Pierniczkowo


Kocham święta! Całą atmosferę- sprzątanie, przygotowanie i te cudowne zapachy, które rozchodzą się po całym mieszkaniu- są po prostu magiczne! 

I choć nie uważam się za wybitnie uzdolnionego cukiernika, ba, sądzę że mam dwie lewe ręce do pieczenia to jednak uwielbiam robić pierniczki. Nie tylko dlatego, że już sam fakt pieczenia przybliża mnie do tego magicznego okresu ale też dlatego, że podobno są całkiem zjadliwe. Co może tylko potwierdzić liczba znikających systematycznie z dnia na dzień w tajemniczych okolicznościach całkiem jeszcze twardawych ciasteczek...

Ponieważ w zeszłym roku nasza Zuzanka miała dopiero kilka miesięcy musiałam czekać całe 12-ście, żeby mogła mi pomóc w przygotowaniach. Starałam się jak mogłam, by choć odrobinkę mogła uczestniczyć w "pierniczeniu". W tym roku do zdobienia zaciągnęłam nawet Roberta, który początkowo bardzo niechętnie ale później z szalonymi pomysłami przyozdobił kilka pierniczków. I taki sposobem pierwsza partia jest już skończona i można je podarować najbliższym.



Brak komentarzy