże Narodzenie czyli czas obdarowywania się prezentami to myślę, że jest to temat jak najbardziej aktualny. Lubię dostawać prezenty jak chyba każdy i chociaż jestem bardzo wybredna, to staram się cieszyć z wszystkiego nawet jeśli sam prezent nie za bardzo leży w moim guście. Doceniam czas poświęcony na wybór i każde pieniążki wydane na moją osobę. Jednak czasami..., czasami po prostu się nie da...