SOCIAL MEDIA

wtorek, 26 maja 2015

This time!

Genialną sprawą w tej całej cesarce jest to, że mogłam sobie zaplanować dokładny harmonogram na wcześniejsze tygodnie. I nie jest tak jak przy pannie S, że nagle dostałam skurczów i właściwie nie do końca wiedziałam co robić i czego się spodziewać. Panna B ma już wszystko przygotowane na swój powrót do domu i szykowałam to dopiero parę dni temu. 



Przy Zuzi nie miałam takiego komfortu i co za tym idzie musieliśmy być "gotowi" miesiąc wcześniej. Cieszę się, że już za dwa dni będę trzymać naszego młodszego Aniołka w ramionach, a jednocześnie odczuwam ogromny strach przed tym. Nie przed samym faktem posiadania noworodka, bo z tym jestem już obeznana- myślę, że również Robert dużo mniej się tym stresuje- ale jak uda nam się zorganizować całe życie. Chciałabym w tym wszystkim nie zapomnieć, że każdy z nas dalej pozostaje odrębną jednostka i każdy ma swoje potrzeby. I choć cześć naszych potrzeb i zachcianek zostanie pewnie zepchnięta na drugi tor to wierzę, że damy radę przetrwać pierwsze tygodnie.

Nie wiem czy ma sens wypisywanie listy rzeczy, które zapakowałam w torbie do szpitala, bo różni się ona diametralnie od rzeczy, które należy mieć przy sobie w Polsce. Nie potrzeba tutaj ani specjalnych podkładów ani bielizny jednorazowej, bo to wszystko daje szpital. Tak samo jak pampersy dla noworodka i ewentualne mleko modyfikowane. Właściwie w torbie mam większość rzeczy dla zabicia czasu w szpitalu. Oczywiście dokumenty, telefon, aparat fotograficzny, dresy i wszystkie artykuły higieniczno-kosmetyczne potrzebne do funkcjonowania przez te kilka dni. Dla malutkiej ubranka na wyjście do domu i to wszystko. 


Prześlij komentarz