Mamusia

Muszę przyznać, że od dawna zastanawiam się nad tym jak można zostawić dziecko i pójść się bawić. 

I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o wolny wieczór rodziców, raz na jakiś czas, bo nie popadajmy w paranoję. Ale regularne wypady mamusiek na imprezki suto zakrapiane, które kończą się nad ranem, z których bardzo dokładną relacje można oglądać na portalach społecznościowych?! Jak dla mnie to przesada- gruuuba przesada. Z wielką przyjemnością wychodzimy raz na jakiś czas się pobawić ale i tak w głowie krąży mi tylko jedna myśl - Zuzia. Co u niej, czy teściowa lub moja mama daje sobie radę z naszym małym łobuzem i czy przypadkiem nie płacze z tęsknoty za mamusią (taa, marzenia ściętej głowy). Ale od czasu porodu zdarzyło się to zaledwie pare razy. Nie wiem czy to wina tego, że Zuzia była tak bardzo wyczekiwana czy dlatego, że po prostu mam staromodne podejście do życia i roli matki. Jednak szlag mnie trafia jak widzę kolejną gorącą imprezową relację, gdzie mamusia świeci gołym tyłkiem z butelką piwa w ręce, a dziecię w tym czasie zostało z tatusiem w domu... Lub jeszcze gorzej jak każde z rodziców bawi się w innym klubie, a z dzieckiem jest bliżej nieokreślona osoba. Serio? Po to się wiązałam z kimś kogo kocham i na kim mi bardzo zależy, żeby potem samej chodzić się bawić? Dla mnie cała frajda polega na tym, że mogę się pobawić z własnym Mężem i na chwilkę wrócić do czasów sprzed ciąży. Ale największą frajdę i satysfakcję daje mi przebywanie razem z moją małą rodzinką, a szczególnie jak widzę Roberta bawiącego się z Zuzia. Sama słodycz i miłość w czystej postaci, którą upajam się lepiej niż najdroższym drinkiem!



Brak komentarzy