Bo klapnięte uszko mam...

Ostatni miesiąc był niesamowicie intensywny i ważny w naszym życiu. Pojawiły się tylko dwa wpisy i potraktowałam bloga trochę po macoszemu. Przede wszystkim dlatego, że byliśmy na urlopie- który okazał się bardziej pracowity niż reszta wakacji.

Nasza Bianca została ochrzczona, a moi rodzice świętowali 25-lecie małżeństwa. Będąc przez ten krotki czas w Polsce musieliśmy koniecznie nadrobić spotkania towarzyskie, bo wszystkie ciotki chciały poznać naszą małą kruszynkę i zobaczyć jak wyrosła Zuzia (a urosła niewiele). Na dodatek zaraz po przyjeździe przygotowywałam się do urodzin Roberta i zwyczajnie nie miałam kiedy napisać chociaż krótkiej notki. Teraz ogarnęłam mieszkanie po imprezie urodzinowej, a już muszę zacząć szykować się do kolejnej. W końcu nasza Susanne kończy 2 latka! Niestety wczoraj wieczorem coś dziwnie zaczęła się nam snuć po mieszkaniu i okazało się że ma gorączkę... Całą noc spaliśmy po 10-20 minut. Do rana gorączka na szczęście spadła ale dzisiaj kichają już obie, także widzę, że najbliższe dni znowu będziemy działać jako domowy szpital.



Brak komentarzy