O co chodzi z tym chodzikiem?

Jak to w końcu jest? Chodzik dobry czy zły? Temat równie kontrowersyjny jak "karmienie piersią czy mm", "poród naturalny czy cesarka" i "szczepić czy nie?

Zacznę od początku. Chodzik dostaliśmy od znajomych jeszcze przed urodzeniem się Zuzi. Byłam po kilkunastu lekturach każdej "perfekcyjnej mamy". I zgodnie ze wszystkimi zaleceniami byłam na nie. Upierałam się, że nie będę krzywdzić dziecka i przenigdy jej nie włożę do tej machiny. Przecież każde dziecko w swoim tempie rozwija tę bardzo trudną sztukę jakim jest chodzenie. Postanowiłam, że nie i koniec, kropka. Aż do pierwszego razu... Ponieważ był kolorowy i miał mnóstwo różnych dodatków Zuzia zachwyciła się i przez kilka minut dziecka nie było. W tym czasie byłam wstanie ogarnąć mieszkanie lub ugotować obiad. Był to ratunek na odklejenie jej łapek od mojej szyi, a co za tym idzie bezpieczniej było ją włożyć do chodzika na kilka minut niż ryzykować poparzenie tryskającym tłuszczem. Na całe szczęście opanowałam się w odpowiednim momencie, bo z 5-ciu minut dziennie zrobiło się 15. Przecież pranie, naczynia i milion niecierpiących zwłoki rzeczy się piętrzyło. A Zuzi chodzik podobał się szalenie. Siedziała grzecznie i cichutko się bawiła. Wciągało to jak zakazany owoc. Był to okres kiedy Zuzia samodzielnie już siedziała i wstawała. Żeby była jasność moje dziecko nie nauczyło się w chodziku chodzić- służył nam jedynie na chwilowe odseparowanie mojego kręgosłupa od jej ciężaru i był z pewnością mniejszym złem niż ewentualne poparzenie. Ale jak mówię, na szczęście się opanowałam i chodzika już nie ma. Nie polecam chodzików jako sposobu na naukę chodzenia (pchacze też u mnie odpadają). Uważam, że zaburzają rozwój ruchowy dziecka - gdy rodzice chcą na siłę przyspieszyć, bo przecież "koleżanki dziecko chodziło już w wieku 5 miesięcy!", lub mogą go opóźnić kiedy maluch samodzielnie stawia pierwsze kroki i powinien mieć jak najwięcej swobody do poznawania świata. Myślę, że u nas też tak mogło być. Możliwe, że Susanne chodziłaby samodzielnie już w 9 miesiącu a nie 10/11. Dodatkowo udowodniono wpływ więzienia dziecka w chodziku na jego rozwój intelektualny. Myślę, że przy Bibi zrezygnujemy z zakupu - proszę wszystkich naszych znajomych o nie sprawianie nam takiego prezentu ;) Jednak nie twierdzę, że w sytuacji awaryjnej znowu bym nie popełniła tego "wykroczenia".
Dlatego jestem zdania, ze wszystko jest dla ludzi ale musi zostać użyte z rozsądkiem. W końcu to co otacza nas, a szczególnie nasze dzieci powinno nam pomagać a nie szkodzić.

Brak komentarzy