SOCIAL MEDIA

piątek, 10 kwietnia 2015

Relax, take it easy...

Tak strasznie się pomyliłam myśląc, że pójdzie jak z płatka: przecież już to wszystko raz przechodziłam, więc teraz będzie tak łatwo i przyjemnie... 


Nie, nie jest ani łatwo ani przyjemnie. W dodatku każdy dzień przynosi mi nowe doświadczenie. I to niestety nie zawsze pozytywne. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że to przed czym się tak wzbraniałam, będzie nieuniknione. Panna B. dalej jest ułożona główką do góry, a z powodu małowodzia z każdym dniem ma mniej miejsca żeby się odwrócić. Czyli czeka mnie cesarskie ciecie... Jednak podstawowa różnica między pierwszą ciążą a drugą jest taka, że nie mam czasu. Będąc w pierwszej ciąży siedziałam sobie na słoneczku, czytałam wszystkie możliwe poradniki, objawy na dany tydzień ciąży. Wiedziałam co nasze maleństwo już ma, a co teraz zaczyna się tworzyć. A teraz często nie pamiętam w którym tygodniu już jestem. Dopiero dzisiaj siedząc z kawą na balkonie doszłam do tego, że jem śniadanie o godzinie 13stej, bo akurat panna S. ma drzemkę i czytam coś pierwszy raz od dobrych paru miesięcy. Ma to swoje plusy, bo ciąża zleciała mi jak z bicza strzelił i właściwie już powinnam się przygotowywać do szpitala. Oczywiście dopiero dzisiaj zaczęłam się szykować-prać ciuszki i ogarniać rzeczy, które są nam niezbędne. A przed nami jeszcze kupno wózka, przygotowanie kącika dla Małej, prezentu dla starszej Siostry i wiele innych ważnych spraw. Mam tylko nadzieję, że nas B. nie zaskoczy wcześniej. A Zuzia chodzi i się śmieje po co mamie takie maleńkie ubranka. Z wielką miłością rozrzuca te już poukładane... Oczywiście to wszystko w przerwie między wkładaniem paluszków do kontaktu a wchodzeniem na stół. Agentka z niej co niemiara, więc nawet sobie nie wyobrażam co będzie, kiedy będę je mieć obie...



Prześlij komentarz