Autyzm po szczepionce?

Na specjalne życzenie pewnej przyszłej Mamusi jeszcze raz publikuje tekst ze starego bloga na temat szczepień!

Muszę przyznać, że wpływ macierzyństwa na moje granice cierpliwości jest niesamowity. Stale je poszerza i pozwala mi na spokojne obserwowanie pewnych zachowań. Jednak, kiedy ktoś zarzuca mi, że świadomie krzywdzę swoje dziecko i narzuca swoje poglądy to wtedy robię się niczym lwica broniąca swoich młodych. Niestety zauważyłam, że coraz więcej młodych (i nie tylko) mam uważa, że pozjadało wszystkie rozumy. Ostatnio tematem numer jeden wśród mamuś mieszkających tutaj w Niemczech jest temat szczepień. Co więcej matki szczepiące, takie jak ja, uważa się za trucicielki swoich dzieci. Ponieważ świadomie doprowadzają do możliwości wielu powikłań poszczepiennych lub/i autyzmu u dzieci... Najbardziej jednak dziwi mnie fakt, ile dorosłych kobiet- mam, które są przeciwko, uważa, że szczepionka stanowi totalną ochronę przed danym wirusem- coś w stylu antidotum. Domyślam się, że zakres mojej wiedzy biomedycznej jest sporo mniejszy od wykształconych lekarzy i pewnie nigdy nie zostanę panią doktor (choć różnie to w życiu bywa) ale całe życie sądziłam, że szczepionka jest właśnie dostarczeniem do organizmu odpowiednio słabego antygenu danej choroby, tak aby organizm mógł sobie z nim poradzić i zapamiętać jaki typ zwalcza danego intruza. Aby w razie prawdziwiej infekcji układu odpornościowego mógł szybciej wytworzyć odpowiednie przeciwciała. Jeśli się mylę to mnie poprawcie i obiecuje, że się dokształcę w tej dziedzinie. Jednak upieranie się przy tym, że pozwalając dziecko zaszczepić świadomie je podtruwam to chyba lekka przesada. Podobno też do szczepionek dodawane są resztki zarodków i płodów poddanych aborcji... Myślę, że każda zdrowo myśląca matka stara się robić wszystko by swoje dziecko chronić i jak najlepiej przystosować do dalszego rozwoju. I z pewnością nie pozwoliłaby na to żeby wszczepiono jej Skarbowi resztki innego maluszka, który nie miał nawet tyle szczęścia by się urodzić. Równie bezpodstawne są dla mnie argumenty zaczerpnięte z bliżej nieokreślonych stron internetowych mówiące o autyzmie poszczepiennym czy innych chorobach wywołanych rzekomo szczepionką. Mamy twierdzą że jest to spowodowane szczepionką podawaną w okolicach pierwszych urodzin czyli popularnym MMR 6in1. Zagłębiać się w ten temat nie będę, bo chociaż na bieżąco robione są kolejne badania, które zaprzeczają tej tezie, to wydaje mi się że zbieg okoliczności miedzy czasem podawania tej szczepionki a objawami autyzmu jest dosyć jasny. Dopiero na etapie roczku pewne rzeczy nasz maluch musi potrafić wykonać. Dopiero wtedy pewne rzeczy można określić jako coś normalnego bądź wykraczającego poza normy zachowań... Osobiście nie słyszałam o przypadku kiedy u dwumiesięcznego (czyli jeszcze przed szczepieniami) niemowlaka stwierdzono autyzm, gdyż każde dziecko ma swoje tempo rozwoju motorycznego, a dopiero po roczku możemy stwierdzić, że skoro nasz malec jeszcze sam nie siedzi, nie uśmiecha się, nie wyrywają mu się żadne słowa to znaczy ze coś jest nie tak. Ja przez całe życie byłam szczepiona, dzięki Bogu żyje, mam się świetnie i nigdy nie przechodziłam poważnie żadnej choroby. Być może to zbieg okoliczności a być może to zasługa szczepionek. Niestety do tego już nie dojdę. Póki co nasza Zuzia dostaje wszystkie szczepionki łącznie z dodatkowymi przeciwko rotawirusom i meningokokom (a wczoraj otrzymała ostatnia serie szczepionki MMR). Wszystkie zniosła bardzo dzielnie i nie zdarzyło nam się jeszcze żeby miała jakiekolwiek niepożądane objawy, poza lekkim stanem podgorączkowym. Jest bardzo radosnym i żywym dzieckiem, które cieszy się z każdej minuty już od chwili otwarcia o poranku swoich cudnych oczu. A ja do końca mojego życia będę robić wszystko by tak było zawsze. I  nie przekonują mnie wykresy ukazujące niską zachorowalność wśród dzieci nieszczepionych. Oczywiście że taki rodzynek nie załapie w przedszkolu/szkole jakiegoś świństwa skoro cała reszta była na nie szczepiona i ma na nie nieco wyższą odporność...

Ale dość już moich bulwersacji, bo moje młodsze, jeszcze nie szczepione dziecię, daje mi wyraźnie znać, że nie podoba mu się moje podwyższone ciśnienie ;) 
Chcesz szczepić- szczep, nie chcesz to tego nie rób. Masz wolną wolę i to jest Twój wybór ale z pewnością nie pozwolę na to by fanatyczki "zdrowego stylu życia" po cichu podjadające w McDonaldzie wmówiły mi, że na własne życzenie krzywdzę swój najcenniejszy Skarb - swoje dziecko. 

P.S Rudzielcu jeśli nawet to nie przekona pana R. to weź go czymś porządnie trzaśnij!;)


Brak komentarzy