SOCIAL MEDIA

czwartek, 12 listopada 2015

Mama to dalej kobieta.


Po ostatnich zakupowych szaleństwach moja kosmetyczka zawiera już prawie wszystkie rzeczy, które powinny się w niej znaleźć. Chociaż jeszcze wiele kosmetyków jest na mojej "wish liście" to jednak te ważniejsze leżą już na półce - odpowiednio wysoko, by Zuzia nie zabawiła się z nimi tak jak z moim pudrem...
Ostatnio zakochałam się w szminkach M.A.C-a, ich trwałość jest niesamowita. Można normalnie funkcjonować przez cały dzień i nic się nie dzieje. Jedzenie, picie i buziaki im nie straszne. Jedyny ich minus jest taki, że ciągle chce się ich więcej. Póki co testuję pomadki w wersji mat (Russian Red, Kinda Sexy), ale już mam ochotę na błyszczyk nude. Poza tym uwielbiam szminkę Chanel (Rouge Coco Shine-Suspese), chociaż w czasie ciąży musiałam z niej zrezygnować bo jej zapach był dla mnie zbyt intensywny to jednak teraz do niej wróciłam. Błyszczyk Dior Addict (numer 311), to genialne rozwiązanie gdy nie chce mieć koloru na ustach.


 Krem CC Nude Magique z L’Oréal, korektor True Match (u mnie odcień 3- Cream) - L’Oréal i bronzer z Manhattan to moje niezawodne trio wtedy, gdy 5 minut musi być 5-cioma minutami. Jednak gdy mam trochę czasu na make up - czyli wtedy kiedy dziewczyny śpią dłużej niż 20 minut, lub szykuje się jakieś większe wyjście to wtedy uwielbiam kombinować z paletką do konturowania. Ze wszystkich rzeczy to właśnie ją najtrudniej było zdobyć, bo niestety nigdzie nie można jej dostać stacjonarnie. A bardzo nie lubię ryzykować z kosmetykami, gdy nie mam pewności co do odcieni lub dopasowania do mojego rodzaju cery. Ale na szczęście trochę adrenaliny się opłaciło i paletka AnastasiaBH (Medium) znalazła się w moich chytrych łapkach. Zachwycam się nią ilekroć ją otwieram! 


 Co do kosmetyków oczu - w tej kwestii jestem laikiem. Nie za bardzo lubię mieć na powiekach coś innego niż delikatny brąz, bo wydaje mi się że wyglądam po prostu śmiesznie... I chociaż marzy mi się mega mocny smoky eye lub odlotowy kolor to jednak póki co zostaje w swojej strefie komfortu. Moja ukochana paletka, trochę już zużyta, to Bobbi Brown - Shimmer Brick Eye Palette - Sequin. Mam chętkę na cienie Urban Declay, ale muszę jeszcze troszkę zużyć te, bo już słyszę w głowie głos Roberta: "Przecież to są te same kolory, to po co druga?!". Co do brwi to długo szukałam czegoś dobrego, trwałego i odpowiadającego mi kolorystycznie. Nie lubię zbyt długo siedzieć nad brwiami, dlatego zazwyczaj wybierałam kredki ponieważ niestety większość cieni oferowała brąz, który był dla mnie zbyt jasny lub czarny. Moje włoski faktycznie są bardzo ciemno brązowe i pewnie dużo łatwiej byłoby trzasnąć sobie czarnym ale wyglądałabym pewnie jak córka rodziny Adamsów.W końcu znalazłam coś co jest prawie zbliżone do tego co chciałam. To zestaw BROWzings w odcieniu medium od Benefit. Zestaw zawiera wosk, cień, dwa pędzelki i pęsetę. Co do rzęs to stosuje ten tusz z L’Oréal już od paru lat, dla mnie jest niezastąpiony - Volume Million Lashes excess w wersji wodoodpornej. 



 Największe braki póki co mam w sferze "pędzelkowej". Brakuje mi jeszcze kilku egzemplarzy do szczęścia ale najpotrzebniejsze produkty już mam. Do pudru sypkiego, cieni do powiek mam z Inglota (puder-nr 15DJF, cień-nr 11S), do rozmywania kontur - Zoeva 227 Luxe Soft Definer. Co do Beauty Blender'a początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona, jednak nie żałuję ze go kupiłam. Jest genialny i pewnie w najbliższej przyszłości kupie jeszcze jego mniejsza wersje. 




K.

Prześlij komentarz