6 miesięcy

To niemożliwe, że już dzisiaj moja Kruszynka kończy pół roku! Nie będzie odkryciem jak powiem, że nie mam pojęcia gdzie jest ten czas... Pamiętam tylko kiedy zauważyłam, że zaczyna głużyć, a potem potoczyło się już lawinowo. Co dzień to nowe minki i nowe doświadczenia. Każdy dzień jest potwierdzeniem słuszności mojej decyzji o narodzinach.

Kiedy w 20-stym tygodniu ciąży dowiedziałam się, że istnieją ogromne szanse na to że w każdej chwili mogą przestać funkcjonować nerki i właściwie to nie wiadomo czy będzie zdolna sama żyć, słysząc najgorsze słowa w życiu "To co usuwamy? Będzie po problemie." dałam wtedy Bibi delikatnego kuksańca w brzuch i kazałam jej obiecać, że będzie silna, że będzie walczyć o siebie! W zamian obiecałam to samo z mojej strony. I opłaciło się chociaż stresu było co nie miara. Urodziła się i już od pierwszego dnia udowadniała, że jest silnym dzieckiem, że moja decyzja była jedyną słuszną! A teraz leży obok mnie mały bąbelek, który wlepia swoje cudne niebieskie oczka w komputer i uśmiecha się jakby wiedziała o czym piszę. I chociaż czekam jeszcze na magiczne pierwsze "mama" to wiem że lada chwila i ono nastąpi. Podobnie jak pierwszy ząb, pierwszy samodzielny kroczek i miliony innych pierwszych razów. Wiem, że nasza wspólna przygoda dopiero się zaczyna, bo mam przed sobą upartość, zawziętość i chęć zdobycia wszystkich zamierzonych celów przekazaną od najbardziej upartej osoby jaka znam - siebie samej.


Brak komentarzy